Bić się czy pisać

Jerzy Andrzejewski, Czesław Miłosz i Kazimierz Wyka w tartaku Wyków, Krzeszowice, lato 1941.
Fot. z archiwum Marty Wyki.


Bić się czy pisać

Pragnieniem naszym było rzucić światło na stosunek do kultury podczas okupacji autorów wybranych tu fragmentów listów i ukazać ich nadzieje na przyszłość i własną twórczość. Wszyscy oni uczestniczyli – jak pisał Czesław Miłosz, wspominając Kazimierza Wykę – „w debacie o polskiej kulturze pojętej jako całość zagrożoną śmiertelnie przez ubytek ludzi, zakaz przedstawień, koncertów i druków”. Do tej wspólnoty „wiernych kulturze, którzy uważali, że czasu okupacji nie należy marnować”, Miłosz zaliczał Wykę, Jerzego Andrzejewskiego i siebie. Należeli do niej także pozostali autorzy i bohaterzy zgromadzonych tu wypowiedzi, a więc Karol Irzykowski i Karol L. Koniński, Jerzy Turowicz i Tadeusz Gajcy, Andrzej Trzebiński, Wacław Bojarski i Zdzisław Stroiński, Krzysztof Kamil Baczyński i Ryszard Bychowski – niezależnie od tego, jakim hołdowali ideom, i jaki był ich stosunek do czynu zbrojnego.

W rzeczywistości tytułowa alternatywa nie istniała. Najmłodsi – dwudziestoletni poeci a zarazem warszawscy powstańcy czy też alianccy lotnicy a w wolnych chwilach sumienni studenci – podejmowali walkę, nie wyrzekając się swoich „cywilnych” pasji. Wszyscy, i starsi, i młodsi, wierzyli w siłę słowa. Kultura – twórczość, poezja, nauka – stanowiła rację ich życia, pole najcięższych zmagań. A więc tytuł, mimo dojmujących doświadczeń, rzucających cień sceptycyzmu, czasem zwątpienia, na podjęte decyzje, powinien brzmieć inaczej. Tak, zdecydowanie: „Książką i bronią”.





1. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

[Warszawa] dn. 22 IX 1941

Drogi Kazimierzu, 
[…] poznaliśmy w tych dniach z Czesławem chłopca, który mając lat zaledwie dwadzieścia, jest już zupełnie wybitnym zjawiskiem poetyckim. Zupełnie zadziwiająca u niego czystość poetyckiej wizji, samodzielne obrazowanie bardzo, bardzo… Chłopak nad wiek swój dojrzały, chory zresztą na astmę i z płucami nie w porządku, tak wygląda i zachowuje się, jak można wyobrazić sobie, że wyglądał młody Słowacki w swoich latach wileńskich. Wielka pewność siebie, bez cienia zarozumiałości, świadomość własnych wartości, a także ogromny krytycyzm w stosunku do własnych dokonań. Myślę, że jeśli ten chłopiec będzie żył, to jego nazwisko dużo może oznaczać. Jest to syn nieżyjącego już Baczyńskiego, Krzysztof. Oczywiście w warunkach materialnych bardzo ciężkich. W ogóle młodych chłopców poznaliśmy ostatnio kilku, ale reszta to dwudziestolatki przede wszystkim interesujące się zagadnieniami filozoficznymi i socjologiczno‑kulturalnymi. […]




2. Karol Irzykowski do Kazimierza Wyki

Warszawa, 25 IX 1941

[…] Na wykończenie Literatury potrzeba mi będzie po wojnie pół roku a to dlatego, że wiele źródeł jest mi teraz niedostępnych, biblioteki publiczne są rozbite, wskutek czego nie mogę sięgać do czasopism; ponadto, jak Panu zapewne wiadomo, cała moja biblioteka spaliła się, tak że chcąc uzupełniać swoją lekturę lub sprawdzić ją, będę musiał siedzieć po bibliotekach lub czytelniach (tutaj są tylko dwie małe, uniwersytecka nieczynna). Swoją drogą ten brak źródeł chronić mnie będzie poniekąd przed rozwlekłością, gdyż będę pisał z pamięci. […] Dodaję jeszcze: gdyby się wojna przeciągała, moja Literatura przy nieco lżejszym kursie politycznym będzie się mogła również ukazać.




3. Czesław Miłosz do Kazimierza Wyki

[Warszawa] 27 X 1941

Siedzę za biurkiem i dłubię na ogół z przyjemnością. Te essaye, które wywołały Twoją uwagę o trudności zadania, nie wydają mi się w tej chwili czymś przekraczającym moje siły […]. Raczej, jak przewiduję, ułożą się w postaci prób analizy poszczególnych mitów, znaczących stopniowy upadek wiary w dobroć świata. […]




4. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

[Warszawa] 28 X 1941

Rozmawiałem ostatnio z paroma ludźmi o przypuszczalnej koniunkturze na książkę po wojnie. Otóż spotkałem się z twierdzeniem, że dobra książka na pewno będzie iść i to w nakładach większych niż przed wojną. Wysuwa się argument, że przez obecny okres ludzie przyzwyczaili się do czytania, zresztą i sprzedaż książek idzie doskonale.




5. Czesław Miłosz do Kazimierza Wyki

[Warszawa] 29 XI 1941

Nieprawdopodobne skrępowanie konwencją, poczucie, że tylko c z ę ś ć
c z ł o w i e k a  jest godna dostąpić zaszczytu przetrwania [w literaturze]. Jaka to część, dużo by można o tym mówić. Trudne to zagadnienie. […] Z drugiej strony wstręt do wzruszeń, które narzucają się nieodparcie wskutek życia w swojej epoce i w zbiorowości, […] wstręt do  m o d y, mody nie stylistycznej, ale „mody” pewnych przeżywań. […] Odczuwałem życie przed 1939 jako potworność, widząc dość ostro […]. Ludziom zdaje się, że bolesność życia datuje się od wojny, bo dopiero teraz ją odczuli. Wymagają [krzyku], bo sądzą, że to przełom, wstrząs co jest nieprawdą. Myślę, że stan wody się nie zmienia, czy temperatura wynosi 100° czy 120° tak samo się gotuje. Jest pewna granica intensywności odczuwań, poza nią jest już tylko euforyczny uśmiech. […] epoki wielkich wstrząsów nie sprzyjają skargom i elegiom. Krzyk brzmi wtedy jak bzyczenie komara. […] Konieczne jest torowanie sobie drogi i luzu poprzez nowe gatunki i poprzez nowe odmiany w każdym gatunku.




6. Kazimierz Wyka do Jerzego Turowicza

[Krzeszowice] 23 II 1942

Dziwne rozdwojenie. W tej części ja, która się styka wprost z przeżywaną rzeczywistością, nieraz całe pasma niepewności, dawniej po prostu zwątpienia, teraz niecierpliwości przemienionej w nieufność, a jednak równocześnie […] stała, uparta dyspozycja pracy.




7. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

[Warszawa] dn. 6 IV 1942

Drogi Kazimierzu, 


[…] Serdecznie Ci dziękuję za zajęcie się sprawą Krzysztofa [Baczyńskiego]. Ostatnio zdrowie jego rzeczywiście przedstawiało się bardzo kiepsko, ataki astmy tak go wyczerpywały, że musiał natychmiast wyjechać. Tydzień przedświąteczny spędził u Jarosława [Iwaszkiewicza]. Te[raz] wrócił bardzo już poprawiony do domu, na Stawisku natychmiast ataki i duszności ustały. Myślę, że w najbliższych dniach znowu wyjedzie, tylko już gdzie indziej, bo u Jarosława nie będzie miejsca. Wystarałem się dla niego o miesięczny pobyt w dwóch majątkach niedaleko Warszawy, co przy obecnych trudnościach kolejowych jest bardzo dogodne. Więc albo w jedno, albo w drugie na pewno wyjedzie i najgorszy okres wilgoci wiosennej spędzi na wsi. […]

[Dopisek odręczny na marginesie] Dla Twego wyłącznie użytku przesyłam Ci jeden z ostatnich wierszy Krzysztofa. I w tym, i w innych jego rzeczach ostatnich miesięcy (a pisze bardzo dużo) uderza mnie nawiązanie do tonu skrzyżowanego: Słowacki–Norwid. Ciekawy jestem, jak Ty na ten wiersz zareagujesz.

O miasto, miasto Jeruzalem żalu,
gdzie wsparte o kolumny każde drzewo krzyżem
nad cieniem mijającym jak cieniem koralu,
który jak płomień niewidzialny liże
stopy zwycięzców i tych, którzy leżąc
pod płytą blasku, w cień blasku nie wierzą.
Miasto niewiary. Czym ty jesteś stojąc
we wszystkich ziemiach, w ognisku i w boju,
czymże ty jesteś i co niesiesz w sobie,
że jesteś na człowieku jak wieniec na grobie,
i rodzisz tylko bezgłowe kamienie
i sen, gdzie nie śniąc
nie odwalone jesteś, gromów brzemię,
i martwą pieśnią.

Sen, sen upiorów, gdzie na kwiatach leżą
ludzie ciosem znużenia padli przed wieczerzą,
ludzie u stołów pańskich siadający, którzy
szable splatają w dole, a kwiaty na górze.
Nic nie widzący, w nikogo wpatrzeni,
wielcy na krzywdę ludzką, mali na cierpienie.
Upadający przez ciało chcąc stanąć
i żagwią wznieść pomniki, żagwią umaczaną
w ciałach tych, co nie wierząc nie wiedzą i proszą
i których tylko potem anioły podnoszą
jak liść jesienny w baśni i prostując bożą
ręką – tak ukołyszą, aż w Bogu odtworzą.
A ci jak huragany wszczęte wianiem płaszcza
Są, choć przez grozę, silni, gdzie armaty paszcza,
gdzie dłoni uderzenie, i tak są zwycięzcy
w chwili zbrodni­ ­– na wieczność odtworzeni w klęsce.

O wielcy, których siłę nazywają słabość,
bo śpi w nich jak pomruki lawiny i czeka
na czas wiary, na znamię, na grom i człowieka,
na burzę planet, na rzeczy nazwanie.
A że z nich tworzą trumny, co w ziemi zwyciężą,
są zwani słabość, że nie ma oręża,
że nie ma na zwaliskach kwitnącego sioła,
że nie rozdepczą małych, bo światło anioła
jest nie przeciw małości, ale obok znacząc:
wielkość ciał przerastaniem, nie małych rozpaczą.

[KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI]

[…]

Jerzy




8. Kazimierz Wyka do Jerzego Turowicza

[Krzeszowice] 26 IX 1942

Wypadło i mnie niespodziewanie pojechać do Warszawy. […] Przede wszystkim zetknąłem się z Baczyńskim i obczytałem się z jego utworami. Za najbliższej bytności w Krakowie będę mógł z tego coś Panu pozostawić, myślę, że zrobi to Panu przyjemność. Przekonany jestem, że należy się po nim dużo spodziewać i już teraz daje on wiele, tak wiele, jak mało kto w jego wieku. Chyba tylko Lechoń i Staff, ciekaw jestem, czy dociągnie on do tych auspicji i przewodników, ma czas, ileż ma czasu, licząc lat dwadzieścia jeden, w reszcie swojej działalności. To w ogóle jedno z najdziwniejszych i najbardziej wzruszających dla krytyka uczuć. Ktoś młody, wobec którego nie odczuwa się żadnych oporów wewnętrznych, ale właśnie uznanie i chęć poparcia wraz z nadzieją, i teraz to ryzyko przychylności: wyjdzie, nie wyjdzie, zawiedzie, nie zawiedzie. Baczyńskiemu z całego serca życzę, by wyszedł.




9. Jerzy Turowicz do Kazimierza Wyki



Goszyce, 28 IX [19]42

Kochany Panie Kazimierzu,


[…] słyszę, że Pan będzie w Krakowie w sobotę 3 X. Jeśli to prawda, to się pewnie spotkamy, bo i ja wtedy będę. Ma Pan podobno dla mnie książkę p. Krzysztofa, może by Pan ją przywiózł do Krakowa? 
[…]

Jerzy Turowicz




10. Czesław Miłosz do Kazimierza Wyki

[Warszawa, jesień 1942]

Nowa firma [podziemne wydawnictwo], w której mam b. wiele do powiedzenia i rozporządzająca dużym zasobem, wchodzi na rynek. Nie jest wykluczone, że połknie [wydawnictwo] p. M.[itznera] również. Otóż chciałbym Ciebie zapytać, czy i co masz do zbycia. […] myślę o zrobieniu zbiorowego voluminu, poświęconego Józiowi [Czechowiczowi] […]. Wreszcie interesują mnie bardzo losy pamiętnika Konińskiego sądzę, że przez ten czas jego przepisywanie zrobiło postępy.




11. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

[Warszawa] 13 II 1943

Zastanawialiśmy się ostatnio dużo z Czesławem [Miłoszem] na temat tzw. rynku wydawniczego po skończonej wojnie. Jest już prawie pewne, że uda się nam uruchomić placówkę całkiem niezależną, coś, o czym dużo gadaliśmy w swoim czasie. Ze zrozumiałych względów i z wrodzonej nam potrzeby trzymania się kupą bardzo nam zależy na Twojej zgodzie zarezerwowania dla nas tomu Twoich szkiców. Odpisz i powiedz, co by taki tom zawierał. […] Żywo się tym również i czynnie interesuje Jarosław [Iwaszkiewicz]. […] W naszych planach zupełnie konkretnych i materialnych mieści się i własna księgarnia, no i jednak miesięcznik. Rozumiesz, że musisz w tym być.




12. Jerzy Turowicz do Kazimierza Wyki

[Goszyce] 21 II 1943

Dziękuję bardzo za przesłany tomik wierszy ­– niektóre z nich nadzwyczaj mi się podobały, są piękniejsze, niż przypuszczałem, wnioskując ze znanych mi dotychczas wierszy B.[aczyńskiego].




13. Karol Ludwik Koniński do Kazimierza Wyki

[Rudawa] 2 III 1943

Piszę króciutko zdrowia, bezpieczeństwa, szczęśliwego doczekania [pokoju] dla Ciebie i Twoich, pięknej i swobodnej pracy produktywnej w lepszym świecie! Ponadto zapewniam Cię, że do lepszych szans mego życia zaliczam tę, która moją „kartę życia” zbliżyła do Twojej.




14. Kazimierz Wyka, Nekrolog Karola Ludwika Konińskiego

W dniu 24 III br. odszedł od nas
Śp. KAROL LUDWIK KONIŃSKI

Wieloletnia i ciężka choroba nie zdołała zmóc niespożytych sił duchowych zmarłego pisarza, który mimo cierpień fizycznych zachował nieugiętą postawę moralną w swojej twórczości, stając się dla całego społeczeństwa polskiego wzorem etycznego hartu wobec zagadnień i objawów życia narodowego i ogólnoludzkiego. Ten wysoki poziom duchowy połączony z głęboką wiedzą i niezwyczajnie surową dyscypliną wewnętrzną czynił zeń najwyższy typ pisarza sumienia narodowego. My, którzy szukaliśmy często u niego rady w chwilach zwątpienia, znajdowaliśmy zawsze braterskie przyjęcie, zrozumienie i ostateczne rozstrzygnięcie naszych wątpliwości, żegnamy Go szczerym żalem, że nie stanie z nami w szeregu w walce o Nową Polskę.




15. Kazimierz Wyka do Jerzego Gawlińskiego

Krzeszowice, 29 III 1943

Dopiero w ciągu wojny poznałem Karola Konińskiego, który był moim dosyć bliskim sąsiadem i przestawaliśmy ze sobą tak wiele, że śmiem powiedzieć, iż nawiązała się między nami, mimo różnicy wieku, przyjaźń. […] Piszę chaotycznie i sucho, ale doprawdy nie mogę się z Jego zgonem oswoić, nie jestem w stanie myśleć spokojnie o tej stracie już nie naszej, lecz stracie tej przyszłości, jakiej czekamy, jaką marzymy, której tak niezbędną była jego myśl i jego duch.




16. Kazimierz Wyka, List do Jana Bugaja [K. K. Baczyńskiego]

5 V 1943

 […] Gotów Pan pomyśleć, że całą wartość liryki Pana sprowadzam do dobrze dobranych patronów. Gdyby tak być miało, targam ten list. Zastanawiałem się nad tymi sprawami by dotrzeć, gdzie biją ź r ó d ł a stylu Pana. Nie – gdzie są jego  u j ś c i a. Te są bowiem w utworach skończenie własnych, pełnych swoistego czaru, po którym poznawać odtąd będziemy wiersze Pana, w utworach świadczących o całkowitym zasymilowaniu i przetworzeniu wymienionych powinowactw. […]

W najlepszych lirykach Pana dojrzewa z naszych konkretnych przeżyć coś, co bym nazwał p r a w e m t y c h p r z e ż y ć, coś co jest pokorą i ściszeniem wobec naszych bólów i spraw, albowiem taką jak nasza i niezmienną jest norma bytu historycznego i bytu ludzkiego. Dlatego zapewne w utworach Pana kilkakrotnie tematem zamyślenia jest prawda historii. Najpiękniej w wierszu Historia jawi się ta znamienna dla owych zamyśleń  r ó w n oś ć   h i s t o r i i   w o b e c  cierpienia. Odpatetycznia Pan historię, ściera łatwość legendy, lecz by ukazać wspólność i współczucie ludziom, którzy zawsze cierpieć musieli […].

To równość skierowana ku przeszłości. Cierpieli jak my i przeminęli. Krew jest ta sama spod kity czy hełmu. Ta równość posiada także oblicze drugie. Przepływają w nas cierpienia nasze, one są dla nas najważniejsze, ale mimo ich doniosłości naszej przeminą. Staną się miejscem pustym w przestrzeni, trawą na grobach, wspomnieniem. Istnieje i taka równość historii wobec cierpienia. […]

Kształt historii, kształt religii. Kształt niepokoju, który pyta o sens doli ludzkiej, poczętej z ziemi, smutnej i współczucia godnej. Myślę, że jest to drugi, od nurtu historii niemniej ważny, nurt liryki Pana. Przyznam się, że jest bardziej oczywisty w czytaniu, ale nie jest łatwy w analizie. Na pewno jest bardzo chrześcijański, w tym podwójnym obliczu chrześcijaństwa: prawda egzystencji ludzkiej, której nie wybielisz, nie wygładzisz i prawda modlitwy, prawda zaświata. Obydwie prawdy żyją w liryce Pana. W tonacji uczuciowej, dzięki której żyją, jest moment chrześcijański również i w opanowaniu uczuć, jak opanowane być musi każde prawdziwe współczucie. […]

Wyosobnił Pan w oddzielną grupę swoje erotyki. Jest ich cztery zaledwie, za mało by snuć sądy decydujące, ale i tak one to w Wierszach wybranych najbardziej może pozwalają stwierdzić, jak daleko Pan zaczyna od obyczajów duchowych dwudziestolecia. […] 

Uderza mnie przeto w erotykach Pana ich powściągliwość i czystość, być może, że jaskółki jakiejś innej, bardziej męskiej poezji miłosnej. […]

Gdybym nie list Panu pisał, lecz recenzję, powinienem w tym miejscu przepowiadać Panu wiele się każącą spodziewać przyszłość poetycką. Pan wie? „Dawno nie mieliśmy debiutu, który w tak szerokiej i doskonałej skali etc.”. Powiem Panu prościej i po przyjaźni: byłem do głębi i radośnie wzruszony, kiedy przed rokiem przeszło dotarły do mnie pierwsze liryki Pana. Nie zblakło nic z tego radosnego wzruszenia, kiedy je czytam dzisiaj. List mój jest tylko prostym podziękowaniem za to uczucie, podziękowaniem w formach, do jakich obowiązany jestem.

Przed laty dziesięciu mniej więcej, nieco później, nieco wcześniej, odezwała się poezja, która i duchowo, i artystycznie jest mi najbliższa. Mam na myśli więcej nazwisk, lecz oznaczmy ją symbolicznie tym jednym imieniem ­– Miłosz. Od tej pory dopiero Pan. Wśród rówieśników Pana jakoś dotąd nikogo nie usłyszałem. Nie każdemu tak wcześnie jest dana pełna dojrzałość artystyczna. Jest Pan pierwszy i życzyłbym Panu, by nie tylko w chronologii wystąpień pozostał Pan pierwszy. Nie życzyłbym wszakże Panu, by Pan p o z o s t a ł s a m o t n y. Chciałbym, mam nadzieję, że wszystko co żywotne i świeże w liryce Pana, odczuwane będzie przez Pana rówieśników jako podobnie ich dotyczące zadanie poetyckie.

Jan Józef Szczepański, Marian Piechal, Kazimierz Wyka i Jerzy Andrzejewski, Goszyce, lipiec 1942. fot. J. Turowicz z arch. J. Turowicza dzięki uprzejmości M. Smoczyńskiego




17. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

[Warszawa] 7 VI 1943

Krzysztof Baczyński wybiera się z listem do Ciebie, był bardzo wzruszony dowodem Twojej pamięci [chodzi o nielegalną publikację Listu do Jana Bugaja Wyki, wprowadzającego Baczyńskiego do polskiej literatury, po ukazaniu się jego tomu Wiersze wybrane (1942) wydanego pod pseudonimem Jan Bugaj], zresztą i mnie to wzruszyło i jeszcze raz utwierdziło w przekonaniu, że jesteś jedynym w swoim rodzaju człowiekiem, którego wszyscy bardzo potrzebujemy. Ja Ci też przecież wiele zawdzięczam.




18. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

[Warszawa] 21 IX [19]43

Wystaw sobie, że piszę powieść. Zacząłem ją przed kilku tygodniami i ciągle jeszcze jestem zaskoczony tym wydarzeniem. Idzie mi bardzo ciężko, ale iść musi tak jak z Ładem serca, bo zobowiązałem się uroczyście dawać Marysiowi [Zawadzkiemu przyszłemu wydawcy] dziesięć stronic tygodniowo do czytania. Temat powieści jest Ci znany […] historia o owym drzewie, które Ty nazwałeś drzewem wiadomości dobrego i złego i które rzeczywiście w zamiarze takim ma być. Jestem pełen niepokoju, co z tego wyjdzie, bo trudności ogromne i nie wiem jeszcze, jak sobie z różnymi sprawami dam radę. Kiedy Ci o tym wszystkim opowiadałem, myślałem wówczas tylko o opowiadaniu niedużych rozmiarów. Gdy zdecydowałem się zabrać do pisania, rzecz cała poczęła się rozrastać, równocześnie Zawadzki objawił się na horyzoncie i tak od łyczka do rzemyczka puściłem się na wody najbardziej niebezpieczne, przez jakie danym mi było dotychczas przepływać. Kiedy do brzegu dopłynę i w jakim stanie wygramolę się na brzeg, zupełnie sobie tego wyimaginować nie potrafię. Zdaję sobie sprawę, że okres obecny nie jest sprzyjający dla podjęcia pracy większej, któż bowiem może przewidzieć, co będzie za miesiąc albo za dwa? Poza tym mam obecnie bardzo mało czasu dla siebie, ciągle muszę wyjeżdżać do miasta i to, co piszę, to robię właściwie na „patataj”. Ale z drugiej strony nęci mnie to ryzyko, sama rzecz pasjonuje, no i dzięki temu mamy zapewnione całkiem przyzwoite życie na przeciąg przynajmniej pół roku.




19. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

Warszawa, 3 XI 1943

U nas smutno. Przepadł ostatnio ten dzielny chłopiec tak dziwacznie grający w ping-ponga [Andrzej Trzebiński]. Jeszcze nie wiadomo, ale raczej trzeba krzyżyk nad nim postawić. Pisać się wobec tego wszystkiego nie chce.

Jedyne, co dobrego przeżyłem ostatnio, to nowa, wielka powieść Mortona pt. Inkluzowe wiano. […] A język, zobaczysz, co za piękno! Dla mnie najlepsza rzecz powieściowa z naszego pokolenia. Jest w niej to, na czym zbywało powieści lat ostatnich ­– wielkie postacie, sceny, tragiczna perypetia, litość wobec powołanych ludzi.




20. Tadeusz Gajcy do Kazimierza Wyki

[adresat:] An Herrn Kazimierz Wyka, Kressendorf (über Krakau)

Warszawa, dn. 19 XI [19]43

Szanowny Panie,

Bardzo dziękuję za przekaz [prawdopodobnie zaliczka na konto powojennej współpracy wydawniczej z St. Kamińskim – przyp.red.] i list. Ponieważ uczy mnie doświadczenie, że w czasach dzisiejszych obowiązuje pośpiech – piszę te słowa zaraz po otrzymaniu Pańskiego pisma. Przepraszam za tę natarczywość! Atmosfera mojej pracy w tej chwili nie jest zbyt miła, ostatnie zdarzenie w mojej­ – jak Pan to słusznie powiedział – rodzinie [aluzja do środowiska konspiracyjnego czasopisma „Sztuka i Naród, dalej: „SiN”, z którym Gajcy był związany, a konkretnie do aresztowania i śmierci zaledwie przed tygodniem, 12 XI 1943, Andrzeja Trzebińskiego, pełniącego wówczas funkcję redaktora naczelnego] – jest jednym z tych momentów, które odbierają na długo oddech i nasuwają przykre myśli. Wydawałoby się ­– powinienem się przyzwyczaić, bowiem nie jest to zdarzenie tego typu pierwsze [aluzja do losów poprzednich redaktorów „SiN”. Jego założyciel, Onufry Bronisław Kopczyński (1916–1943), muzyk, publicysta, działacz Konfederacji Narodu, został aresztowany przez gestapo w styczniu 1943, a następnie wywieziony do obozu koncentracyjnego na Majdanku, gdzie zmarł w maju tego roku; Wacław Bojarski (1921–1943), poeta, prozaik, krytyk, zmarł 5 VI 1943 na skutek ran odniesionych w czasie akcji składania wieńca pod pomnikiem Kopernika w Warszawie 25 V 1943, pierwszej akcji bojowej „SiN”], ale to bardzo trudne. Tak bardzo obchodząca mnie opinia Pana o wierszach moich nie zaskoczyła mnie. Proszę mi wierzyć, że żegnając się z Panem na dłużej, wiedziałem doskonale, co się Panu spodoba, co nie i dlaczego. Proszę nie traktować tego jak zwyczajne zarozumialstwo, broń Boże, po prostu znam trochę gust Pana i wtedy już wiedziałem dużo o sobie. Chodzi o to, że moment ukazania się tomiku [Karol Topornicki (Tadeusz Gajcy), Widma. Poemat. Warszawa, Biblioteka Sztuki i Narodu, maj [1943]; druk konspiracyjny. Według Wyki, krytyk przesłał autorowi „epistolarną recenzję”, która „musiała być krytyczna i Widmom raczej nieprzychylna” – przyp.red.] był dla mnie jakimś zamknięciem pierwszego etapu, tego – wydaje mi się – najtrudniejszego etapu, związanego z pierwszym czarem i rozczarowaniem pierwszego kroku. Dlatego nie będę nawet próbował bronić się, chociaż obrona taka jest zupełnie realna; nie chcę mnożyć zdań lirycznej dialektyki, gdyż robiłbym to bez przekonania. Poemat jest bardzo daleko za mną, jak i reszta tomiku zresztą, stosunek mój do niego jest stosunkiem pobłażliwości i… wdzięczności za trudną, lecz opłacalną szkołę. Wydaje mi się, że każdy błąd jest błogosławiony, do pewnej naturalnej granicy, i dlatego już nawet nie myślę, jak tam jest ze mną z okresu Widm. Zbyt wiele kotłuje się we mnie, by wracać do tamtego, zamkniętego już, kręgu. Bóg z nim!

Zdaję sobie sprawę, że potrząsanie zapowiedzią o tym, co będzie, jest nawet śmieszne. Wiary czy przekonania takiego nie powinno się w ogóle ujawniać. Nie jestem recydywistą. Pan pierwszy przeczyta to zdanie i pomyśli może: megaloman. Byłoby to słuszne nawet, bo czyż wolno dzisiaj mówić w tonie kategorycznym o jutrze, gorzej, odgrażać się, że ja jeszcze… Przecież po prostu może nie być dane, by trwać. Jak trzem moim kolegom[mowa o śmierci Kopczyńskiego, Bojarskiego i Trzebińskiego, patrz wyżej], których wysłuchiwałem, kiedy mówili o przyszłości, o tej wielkiej i pięknej. Przeradza się to już we mnie w obsesję: lęk przed samym marzeniem o jutrze, i wydaje mi się to wyzwaniem, bluźnierstwem. Zwłaszcza że stoję teraz na miejscu tamtych trzech, o którym mówi się, że jest fatalne.

Proszę Pana, bardzo Panu dziękuję za szczere słowa, przydadzą mi się na pewno. O tych tam sprawach czasopiśmienniczych pamiętam. W środowisku moim oprócz tomiku Chmury [Marek Chmura (Leon Zdzisław Stroiński (1921–1944)], Okno. Warszawa, Biblioteka Sztuki i Narodu, 1943; proza poetycka nawiązująca do więziennych doświadczeń Stroińskiego, który 25 V 1943 został osadzony na Pawiaku po akcji składania wieńca pod pomnikiem Kopernika i uwolniony w lipcu tego roku dzięki zabiegom rodziny. Zginął w powstaniu warszawskim. Zob. L. Z. Stroiński. Chmura. Portret poety. Wstęp J. Hartwig. Oprac. H. Z.] nic nie ma. Postara on się Panu doręczyć go pośrednio. Bardzo byłbym ciekaw Pana opinii o Oknie, bo taki nosi tytuł ów tomik, nie mówiąc już o autorze, który znajduje się w sytuacji nieco podobnej do mojej sprzed pół roku. To znaczy lawiruje po Scyllach i Charybdach tzw. sądów ludzi kompetentnych!

Posyłam Panu Misterium [Misterium niedzielne. 4 widowiska z intermediami, pierwodruk: T. Gajcy, Utwory zebrane. Poezje i dramat „Homer i Orchidea”. Red. M. Kornas. Warszawa, Instytut Wydawniczy Pax, 1952], rodzaj chyba satyry raczej niż groteski na atmosferę — urojoną naturalnie, taką, jaka powinna być ­– przedwojenną. Dołączam także wiersz, jeden z ostatnich, bo teraz już drobnych liryków nie piszę. Ufam, że jeśli pójdzie wszystko po mojej myśli, to prześlę Panu nową „sztukę” [Homer i Orchidea. Dramat w 3 aktach, pierwodruk: T. Gajcy, Utwory zebrane. Poezje i dramat „Homer i Orchidea, dz.cyt.] w krótkim czasie, o której nic powiedzieć nie mogę, bo jeszcze nie zaczęta.

Pozdrawiam Pana

Tadeusz Gajcy




21. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

[Warszawa] 13 XII 1943

Jeszcze raz potwierdza mi się prawda, że nie to jest ważne, co myśli się o rzeczywistości, lecz to przede wszystkim, co w nas kształtuje przyszłość. […] Co do mnie, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że my jesteśmy pokoleniem zgubionym i dzieje ludzkich zbrodni i cierpień przejdą ponad nami, jak mija się ziemie kryjące w swoich głębiach zaginione ludzkie losy. […] Gdybym Ci powiedział, używając słów dość wysokich i głośno brzmiących, że nie widzę dla naszych czasów żadnego wyjścia, a dla nas w nich żyjących żadnej ulgi i żadnego wyzwolenia byłbym najbliższy, o ile słowami wyrazić można, prawdy, niestety mojej, bo nie śmiem jej nazwać obiektywną.




22. Tadeusz Gajcy do Kazimierza Wyki

[adresat:] An Herrn Kazimierz Wyka, Kressendorf (über Krakau)

Warszawa, 17 I 1944

Szanowny Panie,

Proszę darować mi natarczywość. Przesyłam Panu rzecz nową [Misterium niedzielne, dz. cyt.] zapowiedzianą w mym pierwszym, nieszczęśliwym liście. Wszystkie wyjaśnienia i usprawiedliwienia z nim związane odkładam do rozmowy osobistej, która da Bóg może kiedyś nastąpi. Kartę Pana z grudnia 43 r. otrzymałem i zapowiedź dłuższego listu przyjąłem z radością. Proszę i na przyszłość zastrzeżenia odnośnie moich prac formułować ostro i kategorycznie. Sugestia, że czuję się pokrzywdzony brakiem pochwał, wynika być może z ogólnego tonu, z niedopowiedzeń itp., w każdym razie winę ponosi redagujący pismo i dlatego nazwałem tę pierwszą próbę nawiązania z Panem korespondencji – nieszczęśliwą. Odnośnie przesyłek: proszę bardzo o możliwą dyskrecję, przy czym dysponowanie nimi na przyszłość – zależy wyłącznie od Pana; jeśli zajdą jakieś zmiany zasadnicze, powiadomię Pana natychmiast. W oczekiwaniu na list Pana przesyłam pozdrowienia

T. Gajcy

[adres nadawcy:] Tadeusz Gajcy, Warschau, 32 
Międzychodzka 27 m. 2




23. Jerzy Andrzejewski do Kazimierza Wyki

17 II 1944

[…] Wszyscy nasi przyjaciele dają sobie jakoś radę, mało zresztą kogo widuję, tyle wiem, że Czesław [Miłosz] w ostatnich tygodniach napisał cały, dość zresztą spory tom wierszy [utwory te weszły częściowo do tomu Ocalenie, 1945]. Do końca mojego opowiadania jeszcze daleko [mowa o Natchnieniu świata] […] Dużo chciałbym Ci o wszystkim opowiedzieć, lecz spostrzegłem od pewnego czasu, że coraz trudniej przychodzi listy pisywać. Zdaje się, że już do końca pozostaniemy lakoniczni. […]

[adres nadawcy:] Jerzy Andrzejewski, Warszawa, Bielany, ul. Szregera 87 m. 6




24. Kazimierz Wyka do Jerzego Turowicza

[Krzeszowice] 4 X 1944

Otrzymałem właśnie kartkę od Czesława Miłosza (post Głuchów, gm. Głuchów, Kreis Łowicz, wieś Borysław, u Błaszczyka), który radby się przenieść w nasze okolice. Wyszedł, jak wszyscy z Warszawy [po powstaniu] ­– goły. […] Powtarzam jego pytanie ­– jest ich troje: Czesław, Janka Cękalska i jej matka. Naturalnie, choć o tym nie pisze wprost, na pewno potrzebna mu jest pomoc. […] Z taką samą sprawą nieco wcześniej pisał do mnie Irzykowski (leży ranny w szpitalu) i chciałbym również jemu znaleźć pomieszczenie i pomoc. Nie mam żadnych wieści o Jerzym Andrzejewskim. Czesław też nic nie wie. Zginęli Staff i Kaden. Zresztą wiadomości personalne są dosyć chaotyczne i niepewne straty w naszym kręgu są chyba mniejsze, niż można się było spodziewać. Wszyscy poloniści warszawscy wyszli na przykład cało. O reszcie tego straszliwego nieszczęścia pisać nie sposób, a myśleć straszno.




25. Kazimierz Wyka do Jerzego Turowicza

[Krzeszowice] 12 X 1944

Bardzo się cieszę, że Czesław [Miłosz] znajdzie u Was miejsce. Znajduje się w b. ciężkich warunkach i należy mu się koniecznie pomoc. Chciałbym, ażeby po drodze wstąpił do Krzeszowic, byśmy się podzielili na zimę rzeczami pierwszej potrzeby. O Jerzym [Andrzejewskim] niestety nie mam żadnej wiadomości, nawet pośredniej i bardzo mię to niepokoi. Krzysztof [Baczyński] już w maju był w maquis [tu: w oddziałach bojowych] i gdzie go losy mogły zanieść, zwłaszcza po tamtej stronie frontu, Bóg raczy wiedzieć. […]. Chowamy się wszyscy zdrowo, ale duchowo ­­– źle. Pogodziłem się w wyobraźni z wieloma rzeczami, które dotąd wydawały mi się niemożliwe, a perspektywa planu życiowego dostosowanego do nich nie jest wesołą. Cóż począć! Nie jestem zdolny do jakiejkolwiek pracy, a obraz tej straszliwej nędzy, która rozlewa się tu wszędzie, ciągnąc przymusowo z Warszawy, jeszcze się przyczynia ku zupełnej niewydolności myślowej. Myślę, że to jest ostatnie powstanie, jakie zapisze nasza historia. Ostatnie i najbardziej zbrodnicze dla tych, co się w nie zabawili.




26. Kazimierz Wyka do Jerzego Turowicza

[Krzeszowice] 17 X 1944

Całemu temu nieszczęściu człowiek nie pomoże i uważam, że musimy pomagać przede wszystkim ludziom najwartościowszym. […] Do Krakowa nie jeżdżę od wielu tygodni, nie posiadam bowiem żadnego papieru […]. Pracować nie jestem w stanie i pędzę dni na całkowitym bałaganie i na obmyślaniu planu życiowego, jeżeli przetrwam przejście frontu, planu na nadchodzące czasy. Trzeba przecież prawie wszystkie nasze spodziewania odłożyć pomiędzy wspomnienia i nieziszczone nadzieje. Aha, Czesław [Miłosz] potwierdza odbiór pierwszej mojej kartki, a zatem Twoje kartki winny go już rychło dojść.

JERZY ANDRZEJEWSKI ur. 1909, zm. 1983. Prozaik, krytyk, publicysta. Debiutował jako krytyk w 1927 w tygodniku „Wiadomości Literackie”. W 1932 w narodowym dzienniku „ABC” ukazało się jego pierwsze opowiadanie. W 1938 wydał powieść Ład serca, za którą otrzymał nagrodę czytelników „Wiadomości Literackich” oraz w 1939  Nagrodę Młodych. Po wybuchu wojny w Warszawie. Brał aktywny udział w konspiracyjnym życiu literackim. Pełnomocnik Delegatury Rządu RP do opieki nad literatami. Po wybuchu powstania warszawskiego wydostał się z miasta i dotarł do Zakopanego, po okupacji w Krakowie.

KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI ur. 22 stycznia  1921 r. w Warszawie, zm. 4 sierpnia 1944 tamże. Syn Stefanii i Stanisława. Ukończył Gimnazjum i Liceum im. St. Batorego w Warszawie 1939 r. Studia polonistyczne na tajnym uniwersytecie w Warszawie przerywa, wstępuje do tajnej Podchorążówki  i kończy ją. Latem 1943 wstąpił do harcerskiego batalionu ,,Zośka”, był sekcyjnym w 2. plutonie ,,Alek” 2. kompanii ,,Rudy” w stopniu starszego strzelca. Bierze czynny udział w tzw. Wielkiej Dywersji w „Szarych Szeregach” aż do wybuchu powstania. Należał do grupy „Zośka”, a potem „Parasol” – harcerskiego batalionu AK, zajmującego się głównie wykonywaniem wyroków śmierci wydanych przez Państwo Podziemne; w lipcu 1944 został zastępcą dowódcy 3. plutonu 3. kompanii batalionu ,,Parasol”, ale w powstaniu walczy w szeregach grupy „Gozdawa” na „Reducie Ratusza”. Ginie od kuli niemieckiej w początkach sierpnia 1944 r. raniony w głowę. Napisał słowa  do kilku pieśni żołnierskich, które śpiewali powstańcy, idąc do boju. Po wojnie „Tygodnik Powszechny” publikował regularnie wiersze Baczyńskiego (w samym 1945 roku pojawiły się w sześciu numerach) oraz poświęcone mu teksty, w tym słynny szkic J. Zagórskiego Śmierć Słowackiego (1947 nr 14–15), a sam Turowicz ogłosił uwagi o Baczyńskim i katolicyzmie (1947 nr 19); kres tym publikacjom położyła cenzura i w latach 1949–51 oraz 1953–56 w tygodniku nie ukazał się ani jeden artykuł o autorze Śpiewu z pożogi.

TADEUSZ GAJCY ur. 1922, zm. 1944. Poeta, dramatopisarz. Jego pierwsze próby poetyckie pochodzą z 1938. W czasie okupacji mieszkał z rodzicami w przy ul. Dzikiej 43/45 w Warszawie, od 1940 przy ul. Międzychodzkiej 27. Wiosną 1941 zdał konspiracyjną maturę, następnie studiował polonistykę na podziemnym Uniwersytecie Warszawskim. Pod koniec 1941 wstąpił do konspiracyjnej organizacji politycznej Konfederacja Narodu (KN), wywodzącej się z przedwojennego Obozu Narodowo‑Radykalnego Falanga. Związał się z grupą młodych pisarzy skupionych wokół pisma „Sztuka i Naród” („SiN”) oraz tzw. Ruchu Kulturowego — powołanych przez KN. Debiutował wierszem Wczorajszemu, opublikowanym w 1942 w „SiN”. W ramach konspiracyjnej serii miesięcznika wydał poemat katastroficzny Widma (1943) oraz zbiór wierszy Grom powszedni (1944). W 1943 napisał także dramaty Misterium niedzielne, Homer i Orchidea.Aktywny w konspiracyjnym życiu literackim. Jego teksty ukazywały się w prasie podziemnej („SiN”, „Kultura Jutra”, „Dźwigary”). 25 V 1943 z redaktorami „SiN”, Z. Stroińskim i W. Bojarskim, wziął udział w pierwszej bojowej akcji ,,SiN” – składania wieńca pod pomnikiem M. Kopernika w Warszawie (jej skutkiem była śmierć Bojarskiego i uwięzienie Stroińskiego). Od listopada 1943 redaktor naczelny „SiN”. Od tegoż roku członek Armii Krajowej (AK) wskutek przystąpienia do niej formacji zbrojnych KN; współpracował z referatem literackim Biura Informacji i Propagandy AK. Po wybuchu powstania warszawskiego walczył na Starym Mieście w grupie szturmowo‑wypadowej. Zginął 16 VIII; są róźne wersje jego śmierci i jej miejsca: razem z Z. Stroińskim w wysadzonej przez Niemców kamienicy przy ul. Przejazd 1/3, lub później i gdzie indziej. Analizuje je wnikliwie z zacięciem dedektywa St. Bereś w książce Gajcy. W pierścieniu śmierci (Czarne, 2016). Zob. znaleziony przy jego zwłokach powstańczy wiersz Święty kucharz od Hipciego.

KAROL IRZYKOWSKI ur. 1873, zm. 1944. Krytyk, pisarz, publicysta, tłumacz. Autor powieści psychologicznej Pałuba (1903), książek Walka o treść (1929), Bieniaminek. Rzecz o Boyu-Żeleńskim (1933), Słoń wśród porcelany (1934). Z S. Baczyńskim i J. N. Millerem redagował miesięcznik „Europa” (1929–30). W czasie okupacji w Warszawie, uczył stenografii polskiej i niemieckiej w Szkole Handlowej. Brał aktywny udział  w konspiracyjnym życiu literackim. W 1944 ukończył książkę Mosty (spłonęła niemal w całości w powstaniu, ocalałe fragmenty wydano w 1947). Ranny pod koniec powstania warszawskiego, po pobytach w prowizorycznych szpitalach zmarł 2 XI 1944 w Żyrardowie, gdzie pochowano go na miejscowym cmentarzu (w 1981 prochy pisarza przeniesiono do Krakowa na Cmentarz Rakowicki).

KAROL LUDWIK KONIŃSKI ur. 1891, zm. 1943. Myśliciel religijny, prozaik, krytyk, publicysta. Debiutował w 1911. W 1916 zmobilizowany do służby pozafrontowej w armii austriackiej, zwolniony w listopadzie 1917 z powodu gruźlicy kręgosłupa. W kwietniu 1919 otrzymał rentę inwalidzką. W 1921 ożenił się ze Stefanią Machówną (1894–1963), nauczycielką, córką kierownika szkoły w Rudawie. Od 1920 współpracował jako krytyk i publicysta społeczno‑polityczny głównie z pismami obozu narodowego („Myślą Narodową”, „Głosem Narodu”, „Prosto z Mostu”), ale także z „Przeglądem Współczesnym”. W 1922 urodził się jego syn Jerzy (zm. 1966). W 1929 z powodu pogarszającego się zdrowia przeniósł się z Krakowa do Zakopanego. Od połowy lat 30. dystansował się wobec środowisk endeckich, publikował w „Zwrocie”, „Polonii” i „Odnowie”. Jesienią 1940 przeniósł się do domu teściów w Rudawie koło Krakowa. W czasie okupacji prowadził dzienniki medytacyjne Ex labyrintho (wyd. 1962), Nox atra (1961) oraz Uwagi 1940–1942 (1987), pisał też liczne rozprawy teologiczne i polityczne. Zmarł 23 III 1943. W 1955 ukazał się jego tom Pisma wybrane, od 2007 wydawana jest sukcesywnie seria Pism wybranych Konińskiego.

CZESŁAW MIŁOSZ ur. 1911 na Litwie, zm. 2004 w Krakowie. Poeta, prozaik, tłumacz. Debiutował w 1930 wierszami opublikowanymi w piśmie „Alma Mater Vilnensis”. W 1933 wydał Poemat o czasie zastygłym, w 1936 zbiór wierszy Trzy zimy. Od jesieni 1935 pracował w Polskim Radiu w Wilnie. Usunięty z posady na skutek nacisku lokalnych władz, od 1937 w Warszawie, zatrudniony w Biurze Planowania Programów Centrali Polskiego Radia. Publikował w „Pionie”, „Ateneum”, „Skamandrze”, „Marchołcie”. Po wybuchu wojny z pracownikami Radia ewakuowany do Rumunii, skąd wiosną 1940 przedostał się do Wilna. Podjął tam współpracę z „Gazetą Codzienną” oraz „Kurierem Wileńskim”. W sierpniu 1940 nielegalnie dotarł do Warszawy. Od 1941 pracował jako woźny w Bibliotece Uniwersyteckiej. Aktywny w konspiracyjnym życiu literackim, wstąpił do socjalistycznej organizacji Wolność, współpracował z podziemną Radą Teatralną. W 1940 wydał konspiracyjnie tomik Wiersze (pod pseudonimem Jan Syruć), opracował antologię wierszy Pieśń niepodległa (wyd. 1942, pod pseudonimem ks. J. Robak), tłumaczył Drogami klęski J. Maritaina (wyd. 1942). Pisane w tym okresie eseje oraz korespondencję z J. Andrzejewskim wydał w 1996 pt. Legendy nowoczesności.Po wybuchu powstania warszawskiego opuścił stolicę; od listopada 1944 do stycznia 1945 przebywał w Goszycach, następnie przeniósł się do Krakowa. Laureat literackiej Nagrody Nobla, 1980. Stały współpracownik „ZL” od 1983 r. Opublikował Wiersze pół-perskie (Znak), Traktat poetycki z moim komentarzem (WL). Ukazało się 8 tomów jego Pism Zebranych (Znak, WL). Poświęciliśmy mu „ZL” 75 wraz z dodatkiem oraz 3 numery specjalne „ZL” poza serią: Historie ludzkie, I książki mają swój los, Jasności promieniste i inne wiersze. W ostatnim „ZL” 144 ogłosiliśmy jego dotąd nie publikowane wiersze odczytane z rękopisów przez Michała Szymańskiego.

LEON ZDZISŁAW STROIŃSKI ur. 1921, zm. 1944. Pod okupacyjnym pseudonimem Marek Chmura ogłosił prozę poetycką Okno (Biblioteka ,,SiN”, 1943) nawiązującą do doświadczeń więziennych, których zaznał, kiedy 25 V 1943 został osadzony na Pawiaku po akcji składania wieńca pod pomnikiem Kopernika. Zginął w powstaniu warszawskim.

JERZY TUROWICZ ur. 1912, zm. 1999. Redaktor, publicysta. Debiutował na łamach pisma Sodalicji Mariańskiej ,,Pod Znakiem Maryi” (1927). Działał w Akademickiej Sodalicji Mariańskiej oraz w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej „Odrodzenie”; uczestniczył w kongresie PAX Romana w Wiedniu (1936). W 1938 ożenił się z Anną Gąsiorowską (1916–2000), wówczas studentką UJ, po okupacji tłumaczką. Od lipca 1939 redaktor naczelny krakowskiego dziennika chadeckiego „Głos Narodu”. W czasie okupacji w majątku teściowej w Goszycach pod Krakowem. Brał aktywny udział w konspiracyjnym życiu kulturalnym: współpracował z chrześcijańską organizacją podziemną „Unia”, publikował w jej organie „Kultura Jutra” i w „Miesięczniku Literackim”, występował też w podziemnym teatrze T. Kantora. W początku 1945, po wkroczeniu Armii Czerwonej i konfiskacie majątku Goszyce w ramach reformy rolnej, powrócił z rodziną do Krakowa, gdzie wkrótce zaangażował się w tworzenie „Tygodnika Powszechnego”.

KAZIMIERZ WYKA ur. 1910, zm. 1975. Historyk literatury, krytyk, prozaik. Debiutował w 1930 na łamach „Kina” artykułem O najlepszych filmach sezonu. Pierwszy tekst krytyczno‑literacki, poświęcony Nocom i dniom M. Dąbrowskiej, ogłosił w poznańskim tygodniku „Kultura”, 1932. W 1933–34 przebywał w Belgii i we Francji jako stypendysta Funduszu Kultury Narodowej. W 1934 został młodszym asystentem w Seminarium Historii Literatury Polskiej UJ. W 1935 ożenił się z Jadwigą Szybińską (1904–1988), urzędniczką. W 1937 doktoryzował się na podstawie rozprawy Studia nad programem Młodej Polski, której promotorem był prof. S. Kołaczkowski, wydanej drukiem w 1959 pt. Modernizm polski. W czasie okupacji w Krzeszowicach, zatrudniony w tartaku ojca. Brał aktywny udział w konspiracyjnym życiu naukowym i literackim. W 1940 ukrywał się w majątku L. H. Morstina w Pławowicach. Współpracował z konspiracyjnym „Miesięcznikiem Literackim” (1942–43), drukował też w „Kulturze Jutra”. Po zakończeniu II wojny w Krakowie, kontynuował pracę naukową na Uniwersytecie Jagiellońskim.


Jest to wybór korespondencji zamieszczonej w książce „Pod okupacją. Listy”.
Przypisy wstawione w tekst w nawiasach kwadratowych pochodzą od Macieja Urbanowskiego i redakcji.


Jerzy Andrzejewski, Stefania Baczyńska, Tadeusz Gajcy, Karol Irzykowski, Karol Ludwik Koniński, Czesław Miłosz, Jerzy Turowicz, Kazimierz Wyka
„Pod okupacją. Listy
Wstęp: Marta Wyka, inicjatorka tomu.
Ułożył, przypisami i notą wydawcy opatrzył: Maciej Urbanowski.
Redakcja: Paweł Bem, Barbara Toruńczyk
Zeszyty Literackie, Warszawa, 2014
s. 43, 63, 63-64, 90, 219, 227, 237, 281-292, 293-294, 294, 295, 300.


Zobacz także
STEFANIA BACZYŃSKA, Listy do Kazimierza Wyki
BARBARA TORUŃCZYK, Dwudziestoletni poeta Warszawy
CZESŁAW MIŁOSZ, Wiersze
KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI, Wiersze, „ZL” 2013 nr 1/121
KRZYSZTOF KAMIL BACZYŃSKI, Wiersze
TADEUSZ GAJCY, Wiersze