PRZEMYSŁAW KLONOWSKI
Lektury okołogreckie

Widok ze wzgórza Lycabettus na dzielnicę Exarchia, Ateny, maj 2018 © Przemysław Klonowski

                                                             

Lubię, gdy dobierane przeze mnie lektury przenikają się wzajemnie. Zazwyczaj, na początku rządzi tym przypadek. Dopiero później, kiedy już jestem w nich zadomowiony, uświadamiam sobie głębsze powiązania pomiędzy książkami i drążę temat już konsekwentnie. Tak też się stało z tematyką okołogrecką. Najpierw był gruby tom korespondencji Lawrence Durrella i Henry Millera. Poznali się w połowie lat trzydziestych, dwudziestego wieku. Dwudziestotrzyletni Larry, z dopiero co poślubioną Nancy, oraz resztą rodziny – matką i rodzeństwem, mając dość szarej i zimnej Anglii, w marcu 1935 roku przenieśli się na Korfu. Latem trafił w jego ręce Zwrotnik Raka Henry Millera, wydany niespełna rok wcześniej. Później będzie żartował, że znalazł książkę w publicznej toalecie, prawdopodobnie porzuconą przez zdegustowanego amerykańskiego turystę. W rzeczywistości otrzymał ją od znajomego amerykańskie malarza –Barclaya Hudsona, który przebywał w tym czasie na Korfu. Hudson znał osobiście autora. Henry był dużo starszy, miał wówczas czterdzieści cztery lata. Od pięciu lat mieszkał w Paryżu. Zwrotnik Raka był jego pierwszą wydaną powieścią. Ukazał się w Obelisk Press, wydawnictwie specjalizującym się w publikowaniu utworów zakazanych w Ameryce i Wielkiej Brytanii, jak na tamten czas nierzadko śmiałych erotycznie.

Jeszcze w sierpniu, po kolejnej lekturze książki, Durrell napisał spontaniczny list do jej autora. Odpowiedź przyszła z datą 1 września. Zapoczątkowała czas intensywnej korespondencji pomiędzy Korfu, a Villa Seraut w Paryżu. Listy stawały się coraz dłuższe. Tak zrodziła się przyjaźń, trwająca aż do śmierci Millera w 1980 roku.

Spotkali się dwa lata później. W połowie sierpnia 1937 roku, Larry i Nancy pojawili się w Paryżu. Anaïs Nin, przyjaciółka Millera, wpadła do jego pracowni by w końcu poznać osobiście Durrellów. Co prawda, znali się już trochę z własnej korespondencji, która zaistniała za sprawą Henry’ego. Na stronach swojego dziennika Anaïs nie kryje zachwytu, jakim obdarzyła Larry’ego. Intryguje ją jego żywotność, błysk w oku jak u dziecka i zarazem starca. Wielokrotnie będzie do tego wracała.

Zbiór listów Durrella i Millera czytałem pełen podziwu dla ich przyjaźni. Emanowały pasją życia, pasją do literatury. Wymieniali się opiniami na temat lektur, autorów. Wspierali się na każdej płaszczyźnie, również tej prozaicznej – materialnej. Nigdy nie tracili czasu na robienie bilansów przeszłości. Ich listy były pełne pomysłów na przyszłość. Miller nie był zamożnym człowiekiem. W Paryżu częściej doświadczał ubóstwa. Zwrotnik Raka jeszcze nie przyniósł zasłużonego dochodu. Durrell dopiero zaczynał. Z pomocą Millera i przy wsparciu finansowym Anaïs Nin w Obelisk Press wydano jego Czarną księgę.

Od początku znajomości Larry kilkakrotnie zapraszał przyjaciela na Korfu. Ten zaś podchodził sceptycznie do pełnych euforii opisów życia na greckiej wyspie. Jednak dał się w końcu namówić. 19 lipca 1939 roku, o 8.00 rano przybił do Pireusu, o czym jeszcze tego samego dnia doniósł w liście do Anaïs Nin.  Nie czekała na niego żadna wiadomość od młodego przyjaciela, żalił się na upał i drożyznę w Atenach. Następnego dnia planował wyruszyć na Korfu. Spędzi w Grecji kilka dobrych miesięcy, tu narodzi się na nowo. Napisze poźniej o tym w Kolosie z Maroussi, sumie doświadczeń greckiej podróży.

*  *  *

Po Kolosa sięgnąłemdopiero dwa lata później, za sprawą pewnej wizyty w British Museum. Wystawa „Charmed Lives in Greece. Ghika – Craxton – Leigh Fermor” powstała w 2017 roku w A. G. Leventis Gallery w Nikozji, potem przeniesiona została do Benaki Museum w Atenach.  Ostatecznie, prawie po roku, trafiła do British Museum i tam ją zobaczyłem.

Zaraz po wejściu przez portyk, pomiędzy wysmukłymi kolumnami nawiązującymi do porządku jońskiego w greckiej architekturze antycznej, należało skręcić w długi korytarz po lewej stronie. Przejść przez zaimprowizowaną szatnię i niewielki sklepik tematycznie związany z wystawą. Po prawej stronie, w szerokim prześwicie między dwiema kolumnami, mignęła część stałej muzealnej ekspozycji, asyryjskiej i egipskiej. W dali majaczyły fragmenty rzeźb Starego Państwa. Na „Charmed Lives in Greece” trzeba było skręcić ponownie w lewo, zgodnie ze strzałką nad reprodukcją plakatu Greece autorstwa greckiego malarza, grafika i rzeźbiarza – Niko Ghiki. Jeszcze parę kroków wzdłuż żółtej ściany i natychmiast po skręcie, tym razem w prawo, wpadało się na wielką czarnobiałą fotografię, przedstawiającą grupę pięciu osób. Niko i Barbara Ghika, John Craxton, Patrick i Joan Leigh Fermor, siedzą na tarasie rodzinnego domu Niko, na wyspie Hydra. Wystawa opowiadała o pasji do Grecji, która zrodziła trwałe więzy przyjaźni. Zgromadzono na niej rysunki, grafiki, obrazy Niko Ghiki i Johna Craxtona oraz listy, fotografie i dokumenty Joan i Patricka Leigh Fermorów. Ekspozycję, odwiedziłem kilka razy. Świetna aranżacja sprawiała, że nie chciało się jej opuszczać.

Od razu nabyłem pięknie wydany katalog, który towarzyszył wystawie. Już na pierwszy rzut oka zawierał reprodukcje wszystkich obiektów i bardzo ciekawe teksty. To był jedyny sposób, by przedłużyć swój pobyt w tym cudownym kręgu przyjaciół. Rozpocząłem lekturę obu publikacji jednocześnie, ponieważ zarówno w Kolosie z Maroussi, jak i w „Charmed Lives in Greece” przewijają się te same osoby: Miller, Durrell, Katsimbalis, Seferis, Ghika, Leigh Fermor. W jednej publikacji istnieją na pierwszym planie, w drugiej są tylko wspominane, i odwrotnie. Niemniej właśnie to zazębianie się jest fascynujące. Pozwala na tworzenie mapy egzystencji tych samych osób w pewnej czasoprzestrzeni. Tym bardziej, że Kolos opowiada o okresie sprzed i początku wojny. Charmed Lives in Greece opisuje lata powojenne. Miejsca nie zmieniły się, aktorzy pozostali ci sami.

Spośród bohaterów wystawy do tej pory znałem jedynie historię Patricka Leigh Fermora, który odbył niezwykłą wędrówkę po przedwojennej Europie. Z Londynu dotarł aż do Konstantynopola. Poznałem go za sprawą jego przyjaźni z Brucem Chatwinem, reszty dopełniły „Zeszyty Literackie”, przybliżając jego książki polskiemu czytelnikowi. Bruce Chatwin pojawił się w kręgu moich zainteresowań wiele lat temu, po obejrzeniu Cobra Verde, adaptacji jego powieści Wicekról Ouidah dokonanej przez Wernera Herzoga. We wczesnej młodości z pasją okrywałem filmy tego ostatniego, ale to jeszcze inna historia.

*  *  *

Można zaryzykować stwierdzenie, że początki tych przyjaźni związane są z magazynem „Horizont”. Pismo powstało w 1940 roku, finansowane przez będącego jednocześnie jego redaktorem artystycznym, ekscentrycznego Petera Watsona. Ten arystokrata milioner, wspierał młodych twórców, oraz publikował reprodukcje ich prac na stronach magazynu. Należeli do nich m.in.: Lucien Freud i John Craxton. Jako fotograf z „Horizont” współpracowała Joan Rayner. Tu zawiązała się jej przyjaźń z Johnem Craxtonem, początkującym brytyjskim malarzem.  Za jej pośrednictwem John poznał też Barbarę Hutchinson, wtedy po mężu – Rotschild, późniejszą żonę Nika Ghiki. Wokół „Horizont” zgromadziła się bardzo ciekawa plejada osobowości. Współpracowali z magazynem również członkowie Grupy Bloomsbury. Co ciekawe, Barbara wywodziła się z tego środowiska. Jej matka, Mary Hutchinson, kuzynka Lyttona Strachey’a należała do grupy jako pisarka. 

*  *  *

Przełom lipca i sierpnia 1939 spędził Henry Miller na Korfu w towarzystwie Larry’ego i Nancy Durrellów. Poznał ich greckich przyjaciół, Spirosa – taksówkarza, który często pomagał Durrellom oraz Teodora Stephanidesa. Właściwie doktora Stephanidesa, lekarza, przyrodnika,   i poetę, który całkowicie zachwycił Millera. Zajmował się również tłumaczeniem poezji greckiej na angielski. To od niego Miller i Durrell, po raz pierwszy usłyszeli o Seferisie i Katsimbalisie. Szczególnie opowieść Stefanidesa o życiu w okopach z Katsimablisem na froncie bałkańskim podczas I wojny światowej sprawiła, że zaraz następnego dnia napisali do bohatera list pełen entuzjazmu. Z nadzieją na spotkanie, niebawem w Atenach.

Od kwietnia Włosi stacjonowali w Albanii, co w przypadku inwazji mogło zagrażać położonej w bliskim sąsiedztwie Korfu. Coraz częściej mówiło się o nadchodzącej wojnie. W ostatnich dniach sierpnia Nancy, Larry i Henry znaleźli się w Atenach, wyposażeni w listy polecające Stephanidesa do jego przyjaciół. Tu pewnego wieczoru poznali Katsimbalisa, pisarza i przede wszystkim doskonałego gawędziarza. W pierwsze wrześniowe sobotnie popołudnie w jadalni domu Katsimabalisa zastał ich Georgio Seferis, akurat byli w trakcie spotkania, podczas którego gospodarz czytał im właśnie jego wiersze. Larry niskiego wzrostu, ale o solidnej młodej postawie, epatował inteligentnym dowcipem. Nancy wydała się czymś pomiędzy kozicą, winoroślą, a Gretą Garbo. Wysmukła, niespodziewanie rzucała rękoma i nogami na wszystkie strony. Miller, znacznie bardziej bezpośredni od pozostałej dwójki, wydał mu się typowym Amerykaninem. Rozmawiali o wielu rzeczach, w tym o literaturze. Wrażenia z tego pierwszego spotkania Seferis utrwalił w swoim dzienniku pod datą 2 września 1939 roku. Tuż pod notatką z dnia poprzedniego o wybuchu wojny na granicy niemiecko-polskiej.

*  *  *

Patrick Leigh Fermor spotka Katsimbalisa po raz pierwszy jesienią 1940 roku, w nocnym klubie w Atenach, niecały rok po wyjeździe Millera z Grecji. Zamienią ledwie kilka zdań, które urosną do roli anegdoty. Ich przyjaźń zawiąże się dopiero po wojnie, kiedy Leigh Fermor rozpocznie pracę w nowym British Institut w Atenach. Wówczas pozna i zaprzyjaźni się również z Seferisem. Obaj Grecy będą w tym czasie nieformalnymi współpracownikami Rexa Warnera, szefa Instytutu,i będą mieli wpływ na działania tej instytucji w ramach przyjaźni i współpracy angielsko-greckiej. Wspomina o tym Edmund Keeley w Inventing Paradise. The Greek Journey 1937–47, kolejnej mojej okołogreckiej lekturze.

W 1944 roku Patrick Leigh Fermor znalazł się w Kairze, gdzie został oddelegowany po słynnym uprowadzeniu z Krety niemieckiego generała Heinricha Kreipe. Tu poznał Joan Ryner, pracującą w tym czasie w roli kryptografa.

Od grudnia 1945 roku Niko Ghika przebywał w Londynie w związku z wystawami sztuki greckiej:  „Exhibition of Greek Art, 3000 B.C. – A.D. 1945” i „Six Contemporary Greek Painsters”, zorganizowanymi w pierwszym kwartale 1946 roku przez British Council. Zapraszany, odwiedził wówczas w kilka londyńskich domów. Na jednym ze spotkań, poznał Patricka Leight Fermora, tuż przed jego wyjazdem do Aten. Innym razem, w domu Ciryla Connolly, pisarza i redaktora „Horizont” poznał Johna Craxtona. Obaj znali już wcześniej swoje prace, drukowane na stronach magazynu, oraz z litografii Johna do tomu The Poet’s Eye, wydanego w 1944 roku. Prawdopodobnie pod wpływem tego spotkania, jeszcze w maju tego samego roku Craxton w towarzystwie Luciena Freuda, wyjechał na plener do Grecji.

W Atenach John spotkał się ze swoją przyjaciółką Joan, a ta przedstawiła go Patrickowi, często nazywanemu Paddy. Podobno to Leigh Fermor podsunął obu młodym malarzom wyspę Poros jako miejsce pleneru. Znał ją świetnie jeszcze z przedwojny. Od 2 października w willi Galini na Poros przebywał ponownie Seferis. Wyspa była jego azylem, wypoczywał tu i zajmował się pracą czysto pisarską. Dwa tygodnie później Freud i Craxton złożyli mu wizytę. Seferis opisał to spotkanie, dzień później, pod datą 17 października. Odwiedzili go późnym wieczorem, a ponieważ byli zafascynowani teatrem Karagiozis, udali się razem do sąsiedniej wioski, obejrzeć przedstawienie. Niestety, teatr był zamknięty, ale uprzejmy pomocnik z teatru przedstawił im jedną ze scen „za pomocą dźwięków gitary”. Potem w burzy i deszczu wracali do siebie. Wkrótce Lucien Freud opuści wyspę i Grecję.  John Craxton pozostanie jej wierny na zawsze. Pejzaż grecki, ludzie, staną się charakterystycznymi motywami jego obrazów, rysunków, grafik. Ostatecznie znajdzie przystań w Chanii, na Krecie.

*  *  *

Patrząc na wielką fotografię otwierającą wystawę, przyglądałem się grupę przyjaciół: Niko stoi po lewej stronie, jest najbardziej schowany w cieniu, ale twarz wystawił na słońce. Lekko łysiejący, jakby unosił brew, patrzy prawie w stronę aparatu – przeciwnie niż pozostali. Prawą ręką wspiera się na oparciu krzesła, na którym profilem siedzi Barbara. Za nią stoi John, wystrzyżone włosy sterczą na jego głowie. Ręce trzyma przed sobą, założone na ramionach, pomiędzy palcami prawej dłoni tli się papieros. Głowę lekko pochylił, mruży oczy od słońca i jednocześnie spogląda na wysuniętą prosto, jak wskazówka zegara na godzinę drugą, rękę Barbary. W tym samym kierunku, gdzieś poza kadr zdjęcia, podąża spojrzenie Paddy, który siedzi w pełnym słońcu na przeciwko Barbary. Jej wyciągnięta ręka jest bardzo jasnym akcentem na tle jego czarnego polo. Jest skupiony na tym, na co zwróciła uwagę Barbara. W palcach ściska niedopałek papierosa.  Po jego lewej stronie siedzi Joan. Uwagę zwraca jej profil, w klasycznie zawiązanej chustce pod brodą, włosy pod nią wydają się być misternie ułożone. Patrzy w kierunku Ghiki, właśnie coś powiedziała, może skomentowała. Tylko Paddy jest wyraźnie zainteresowany tym, co zaintrygowało Barbarę. Pozostali prawdopodobnie za chwilę podążą za nią i Leigh Fermorem. Kanadyjski fotograf Roloff Beny zrobił to zdjęcie na tarasie rodzinnego domu Nika, w 1958 roku.

Kaplica Agia Kyriaki przy ulicy Athinas, Ateny, maj 2018 © Przemysław Klonowski

Prawie 20 lat wcześniej z tego tarasu,Henry Miller podziwiał ten sam skalisty pejzaż Hydry. Ghike poznał już wcześniej, w jego ateńskiej pracowni. W Kolosie pisał potem o świeżości i czystości jego płócien, o ich prawdzie odartej z gry pozorów. Zobaczył w nich nową Grecję, którą artysta wyabstrahował z brudu, pomieszania czasu, miejsca i historii. Gdzieś na początku listopada Katsimbalis i Seferis zabrali go na Hydrę, tam czekali już na nich Niko i jego pierwsza żona Tiggi, jak ją nazywał zdrobnieniem od Antygony. Millera zachwyciła surowość Hydry. Zobaczył w niej miejsce narodzin bohaterów, artystów. Kilka linijek poświęcił jej w First Impressions of Greece, pierwszych wspomnieniach notowanych na bieżąco podczas podróży, które przesłał w prezencie Seferisowi kilka miesięcy po powrocie do Ameryki. Zapiski te stały się potem punktem wyjścia do napisania Kolosa. Bardzo ciekawie analizował obie książki na stronach Inventing Paradise Edmund Keeley. Prowadzi on swoją opowieść raczej linearnie i ogranicza jedynie do dekady, lecz czasem przywołuje wydarzenia z przeszłości i przyszłości jej bohaterów. Daje to miłe wrażenie, że oni wszyscy się znali i byli we wzajemnej przyjaźni. Można im pozazdrościć tych więzów. Seferis wspomniał w swoim dzienniku, jak to Miller oszalał na punkcie wyspy. W domu Ghiki , przy sutych posiłkach, dyskutują z pasją na wiele tematów, i chociaż zawsze Bizancjum zdaje się być osią rozmowy, przemierzają wszystkie epoki antycznej Hellady.

Kiedy Miller śle do Anaïs Nin listy pełne zachwytu Grecją, Paryż przeżywa pierwsze alarmy przeciwlotnicze. Kiedy Henry pisze o wspaniałych biesiadach z greckimi przyjaciółmi, w Paryżu zaczynają się problemy z prowiantem i rozdawane są maski gazowe. Anais irytuje się i dochodzi do wniosku, że jej przyjaciel kompletnie oderwał się od rzeczywistości.

*  *  *

W latach 50-tych Ghika chętnie użyczał domu Leigh Fermorowi, jako miejsca spokojnej pracy. Zaraz po przeczytaniu Kolosa sięgnąłem po listy podróżnika, była to pierwsza część wybranej i opracowanej przez Adama Sismana korespondencji, wydanej pod tytułem Dashing for The Post. The Letter of Patrick Leigh Fermor. Wiele z tych listów kierowanych do przyjaciół napisanych zostało właśnie na Hydrze. Rodzinne kamini Ghiki stało się dla Patricka i Joan na kilka lat domem. Spędzali tu czas w towarzystwie Nika, Tiggie, a potem Barbary, również i Johna. Odwiedzali ich Katsimbalis, Seferis, Durrell. Pozostawieni sami sobie rozkoszowali się urodą wyspy i oddawali się pracy pisarskiej. W liście do jednej z licznych przyjaciółek Patrick opisał dom jako duży, położony na stromym zboczu, schodzący tarasami jak babiloński ziggurat. Bielony, otoczony czerwonawymi skałami oraz drzewami oliwnymi, migdałowymi i figowymi. Z tarasu podążając wzrokiem za schodzącymi kaskadowo do morza dachami domów i kopułą kościoła, docierało się do morza. Na jego linii horyzontu widoczne było wybrzeże Argolidy. On i Joan często siadali na tarasie, sącząc ouzo, wpatrywali się w spektakularny zachód słońca za górami Peloponezu.

W liście do Antygony i Nika, z pierwszego listopada 1955 roku, Paddy dziękował im za tę przystań na Hydrze. Spędził tam około dwóch lat pracując nad Mani: Travels in the Southern Peloponnese. Jak stwierdził, bez Hydry, ta książki nigdy by nie powstała. Porównał siebie do Ghiki, który ze swoim szkicownikiem na kilka miesięcy izoluje się od świata. Z Hydry szły listy do Seferisa, Durrella i do wielu innych przyjaciół.

*  *  *

Po zwiedzeniu Peloponezu oraz kilku bliskich wysp w towarzystwie Katsimbalisa i dłuższym, samotnym pobycie na Krecie, w połowie grudnia, Miller wrócił do Aten. Po kilku dniach wyruszył ponownie w towarzystwie Katsimablisa i tym razem Ghiki zwiedzić Delfy. Był trochę niespokojny, w myślach zaczął przygotowywać się do opuszczenia Grecji. Innego znowu dnia Ghika zabrał go samochodem na jednodniową wyprawę z Aten do Eleusis. Na miejsce dotarli po zmierzchu, okręg świątynny zastali już zamknięty. Szczęśliwie strażnik dał się przekonać i wpuścił ich na teren antycznego sanktuarium. Ghika prowadził go wśród ruin, podświetlając je zapałkami.

Kilka dni później jeszcze raz odwiedził Peloponez. Tym razem w towarzystwie Durrellów. Ich ostatnia wspólna wyprawa nie trwała jednak długo. Boże Narodzenie spędzili w Koryncie. Potem psującym się co jakiś czas samochodem odwiedzili Mykeny, Argos, Spartę. Dotarli do Mistry. Kierowali się do Epidauros, przez Trypolis. Tu Miller miał ostatnią szansę by złapać pociąg do Aten, aby zdążyć na statek American Export Lines w Pireusie. Kiedy późnym popołudniem w Trypolisie odjeżdżał w kierunku dworca, na schodach hotelu machali mu na pożegnanie Larry i Nancy. Z Durrellem spotka się dopiero po dwudziestu latach.

Po powrocie do Aten, Miller zaprosił Katsimbalisa i Seferisa na pożegnalną kolację. W ten ostatni wieczór Henry był bardzo rozmowny, tak samo jak podczas ich pierwszego spotkania, wspomniał w swoim dzienniku Seferis. Z restauracji wracali pieszo, Katsimbalisa pożegnali na placu Kanigos, skąd ruszył w kierunku Maroussi. Potem Miller odprowadził Seferisa pod same drzwi jego domu przy Kydathineon, u stóp Akropolu. Następnego dnia, w czwartek, Seferis zadzwonił jeszcze do hotelu, w którym nocował Miller, ale już go nie zastał.

Ulica Ermou, Ateny, maj 2018 © Przemysław Klonowski

Ghika był również zaproszony, ale nie mógł być obecny na wspomnianej kolacji. Za to nazajutrz zabrał Millera na statek, czekający już w Pireusie. W ten sposób chciał się z nim pożegnać. Odprowadził go na pokład „Exochordy”, amerykańskiego liniowca. Przy okazji mógł podziwiać wnętrza statku. Zrobiły na nim duże wrażenie. „Exochorda” wypłynęła z Pireusu 28 grudnia 1939.

*  *  *

W środę, 6 września 1961 spłonął rodzinny dom Ghika na Hydrze. On i Barbara przebywali wówczas w Londynie. John Craxton udał się na Hydrę i zdał dokładną relację z pogorzeliska. Pewien okres został definitywnie zamknięty. Pod koniec dekady Niko z Barbarą znajdą zupełnie nowe miejsce do życia. Kupią i wyremontują starą farmę na wschodnim wybrzeżu Korfu. Do tego czasu będą mieszkać w Atenach, w mieszkaniu Ghiki. Będą też częstymi gośćmi u Joan i Paddy’ego. Nieco wcześniej, bo na początku lat 60. Patrick i Joan znaleźli swoją przystań na przylądku Mani, po którym podróżowali wcześniej, zbierając materiał do książki. Osiedli w Kardamyli, gdzie zbudowali piękny dom. Zarówno w katalogu jak i na wystawie znalazło się wiele zdjęć z Kardamyli, Korfu i Hydry. Utrwalone niezapomniane chwile przyjaciół. Moją uwagę przykuła szczególnie postać Seferisa siedzącego w podcieniach domu Leigh Fermorów. Poeta pochyla się nad grubą księgą, dopiero przerzucił kilka pierwszych stron. W prawej dłoni trzyma prawdopodobnie ołówek. Przed nim dwa naczynia, notes i jeszcze jedna otwarta książka. Za jego plecami nisza. Jest pusta, ale na innych fotografiach stoi w niej marmurowa rzeźba bezgłowej Cybele siedzącej na tronie podtrzymywanym przez dwa lwy, rzymska kopia rzeźby hellenistycznej. Dopiero jakiś czas później przeczytałem list Patricka Leigh Fermora do Balasha Cantacuzene, jego przedwojennej miłości. 20 czerwca 1968 roku opisał jej, jak to 10 lat wcześniej, późnym wieczorem, w drodze powrotnej do Rzymu zabrakło w jego aucie benzyny. W ciemnościach trafił do gospodarstwa na rzymskiej wsi. Osiemnastoletni syn gospodarza, Silvio, odstąpił część benzyny z baku swojego motocykla. Przy okazji opowiedział o pewnym przypadkowym znalezisku. Niedawno wpadł pługiem na marmurową rzeźbę kobiety bez głowy. Leigh Fermor kupił ją od niego i przeszmuglował do Anglii. Po około dziesięciu latach przewiózł do Kardamyli. Rzeźba w niszy jest na zdjęciu z 1967 roku, pod nią siedzi Paddy w towarzystwie Nika i Barbary. Zdjęcie Seferisa pod tą samą niszą zostało zrobione rok później, rzeźba została prawdopodobnie przeniesiona w inne miejsce. Szukałem w jego dzienniku śladu tego pobytu w Kardamyli. Wydawało mi się, że notatka z 1 lipca 1968 roku może przypadać na ten czas. Tego dnia Seferis przeglądał Iliadę i Wędrówki po Helladzie Pauzaniasza, zanotował nazwę Kardamyli, wspomnianą w obu utworach. Jednak w liście, który napisał do Edmunda Keeley’a 9 sierpnia, powiadamia, że dopiero dnia następnego wyjeżdżają z Maro do domu Leigh Fermora. W Kardamyli tego lata spędzili około dziesięciu dni. 7 września Joan napisała list do Seferisa, dziękując za tę niedawną wizytę. I chociaż wspomniana notatka w dzienniku powstała ponad miesiąc przed nią, lubię myśleć, że to właśnie Iliada leży otwarta na stole przed Seferisem, w podcieniach domu, w Kardamyli.

*  *  *

Na spotkanie, w poniedziałkowe popołudnie 4 listopada 2019, do kawiarni kina Iluzjon przyszedłem punktualnie. Na całe szczęście zdążyłem przed deszczem. Ewa już siedziała przy okrągłym stoliku naprzeciwko wejścia. Wstała, serdecznie się przywitaliśmy. Wysmukła, zawsze odnoszę wrażenie, że jest wyższa ode mnie. A może rzeczywiście jest. Dawno się nie widzieliśmy, nadrabialiśmy zaległości. Gdzieś w tej naszej rozmowie snułem opowieść o bohaterach moich lektur: Millerze, Durrellu, Leigh Fermorze, Seferisie, Katsimbalisie i ich pasji do Grecji. Podejrzewam, że opowiadałem jej to po raz kolejny. Ona jednak była na tyle miła, że nie wspomniała o tym i nie przerwała mi. Sama ostatnio częściej niż ja bywała w Grecji.
– To bardzo ciekawe, o czym opowiadasz. Postaram się zdobyć Kolosa. – powiedziała. Po chwili dodała: – Ja też przeczytałam jakiś czas temu książkę o Grecji. Pewnego pół Greka i pół Polaka, nazywa się Sturis.
– A jaki ma tytuł ta książka? – zapytałem.
Gorzkie pomarańcze – dopowiedziała.
– Ooo! Brzmi jak nawiązanie do Gorzkich cytryn Durrella – wtrąciłem.
– Jest o Grecji współczesnej. Zupełnie inna od tego o czym opowiadałeś – kontynuowała. – Pisze tam o ostatnim kryzysie gospodarczym z perspektywy Greków i o imigrantach. Nie wiem, czy ci się spodoba, może to nie jest Miller,
ale …
Jeszcze tej samej nocy kupiłem e-booka Gorzkich pomarańczy. Trzy dni później towarzyszył mi w samolocie, unoszącym mnie na północny-zachód Europy, w zupełnie przeciwnym kierunku niż Grecja.

Rozpoczynając tę lekturę zastanawiałem się, czy znajdę jakieś styczne do poznanych miejsc i postaci. O ile z miejscami jest łatwiej, chociaż nie pojawiają się stare adresy, to odnajduję inne przestrzenie w tym samych miastach. Adres ateński przy ulicy Kydathenaion, pod który Miller odprowadzał Seferisa, został zastąpiony przez adres rodzinnego domu Meliny Mercouri przy Tsakalof 16. Tu Dionisios Sturis odwiedzał brata aktorki. Jego opowieść nie jest linearna, mieszają się w niej różne czasy i różni bohaterowie. Podobnie jak w moich symultanicznie czytanych lekturach: Kolosie i Charmed Lives in Greece, oraz w listach Patricka Leigh Fermora. W Gorzkich pomarańczach postaci jednak nie znają się wzajemnie, nie przyjaźnią się ze sobą. Część z nich to członkowie grecko-polskiej rodziny autora. Za ich sprawą poznaję historię emigracji Greków do Polski. Coś niecoś słyszałem w przeszłości, ale nie zagłębiłem się w temat. Dramatyzm wojny domowej w Grecji ledwie po zakończeniu brutalnej okupacji i ta wędrówka są porażające. Sturis prowadzi przez zawiłe meandry współczesnej historii, bieżących wydarzeń chwytanych na gorąco, jak protesty na placu Sindagma-w Atenach. Znam świetnie te miejsca, wędrowałem tu pod koniec lat 90. Odcinek odos Ermu, z Monastyraki w kierunku Keramikos raczej budził strach. Dziś jest wyremontowany, schludny, ze sklepami pełnymi antyków i dawnych szpargałów. Uwielbiałem kupować oliwki przy olbrzymiej dziewiętnastowiecznej hali targowej na odos Athinas i zajadać się nimi podczas wędrówek po mieście, jak cukierkami z plastikowej torebki.

Pryska grecka idylla, kiedy podążając ze Sturisem, poznaję losy imigrantów, ale też i Greków, których brutalnie dotyka kryzys. Tak, Ewa miała rację, to zupełnie inna opowieść, a raczej opowieści. Nie pozostawiają złudzeń. Czasem między wierszami przebija obraz „cudownej Grecji”, którą pamięta Dora, aktywistka, redaktorka Radia Bubble, jedna z rozmówczyń. Co prawda ten obraz podszyty jest goryczą, bo mowa o nim w kontekście przemijania.  Jednak są w książce chwile, kiedy „cudowna Grecja” wraca na dłużej, jak chociażby w opowieści o długowieczności na wyspie Ikaria.

Śmierdzący ptasimi odchodami grób Agamemnona”, jak go określił Sturis, przypomniał mi Henry Millera, który 65 lat temu, pod stożkową kopułą wpadł w stan ekstazy. Co najmniej równy temu, jakiego doświadczył Schliemann, odsłaniając twarz starożytnego trupa pod złotą maską.

W Gorzkich pomarańczach występuje Melina Mercouri, jak autor podkreśla, postać ważna dla jego poszukiwań tożsamości. Cytując fragmenty jej autobiografii, opowiada o aktorce zaangażowanej w obronę wolności w Grecji również w czasie rządów pułkowników. Wspomniał jej film Fedra. Kontekst starań o zwrot „marmurów Elgina” jest mi dobrze znany i stanowi osobną historię, od czasu, kiedy obejrzałem w Salonikach w 1997 roku wystawę poświęconą Mercouri i idei Nowego Muzeum Akropolu. Saloniki były wówczas Europejską Stolicą Kultury. Ostatnią część dramatu Fedry nakręcono na Hydrze, rodzinnej wyspie Ghiki.

Mimo wszystko pozostaje wielka słabość do Grecji. Ateny, chociaż zabałaganione urbanistycznie, właściwie zniszczone. Niewiele ocalało z pięknych budynków z XIX i pierwszej połowy XX wieku. Jeszcze pod koniec lat dziewięćdziesiątych usuwano je z pejzażu miasta. Uchroniłem wówczas kilka na zdjęciach. Te Ateny cały czas pociągają. Sprawiają, że się za nimi tęskni.

*  *  *

W kontekście gorzkich obrazów książki Sturisa, może należy wspomnieć, że i pośród przyjaciół: Leigh Fermora, Seferisa i Kasimbalisa, zdarzały się trudne sytuacje. Cieniem na ich relacje niewątpliwie padła sprawa Cypru. Brytyjczycy przestali być mile widziani w Helladzie. Doszło nawet do tego, że nadgorliwy urzędnik greckiego biura do spraw cudzoziemców na Hydrze próbował deportować Joan i Patricka. Szczęśliwe to się nie udało.

1 listopada 1955 roku Joan napisała smutny list do Seferisa. Podczas ich ostatniego pobytu w Atenach, Katsimbalis nie chciał się z nimi spotkać. Było im niewymownie przykro. Wcześniej Paddy i Katsimbalis pokłócili się bardzo poważnie. Szczęśliwie doszło do pojednania. We wspomnianym wcześniej zbiorze listów Giorgio Seferisa, Joan Rayner i Patricka Leigh Fermora, wydanym na Cyprze, odnalazłem fotokopię artykułu Leigh Fermora, Friends Apart i Friends Wide Apart, opublikowanego w dwóch częściach w „The Spectator” 9 i 16 grudnia 1955 roku. Paddy miesiąc wcześniej wspomniał w liście Katsimbalisowi, o pracy nad tym tekstem. Stara się być obiektywny. Krytykuje Brytyjczyków za ich nieuczciwą postawę i zwodzenie Greków, Cypr był obiecany Grecji jeszcze podczas pierwszej wojny światowej. Nie akceptuje również histerycznej reakcji Greków, prowadzącej do przelewania krwi i zniszczenia. Jak się potem okazało, artykuł bardzo dotknął Seferisa.

Strony Meres Seferisa z tego okresu, zapisane są bibliografią dotyczącą historii i spraw Cypru. W zbiorze korespondencji Patricka Leigh Fermora Dashing for The Post, wspomniany jest list Seferisa z 20 marca 1956, pełen złości i żalu do Paddy’ego i oskarżający go o zbytnie zaufanie do angielskiej dyplomacji w kwestii Cypru. Szczęśliwie jeszcze na tych samych stronach ton przyjaciela łagodnieje, przeprasza za swój wcześniejszy wybuch. Joan w liście do Seferisa z 1 maja wspomina, źe kryzys w relacjach angielsko-greckich negatywnie wpływa na pracę Patricka. Paddy broni się sam, odpowiadając po ponad miesiącu długim listem. Towarzyszą mu stres i stany depresyjne, powodowane sytuacją. Wkrótce ma się ukazać jego Mani: Travels in the Southern Peloponnese. Boi się, że trafi w najgorszy czas relacji angielsko-greckich, i książka oraz on jako autor zostaną wyszydzeni przez grecką prasę. Okrzykną go zdrajcą, fałszywym przyjacielem, etc. Tak więc to co wydawało się idyllą, miało swoje podskórne dramaty. Jak sprawa Cypru została zakończona, wiemy. Mimo to, przyjaźnie przetrwały. Joan i Patrick osiedli na stałe w Kardamyli, na Peloponezie. Niko i Barbara Ghika stworzyli nowy dom na Korfu. John Craxton pozostał w Chani, na Krecie. Lawrence Durrell po życiu w trudnym czasie na Cyprze, znalazł ostatecznie dom w Prowansji. Tu odwiedził go Miller, który nigdy nie powrócił do Grecji.

*  *  *

Całe piątkowe popołudnie 4 stycznia 1940 roku myśli Seferisa krążyły wokół Henry’ego. Miller opuścił Grecję z dziwnymi emocjami – zanotował tego dnia w dzienniku.

Osiem dni później, 12 stycznia 1940 roku, po prawie dwóch tygodniach na oceanie, z pokładu „Exochordy”, Miller napisał list do Anaïs Nin. Miał wrażenie, że powrócił do Ameryki w chwili, gdy w Pireusie wstąpił na pokład liniowca. Grecja szybko gasła w jego oczach. Ostatnią rzeczą, która zniknie, będzie światło — kwintesencja tej podróży. Doświadczył tam czegoś, ale jeszcze nie umie tego nazwać. To chyba najpiękniejsze zdania z jego listu. Świadomość, że zmieniło się wszystko, że to się dokonało w nim, chociaż jeszcze nie potrafi tego opisać.


PRZEMYSŁAW KLONOWSKI

PRZEMYSŁAW PIOTR KLONOWSKI, reżyser, scenograf, projektant wystaw. Współpracuje z Muzeum Teatralnym w Warszawie, dla którego ostatnio zaprojektował cykl wystaw „Warszawskie Teatrowisko” oraz „Antoine. Oddany pięknu”. Jako reżyser współpracuje z festiwalem „Słuchy – koncerty do zwiedzania”.