ANDREA F. DE CARLO
Polski pisarz pod Wezuwiuszem.
Festiwal „Neapol Herlinga-Grudzińskiego”

Polski pisarz pod Wezuwiuszem. Festiwal „Neapol Herlinga-Grudzińskiego” (24-26 października 2019)

Z okazji stulecia narodzin Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (Kielce, 1919 – Neapol, 2000), w dniach 24-26 października 2019 roku odbył się w Neapolu festiwal literacki, poświęcony temu wielkiemu polskiemu pisarzowi XX wieku. W programie trzydniowego przeglądu, zorganizowanego przez Instytut Polski w Rzymie we współpracy z Instytutem Studiów Literackich, Językoznawczych i Komparatystycznych Uniwersytetu L’Orientale w Neapolu, Uniwersytetem Suor Orsola Benincasa w Neapolu, Urzędem Miasta Neapolu oraz Konsulatem Honorowym Rzeczypospolitej Polskiej w Neapolu, znalazły się liczne wykłady, warsztaty, spotkania, wystawy, a także projekcje filmów dokumentalnych o autorze Innego świata.

Inauguracja festiwalu odbyła się 24 października w pięknej i prestiżowej Sali Baronów w uznawanym dzisiaj za symbol partenopejskiego miasta zamku Castel Nuovo, znanym także pod nazwą Maschio Angioino. Najbardziej wyczekiwanym wydarzeniem była prezentacja zbiorowego wydania najważniejszych pism Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (pośród których Inny świat. Zapiski sowieckie, wybór tekstów z Dziennika pisanego nocą i Opowiadań), zatytułowanego Etica e letteratura. Testimonianze, diario, racconti (Mondadori 2019). Publikacja tego tomu zbiegła się nie tylko z obchodami setnej rocznicy urodzin pisarza, ale także z uroczystościami pięćdziesięciolecia serii wydawniczej „I Meridiani” (1969-2019). Założona we wrześniu 1969 roku przez włoskiego poetę Vittoria Sereniego (1913-1983) i wydawcę Arnolda Mondadoriego (1889-1971), ta cenna seria wydawnicza zrodziła się z chęci przedstawienia czytelnikom „panoramy klasyków wciąż współczesnych”, zebranych w „bibliotekę idealną”, inspirowaną wzorem słynnej Plejady, „Bibliothèque de la Pléiade”, francuskiego wydawcy Gallimarda. Od początku swego istnienia seria miała charakter pluralistyczny, otwarty na przeróżne przejawy twórcze, goszcząc na swoich łamach ponad dwieście kluczowych nazwisk światowej kultury o dużym zróżnicowaniu geograficznym i literackim: od prozy po poezję, od dziennikarstwa po eseistykę, od literatury podróżniczej po teatr.

Dyrektor Instytutu Polskiego w Rzymie, Łukasz Paprotny otworzył pierwszy dzień spotkań, adresując do zebranych słowa instytucjonalnego powitania i dokonując prezentacji zgromadzonych osobistości, reprezentujących różne środowiska. Nowo mianowana ambasador Anna Maria Anders, wspominając stosunki II Korpusu Polskiego z Herlingiem, zakończyła swoje wystąpienie pełnymi wzruszenia słowami: „Wspominamy wyjątkową osobę pośród wyjątkowych, pisarza pośród żołnierzy – Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Trudno wyjaśnić w paru słowach jego zasługi. To postać, która rzuciła światło na okrucieństwo systemu sowieckich łagrów, która wniosła znaczący wkład w polską kulturę powojenną, która zachowała hart ducha mimo wszelkich przeciwieństw losu”.

Jako kolejny z mówców, hołd Herlingowi złożył prezydent miasta Neapolu, Luigi De Magistris, który nawiązując do tytułu tomu z serii „I Meridiani”, zaprezentowanego przedpremierowo we Włoszech na festiwalu, pochylił się nad zestawieniem „etyki i literatury”, stanowiącym fil rouge wystąpień z pierwszego dnia. Stwierdził on: „Literatura to wiedza, poznanie […], ale [literatura] służy także do kształtowania etyki osób; bowiem tylko silna, rygorystyczna, zaangażowana etyka pozwala uniknąć tych zbrodni, które charakteryzowały krótkie stulecie”. W dalszej części wystąpienia zaznaczył, że nasze narody, które doświadczyły tragedii XX wieku, muszą czerpać z niej limfę i tlen, aby być nie tylko obserwatorami, ale bohaterami naszych czasów – takim, jakim był Herling-Grudziński. Gaetano Daniele, dyrektor Wydziału Kultury i Turystyki Urzędu Miasta Neapolu, podjął temat związków między wielkim polskim intelektualistą a Neapolem. Podkreślił on, że „w imię wolności musimy wstrząsnąć sumieniami, ożywić świadomość, musimy zatem przyjąć wielką spuściznę i wielkie świadectwo Gustawa Herlinga”. Herling pozostawił nam lekcję etyczną o wielkiej wartości literackiej, pasjonującą, intrygującą; przekazał nam świadectwo życia i własnej więzi z Neapolem. Jest faktem powszechnie znanym, że pisarz musiał się zmierzyć w partenopejskim mieście z momentami izolacji, samotności, zatem ta inicjatywa chce być swego rodzaju pojednaniem z nim. Herling rzucił bardzo głębokie spojrzenie na to miasto, o wiele wnikliwsze niż wielu neapolitańczyków umiało to zrobić, ale przede wszystkim objął swoim dalekosiężnym wzrokiem człowieka i jego Historię. Zostawił nam fundamentalne wartości, które współcześnie wielekroć były gubione, ale patrząc na niego, czerpiemy też z jego odwagi, jego siły i determinacji, miał on bowiem tyle cnót, że mógł obdzielić nimi wielu i nie ograniczył się tylko do siebie – jego wewnętrzny impuls etyczny pchnął go do pochylenia się nad kruchością człowieka.

Elda Morlicchio, rektor Uniwersytetu L’Orientale w Neapolu, przypomniała historię studiów polonistycznych w neapolitańskim Ateneum, których początki sięgają lat 40. ubiegłego stulecia i od tamtej pory związki z polskimi instytucjami stale się umacniają.

Lucio D’Alessandro, rektor Uniwersytetu Suor Orsola Benincasa podkreślił fakt, że postać Gustawa Herlinga w heroiczny sposób naznaczyła XX wiek, a jego książki stanowią przejmujące świadectwo historii minionego stulecia i ogromnej wierności własnym ideałom i pochodzeniu. Doświadczenie biograficzne i intelektualne Herlinga wpisuje się w dzieje współczesnej Europy, w ewolucję jej  form literackich i ideologicznych od faszyzmu, nazizmu, komunizmu po demokrację. Ponadto, rektor D’Alessandro przypomniał związki literackie Gustawa Herlinga, zięcia Benedetta Crocego, z Instytutem Suor Orsola Benincasa, mając tu na myśli ostatnie, nieukończone opowiadanie Herlinga, zatytułowane Wiek biblijny i śmierć, opublikowane dopiero w 2007 roku, które otwiera narrator zamierzający przeczytać tekst Crocego pod tytułem Soliloquio (1942). Dzieło Gustawa Herlinga, jego zaangażowanie i odwaga w głoszeniu świadectwa własnych ideałów mogą i powinny stanowić przykład dla wszystkich młodych pokoleń dzisiejszej Europy, pozornie tak odmiennej, dla której zagrożenie stanowi fakt, że znaczenie owych ideologicznych sporów może ulec zatarciu.

Profesor Elena Alessiato, wykładowca filozofii politycznej na Uniwersytecie Turyńskim, odczytała list prof. Natalina Irtiego, Prezesa Włoskiego Instytutu Badań Historycznych w Neapolu. Prof. Irti przypomniał, że Instytut przechowuje bibliotekę Herlinga, a następnie skupił się na relacjach Herlinga z Włochami oraz Herlinga z rodziną Croce. Zdaniem Irtiego, Herlingowski tom w serii „I Meridiani” należy ustawić obok Storia d’Europa nel secolo decimonono (Historia Europy w XIX wieku, 1932), dzieła Benedetta Crocego najbardziej bliskiego Gustawowi Herlingowi i dedykowanemu Thomasowi Mannowi, patrycjuszowi hanzeatyckiej Lubeki, które otwiera się i zamyka świętymi i bezkresnymi słowami: „religia wolności”. W zapisku z 17 lutego 1991 roku w Dzienniku Herling wspomina lekturę tej książki, która naznaczyła z kolei formację dramaturga, eseisty i poety czeskiego, Václava Havla (1936-2011), a następnie z bolesnym powątpiewaniem zadaje sobie pytanie, które z nauk starego włoskiego liberała przeniknęły do świadomości europejskiej, zwłaszcza po długiej kampanii ataków i zniesławiania jego dzieł przez włoskich komunistów. Sam Herling wreszcie w 1999 roku napisał posłowie do polskiego wydania Historia Europy w XIX wieku, a w nim przypomniał, że w 1939 roku, w pewną niedzielę, na przełomie wiosny i lata, znalazł się w kręgu krytyków literackich jako gość słynnego socjologa Aleksandra Hertza, właśnie po to, aby dyskutować o dziele Crocego. Tak jakby na wiosnę-latem 1939 roku, w wigilię feralnego 1. września, Historia Crocego miała się stać smutnym epitafium Europy, skazanej na zagładę w II wojnie światowej. Raz jeszcze Herling przywołuje nieprzejednane zmagania komunistów z Historią Europy, ale w zakończeniu zauważa, że w 1989 roku, po upadku muru berlińskiego i imperium sowieckiego, może już zatriumfować koncepcja wolności Crocego, a Historia Europy stanie się „lekturą szkolną”. Nie wiemy, czy śmiałe życzenie Gustawa Herlinga spełniło się czy też jest bliskie realizacji, ale z pewnością pozostaje jego pełne autorytetu słowo i inspiracja moralna. Włoski Instytut Badań Historycznych, który z Gustawem Herlingiem jest związany przez codzienną działalność jego córki Marty, zachowuje religię wolności wśród swoich ideałów, a z zasług Herlinga czerpie swoje wewnętrzne powody istnienia. Prof. Alessiato w imieniu wszystkich uczniów i absolwentów Instytutu zakończyła przesłanie Natalina Irtiego słowami pozdrowienia dla Marty Herling i uznania dla Herlingowskiego tomu z serii „I Meridiani”, który „łącząc etykę i literaturę, udziela młodym lekcji nieprzejednania moralnego i stanowczości w postawie obywatelskiej”.

Dario Dal Verme, konsul honorowy Rzeczypospolitej Polskiej w Neapolu, rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia, że Kampanię zamieszkuje diaspora 15.000 Polaków, z których tylko 5.000 mieszka w samym Neapolu. Zaznaczył, że Herling w swoich dziełach odsłonił inną twarz partenopejskiego miasta. Przywołał niektóre opowiadania, osadzone w Neapolu, jak na przykład Cud, w którym Herling w sposób sfabularyzowany, ale wierny i precyzyjny opowiada powstanie ludowe Masaniella z 1647 roku, albo Dżuma w Neapolu, w którym czerpie z kronik z 1656 roku, zachowując absolutną wierność wobec tych dokumentów, czy też opowiadanie Most, oparte na wiadomości zaczerpniętej z kroniki codziennej Prowincji neapolitańskich z 1869 roku o młodzieńcu, który popełnił samobójstwo, rzucając się z mostu nad dzielnicą Sanità. Wreszcie – sam  Dziennik pisany nocą przynosi wiele informacji o historii, kulturze, polityce, wydarzeniach i życiu codziennym Neapolu. Konsul honorowy zakończył przemówienie słowami: „Herling-Grudziński, który przybywał z dalekiego kraju, zdołał mówić do nas o naszym mieście w inny, ciekawy sposób i my wszyscy tutaj w Neapolu za to mu dziękujemy”.

Rozpoczęła się następnie prezentacja tomu z serii „I Meridiani” poświęconego Herlingowi, a wystąpieniom Krystyny Jaworskiej, Marty Herling, Goffreda Fofiego i wreszcie Silvia Perrelli przyświecają dwa słowa-klucze, zawarte w tytule: etyka i literatura.

Emma Giammattei, profesor krytyki literackiej na Uniwersytecie Suor Orsola Benincasa, moderuje spotkanie, przez które przewijają się wspomnienia, doświadczenia, historie, sugestie. Prof. Giammattei przypomina, że dla innych pisarzy publikacja w serii „I Meridiani” stanowiła wyraz uznania, czasem kanonizujący, czasem upragniony i wyczekiwany, innym razem autorytatywnie przełomowy (tu moderatorka ma na myśli propozycję nowego przekładu, jak w przypadku tomu z serii „I Meridiani” poświęconego Thomasowi Mannowi). W przypadku dzieła Herlinga we Włoszech, dzięki wydaniu w serii „I Meridiani” po raz pierwszy mamy jednolity, organiczny korpus tekstów, przede wszystkim jednak udało się przejść od wizji Herlinga-autora unius libri (dla wielu Włochów długo tak było, to znaczy Herling był uważany wyłącznie za autora Innego świata), do koncepcji, którą moderatorka określa mianem „dziennikopisarstwa totalnego”. To zmienia zatem recepcję Herlinga we Włoszech i odsłania nam oblicze europejskiego autora.

Głos wówczas zabrała Renata Colorni, dyrektor serii „I Meridiani”, stwierdzając, że tom Herlinga „powstał w wyniku konstatacji, że jego najbardziej znane dzieło, Inny świat [włoski tytuł Un mondo a parte, przyp. tłum.], wznowione w serii Oscar Mondadori”, ponownie zyskało uznanie krytyki; przeczytaliśmy inne jego dzieła tylko częściowo znane we Włoszech, w wydaniach rozproszonych pomiędzy różne domy wydawnicze i w przeważnie wyczerpanych nakładach. Uznawszy, że te pisma, strony zróżnicowanego dziennika i intensywne opowiadania poetyckie, pod względem horyzontów wizji kultury i oryginalności pisarstwa w niczym nie ustępują jego największemu dziełu, postanowiliśmy zlecić najlepszy możliwy przekład ex novo znaczącej części twórczości pisarza, który przez całe życie dążył do ideału literatury jako świadectwa, w głębokiej więzi z wartościami etycznymi jako ten, który doświadczył horrorów krótkiego stulecia i nigdy nie przestał potępiać okrucieństw dwóch totalitaryzmów, sowieckiego i nazistowskiego. Postanowiliśmy przyspieszyć prace nad tym tomem, aby nie przegapić okazji, których przysparzało stulecie urodzin Herlinga i rozgłos, choć spóźniony, jego dzieła w Polsce i w całej Europie”. Redaktorka wydawnictwa Mondadori przypomniała, że setna rocznica urodzin Herlinga zbiega się z pięćdziesięcioleciem serii, zainagurowanej tomem poezji Ungarettiego, kiedy poeta jeszcze żył i mógł osobiście przyczynić się do powstania jej projektu. Redakcję tomu Herlinga powierzono Krystynie Jaworskiej, profesor literatury polskiej na Uniwersytecie Turyńskim oraz najwybitniejszemu ekspertowi i wydawcy dzieł wszystkich Herlinga w Warszawie, prof. Włodzimierzowi Boleckiemu, który do tomu napisał bogate studium wprowadzające, przygotowane specjalnie na potrzeby tej edycji. Kalendarium zostało zredagowane przez córkę pisarza, Martę Herling, która od wielu lat aktywnie działa na rzecz upowszechnienia myśli i pisarstwa ojca. Krytykowi literackiemu i filmowemu, Goffredowi Fofiemu, przyjacielowi i współpracownikowi Herlinga w Neapolu, przypadło zadanie przygotowania bezpośredniego świadectwa o człowieku i o jego trudnych relacjach z włoską kulturą, zdominowaną przez dziesięciolecia przez filokomunistyczne uprzedzenia.

Zdaniem redaktorki tomu, Krystyny Jaworskiej, wiele osób we Włoszech będzie mogło (na nowo) odkryć Herlinga, przeczytać go i zobaczyć w innym świetle niż dotychczas. Turyńska polonistka podkreśliła fakt, że Herling narodził się jako pisarz nie tylko w Gułagu, lecz także w II Korpusie Polskim i to być może właśnie w wojsku Andersa ukształtowała się ta etyka, która jest jednym z tematycznych filarów tomu. Jest to ta sama etyka, która łączy dziesiątki tysięcy żołnierzy w wierze we wspólne wartości – wartości, które wzmagają się jeszcze przez doświadczenie obozu koncentracyjnego, uzmysławiające, jakie sprawy są naprawdę najważniejsze w życiu człowieka, sprawy, dla których warto żyć i za które warto walczyć. Jednym z fundamentów Herlinga, ale także armii Andersa jest odwaga obywatelska. Wszystko to sprawia, że myślimy o wielkim żołnierzu, patriocie, autorze wspomnień. Inny świat to nie tylko opowieść-świadectwo, ale także wspaniałe dzieło literackie. Sposób pisania Herlinga zadziwia jego niesamowitą umiejętnością ważenia, dozowania słów, oddawania obrazów w sposób materialny, namacalny, konkretny przy jednoczesnym, w pełni kontrolowanym pisarstwie. Mamy do czynienia z pisarstwem, które karmi się przede wszystkim lekturami. Wspomniano już, że w Innym świecie pobrzmiewają echa Dostojewskiego, ale także innych autorów. W jednym z najwcześniejszych opowiadań, zatytułowanym Wieża, wyraźnie widać owo bogactwo i umiejętność Herlinga odbijania refleksów, przepracowywania, przeformułowywania autorskiej intertekstualności. W jego ujęciu doświadczenie ludzkie przekuwa się w pisarstwo mierzące się z fundamentalnymi kwestiami. Prof. Jaworska przypomniała cytat z poetki Cristiny Campo, która odnosząc się do Wieży, dostrzegłszy pokrewieństwo Herlinga z moralistami osiemnasto- i dziewiętnastowiecznymi, przyrównała go do Borgesa, dodając jednak, że u polskiego pisarza  mamy do czynienia z wyższością niemal paraliżującej prawości moralnej, jak u narratorów osiemnastowiecznych właśnie. Autor zachował tę umiejętność, jak wplatać w jedną śmiałą narrację krajobraz, uczucie, sen i moralność. I rzeczywiście teksty Herlinga są wyrazem owej zdolności konstruowania przy użyciu pozornie bardzo prostego języka, bardzo jasnego, bardzo wyrazistego, pomimo głębi przekazu. Szczytowym osiągnięciem tego pisarstwa jest Dziennik pisany nocą, ponieważ wykracza poza granice gatunkowe. To narracja, w której łączy się wiele gatunków: rzeczywistość, świadectwo, komentarz, refleksja, esej, a w nich samych przeplatają się myśli o zdarzeniach, które swój początek biorą od literatury po sztukę, od kroniki codziennej po dzieje XX wieku, z których nagle, z coraz większą częstotliwością i w sposób niebywale płynny wyrastają fantastyczne opowieści – to wykraczanie poza ramy gatunków stanowi wyraz naszej rzeczywistości, która często przekracza subtelną granicę, oddzielającą rzeczywistość od fikcji. Nie są to zapiski intymne, lecz intelektualne. Mówiąc o swoim Dzienniku, sam Herling zdał sobie sprawę, że stał się on, pod względem treści i formy, portretem epoki, którą inny pisarz określił mianem „historii zerwanej z łańcucha”.

Wyraźnie wzruszona, Marta Herling wyraziła swą wdzięczność za to ważne wydarzenie, upamiętniające jej ojca. Przypomniała, że 20 listopada 2012 roku przypadła pięćdziesiąta rocznica śmierci Benedetta Crocego. Z tej okazji prezydenci trzech krajów (Polski, Włoch i Niemiec) postanowili oddać hołd polskiemu pisarzowi i weszli do jego gabinetu, swego rodzaju „jaskini”, w którym wygłosili ważne przemówienia, oczekujące na publikację. Po śmierci Herlinga, jednym z najważniejszych zadań córki, nie tylko jako osoby z nim spokrewnionej, ale także jako badaczki, było poznanie jego życia, które znała, ale niewystarczająco, bowiem Herling „był człowiekiem tajemniczym, człowiekiem, który się zamykał w bezbrzeżnej koncentracji na swoim pisarstwie, był samotnikiem, dokonał niezwykłych rzeczy. Jego życie codzienne robiło wrażenie: utrzymywał kontakty, znajomości, korespondencję, współpracę z czasopismami włoskimi i polskimi, stosunki z podziemiem, z ruchem oporu i opozycją w Polsce i innych krajach. Wykonał niezmierzoną pracę i był człowiekiem milczenia, także spraw niewypowiedzianych. Jego biografia jest biografią człowieka odmiennego, innego. To jest modelowy życiorys dla nowych pokoleń, wzorcowy dla nas wszystkich i zobowiązujący dla nas, jego spadkobierców, którzy go głęboko kochaliśmy. Chcę, by w tych salach wybrzmiało imię mojej matki, Lidii Croce, i czynię to ze współczuciem, bowiem moja matka była wybawieniem, gdy młody żołnierz przybył do Villa Tritone i chciał poznać Crocego. Ten zaś [Benedetto Croce] przyjął go i pod koniec spotkania rzekł mu: «proszę uważać ten dom za dom otwarty. Pan, który jest z dala od swojego ojczystego kraju, z dala od swojej rodziny, może tu znaleźć rodzinę»”. Młody Gustaw znalazł wówczas filozofa, który ukształtował jego młodość w myśl ideałów religii wolności. Młody żołnierz, ocalony z Gułagu, znalazł także rodzinę, która stała się jego rodziną i po wielu kolejach losu poznał Lidię, z którą postanowili się pobrać. Marta Herling dodała: „Chcę przypomnieć mamę za to, co zrobiła później, kiedy Gustaw odszedł 4 lipca 2000. Jej niewiarygodne zaangażowanie w porządkowanie archiwum, jej niezwykły wkład w przygotowanie tekstów. Także jej staranie o zachowanie tego miejsca, które było miejscem życia i pracy naszego ojca w Neapolu i na świecie. Tego gabinetu, w którym napisał dzieła, częściowo dzisiaj zebrane w niniejszym tomie z serii „I Meridiani”.

Marta Herling. Fot. Klaudia Warszta

Goffredo Fofi rozpoczął swoje wystąpienie od przypomnienia frittaty z makaronu, przygotowywanej przez Lidię Croce, ponieważ Lidia wiedziała, że było to jedno z jego ulubionych dań. Krytyk literacki opowiedział, że poznał Herlinga dzięki Silvio Perrelli: „Były dwie mityczne postaci, które chciałem poznać w Neapolu: jedną z nich był Herling, drugą zaś zapomniany dzisiaj Sergio Bruni, niezwykły dwudziestowieczny muzyk. Stosunki z Herlingiem początkowo nie ułożyły się pomyślnie, ponieważ uważał mnie za ekstremalne skrzydło wydarzeń ’68 roku, a wiemy, że Herling obawiał się wszelkich ideologii, przede wszystkim z uwagi na jego trudne relacje z komunizmem w Europie Wschodniej. Tę początkową nieufność udało się pokonać przez wzgląd na moją przyjaźń i przez pewien czas współpracę z Ignaziem Silonem i Nicolą Chiaromontem”. Fofi przypomniał lata związane z czasopismem „Tempo Presente”, stanowiącym zapis historii wolnej myśli w czasach wojny domowej. Między Herlingiem a Fofim bardzo często dochodziło do zażartych dyskusji na temat komunizmu, ponieważ Herling doświadczył komunizmu w Gułagu, przebywając w całkowitej izolacji na Syberii, było zatem zrozumiałe, że dla polskiego pisarza komunizm stanowił zło. „Ja jako Włoch widziałem w komunizmie także inne oblicze, nie znosiłem polityków, przywódców komunistycznych i intelektualistów komunistycznych, stalinistów”.

Silone i Chiaromonte w pewnym momencie poróżnili się i ich kontakty odbywały się za pośrednictwem sekretarki, która trzymała w ryzach czasopismo i w dyplomatyczny sposób poruszała się między biurem Chiaromontego i Silonego. Między dwoma intelektualistami narosły nieporozumienia natury politycznej. Obaj napisali artykuł pod tytułem Cosa rimane? [Co pozostaje?]. Co zatem zostaje po tragediach XX wieku, po dwóch wojnach światowych, po stu milionach ofiar II wojny światowej, po Auschwitz, po Gułagu itd.? Zdaniem Chiaromontego pozostaje wspomnienie tego, do czego człowiek był zdolny w tych chwilach. Silone natomiast twierdził, że pozostaje Bóg. Jako że sam człowiek nie daje rady, musi zwrócić się do istoty nadrzędnej o pomoc, o wsparcie. To stwierdzenie stanowi rezultat głębokiego nawrócenia Silonego na chrześcijaństwo. Dla osoby, która wywodziła się z partii komunistycznej, która przewodziła włoskiej delegacji w III. Międzynarodówce, nie był to drobiazg. Zdaniem Fofiego, Herling jest pisarzem, który porusza się między dwiema płaszczyznami: między pewnym sekularyzmem a myślą zakorzenioną w tradycji chrześcijańskiej. Późno dochodzi do takiej koncepcji chrześcijaństwa i dociera tam po koszmarach Historii. Sytuuje się także na styku dwóch Europ: Polska leży na Północy w stosunku do Neapolu, który jest na Południu, ale Polska to także Wschód w stosunku do Neapolu, który znajduje się na Zachodzie. Między tymi dwiema kulturami dochodzi u niego do więzi, do mediacji – według Fofiego Herling był fascynujący, ponieważ był Europą: „Jedyni prawdziwi Europejczycy, których poznałem, to Herling i Andrzej Wajda, jeden z moich absolutnie najbardziej ulubionych reżyserów – ten mianowicie ciągły dialog z Historią przeszłości, ale i teraźniejszości, jak również z utopiami, które stanowiły nerw Historii XX wieku”.

Fofi przypomniał skandaliczny przypadek, związany z wydawnictwem Einaudi i odrzuceniem wstępu Herlinga do Opowiadań kołymskich Warłama Szałamowa. Odmowa miała charakter polityczny: Herling odważył się powiedzieć, że Auschwitz i Gułag to dwie strony tego samego rodzaju ucisku, tego samego rodzaju dyktatury, tego samego rodzaju przemocy politycznej i społecznej względem jednostek. Wydawnictwo Einaudi, o znacznych wpływach komunistycznych w okresie powojennym, nie zaakceptowało tych stwierdzeń. W dalszej części wystąpienia Fofi zastanawiał się: „Podstawowym pytaniem, które stawiał sobie Herling, była kwestia reakcji na Historię. Jak reagować na zło świata? Wiele razy powiedziano już, że sensem literatury i eseistyki Herlinga jest refleksja nad złem, nad obecnością zła w świecie, nad obecnością zła w historii, nad obecnością zła w człowieku. Co pozostaje? W tej materii uważam, że Herling ma dług zwłaszcza u Dostojewskiego – często mówił o Dostojewskim. Z dużą uwagą przeczytał całego Dostojewskiego. Tę refleksję nad złem w człowieku umieszczał jednak w obrębie dyskursu o Historii”. W opowiadaniu Dżuma w Neapolu przedstawił natomiast wizję odmienną, niemal polemiczną w stosunku do Dżumy Camusa czy wobec siedemnastowiecznego obrazu moru w Londynie z Dziennika roku zarazy Daniela Defoe. Zdaniem Fofiego, „zaraza nie jest wytworem nieuchronnego przeznaczenia, to nie przypadek, Bóg, zło, dopust boży. Pomór to wytwór historii, jest czymś, co ma swe źródło w społeczeństwie, które nie działa, w społeczeństwie, które nie umie być społecznością opartą na wspólnocie i solidarności. To, moim zdaniem, najsilniejszy przekaz dzieła Herlinga – ta refleksja nad złem, która zachowuje potworną aktualność, o czym przekonujemy się dzisiaj, gdy świat zmierza w kierunku coraz bardziej przerażającej historii: ku kryzysowi ekologicznemu, wojnom, podziałom społecznym. I ponownie problemem jest to, czy możemy nadal wierzyć w człowieka, czy też już nie? [Czy możemy wierzyć] W walkę człowieka o zmianę swego losu na ziemi? Sądzę, że na to pytanie Herling nie udzielił odpowiedzi. Zdołał jednak powiedzieć, że w tej chwili należy określić swoje miejsce w Historii, że należy wybrać rolę jednostek obecnych w społeczeństwie, w historii, i mówić, rozmawiać, zastanawiać się i spierać, poczynając od własnych przekonań”.

Neapolitański pisarz Silvio Perrella pochylił się nad Dziennikiem pisanym nocą. Powszechnie wiadomo, że jest to arcydzieło Herlinga, ponieważ zbiegają się w nim wszystkie pisma polskiego autora, ale także wszystkie wewnętrzne, psychiczne, krajobrazowe, moralne i polityczne impulsy poruszające pisarza.

Na wystąpieniu Perrelli zakończyła się prezentacja tomu Herlingowskiego z serii „I Meridiani” i zgromadzona publiczność udała się do wspaniałej sali koncertowej „Domus Ars”, gdzie w scenerii neapolitańskiego baroku odbył się koncert La musica abbatte le frontiere [Muzyka pokonuje granice], inspirowany przyjaźnią między Romanem Palestrem a Herlingiem, poprzedzony pasjonującym słowem wstępnym, wygłoszonym przez Lecha Dzierżanowskiego.

25 października prelegenci i publiczność zebrali się w wystawnym Kapitularzu w monumentalnym kompleksie San Domenico Maggiore, udekorowanym wspaniałymi siedemnastowiecznymi freskami. Na tle imponujących malowideł, przedstawiających mękę Chrystusa, zainicjowano kongres naukowy, zatytułowany L’Europa di Herling [Europa Herlinga]. Po powitaniach instytucjonalnych, wygłoszonych przez prof. Augusta Guarina, dyrektora Instytutu Studiów Literackich, Językoznawczych i Komparatystycznych Uniwersytetu L’Orientale w Neapolu, prof. Guida Carpiego, slawisty z tej samej uczelni, wspomnianą już wcześniej prof. Emmę Giammattei, prof. Stefana de Matteis, prezesa Stowarzyszenia „Centrum Badań nad Innym światem Gustawa Herlinga” oraz Józefa M. Ruszara, dyrektora Instytutu Literatury w Warszawie, rozpoczęła się pierwsza sesja pod przewodnictwem Luigiego Marinellego, polonisty z Uniwersytetu Rzymskiego La Sapienza. Jako pierwszy zabrał głos pisarz i historyk kultury, Wojciech Karpiński, którego wystąpienie, zatytułowane Gustaw Herling-Grudziński: Museo dell’immaginazione [Gustaw Herling-Grudziński: Muzeum wyobraźni], koncentrowało się na „olśnieniach wzrokowych” Herlinga, dając możliwość zakosztowania, czym jest postrzeganie sztuki oczami polskiego pisarza. W Paestum Herling ukształtował swoje „Muzeum wyobraźni”. Kolejny prelegent, Paolo Morawski z Fundacji Rzymskiej im. Margrabiny J. S. Umiastowskiej przedstawił referat pt. Gustaw Herling-Grudziński e l’Europa: „diario” di una geocultura implicita [Gustaw Herling-Grudziński i Europa: „dziennik” domyślnej geokultury]. Badacz zmierzył się z kwestią stosunku Herlinga do Europy, z jego „domyślną europejskością”, tj. z niebezpośrednią obecnością Europy w jego Dzienniku, w którym sprawy geokultury przeplata zmartwieniami i obsesjami, rozmyślając nad własnym życiem, nad Polakami i Europejczykami. Natura siatkowa europejskości Herlinga pozwalała mu na snucie dialogu, w którym nawiązywał on raz po raz do różnych zasobów, tak jak jazzman, improwizując, czerpie z całego swego repertuaru. Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej w Warszawie, w swoim wystąpieniu Leggendo Herling [Czytając Herlinga] zaproponował punkt widzenia z pewnością nieznany włoskiej publiczności, skupiając się na pokoleniu, które czytało Herlinga w Polsce, zanim Inny świat stał się lekturą obowiązkową w szkołach, na perspektywie znanej i zarazem odległej, którą pisarz przedstawił pierwszym, ciekawym go czytelnikom, zanim został powszechnie odkryty. Dziennik dla tego pokolenia stanowił twierdzącą odpowiedź na pytanie, czy i w jaki sposób można było mówić o kulturze po koszmarze wojny i Gułagu.

Fot. Klaudia Warszta

Podczas drugiej sesji, moderowanej przez Krystynę Jaworską, Zdzisław Kudelski z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego wyjaśniał, co znaczyło dla Herlinga być „jako pisarz, odpowiedzialnym za sztukę, ale jako człowiek, odpowiedzialnym za społeczeństwo”. Herling jest świadkiem swojej epoki, ale jednocześnie pisarzem metafizycznym. W swoim przemówieniu antropolog Stefano de Matteis mówił o potrzebie radzenia sobie z tymi, którzy mają „suche oczy”, czyli z winowajcami, w których Herling nigdy nie przestał mierzyć swym piórem, nie stawiając się jednak nigdy na piedestale. Dyrektor Krakowskiego Instytutu Książki, Dariusz Jaworski zastanawiał się, co Herling-Grudziński ma do powiedzenia w erze postprawdy, opierając się w tej materii na przekładach, wspieranych finansowo przez Krakowski Instytut Książki i na obecności dzieła pisarza na świecie.

Polonista Luca Bernardini z Uniwersytetu w Mediolanie przewodniczył trzeciej sesji. Radosław Sioma z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu natychmiast przykuł uwagę obecnych, wytyczając szlak, który począwszy od Marianny, bohaterki Błogosławiona, święta, przez Annę Magnani i Ingrid Bergman po Madonnę Brzemienną, Madonnę del Parto Piera della Francesca rzuca światło na spojrzenie, jakie Herling miał na takie kwestie, jak postać kobiety, erotyzm, macierzyństwo i rola religijności – stawiając w swoim opowiadaniu ontologiczny problem statusu świętości Marianny, „nie roboczej kopii (na brudno) świętej, ale prawdziwej, rzeczywistej świętej”. Polonistka Giovanna Tomassucci z Uniwersytetu w Pizie podjęła temat skomplikowanych relacji Herlinga z judaizmem – dopiero niedawno pochylono się nad zagadnieniem związków między dziełami a korzeniami Herlinga, który był człowiekiem powściągliwym, nigdy nie ukrywał swojego żydowskiego pochodzenia, nawet jeśli nie mówił o tym otwarcie. Sesję zakończyło wystąpienie Piotra Kłoczowskiego z Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie, dotyczące głównie literatury emigracyjnej. W szczególności Kłoczowski przedstawił inwentarz biblioteki Herlinga w willi Ruffo autorstwa Doroty Fortuny. Jest to niezwykle przydatne narzędzie dla badaczy Herlinga, sporządzone jeszcze przed przeniesieniem całej biblioteki z gabinetu autora przy via Crispi do Palazzo Filomarino, gdzie jest obecnie przechowywana.

Podczas czwartej sesji polonistka Laura Quercioli Mincer z Uniwersytetu w Genui oddała głos najpierw Magdalenie Śniedziewskiej, uczonej z Uniwersytetu Wrocławskiego, która opowiedziała o Herlingu i Elsie Morante, poetach „małych ojczyzn”. Polski pisarz kilkakrotnie komentował Wyspę Artura (L’isola di Arturo) i inne dzieła Morante, które bardzo cenił. Polonista Alessandro Ajres z Uniwersytetu w Turynie zakończył ten dzień prac, prezentując swoją książkę L’autobiografia italiana nei racconti di Gustaw Herling-Grudziński (Aracne, Rzym 2019) [Włoska autobiografia w opowiadaniach Gustawa Herlinga-Grudzińskiego].

W Bazylice św. Klary neapolitański aktor Toni Servillo, rozsławiony przez film Mattea Garronego z 2008 roku pt. Gomorra na podstawie powieści o tym samym tytule włoskiego pisarza Roberta Saviana, przeczytał Podzwonne dla dzwonnika w adaptacji Stefana de Matteis i we współpracy z grupą teatralną Teatri Uniti, założoną w Neapolu w 1987 roku. Po odczytaniu ostatniej strony, w której słychać dzwony bijące na nowe franciszkańskie tysiąclecie, publiczność wychodzącą z Bazyliki zaskoczyło tajemnicze bicie dzwonów.

26 października to ostatni dzień festiwalu. Studenci polonistyki z całych Włoch, w trakcie sesji moderowanej przez włoskiego polonistę Andreę Ceccherellego z Uniwersytetu Bolońskiego, przeczytali własne niepublikowane przekłady niektórych zapisków dziennych z Dziennika pisanego nocą, opowiadające o miejscach, w których mieszkał, o różnych zagadnieniach, wokół których krążyły jego refleksje, obrazy, które chciał zapamiętać.

We Włoskim Instytucie Badań Historycznych im. Benedetta Crocego w Neapolu odbyła się natomiast sesja, zatytułowana Gustaw Herling e il suo mondo. Testimonianze [Gustaw Herling i jego świat. Świadectwa]. Część wspomnieniową moderowała Marta Herling – na jej początku została zainaugurowana wystawa dokumentalna pt. Gustaw Herling – ritratto napoletano [Gustaw Herling – portret neapolitański] pod kuratelą Joanny Borysiak, archiwistki z Biblioteki Narodowej w Warszawie. Badaczka stwierdziła, że zaskoczyła ją przeczytana wiadomość o tym, że Gustaw Herling miał zamiar zniszczyć swoje archiwum. Ta informacja została potwierdzona także przez Wojciecha Karpińskiego, który na własne uszy słyszał tę deklarację z ust pisarza. Nie stało się tak jednak dzięki Lidii Croce, którą Herling w swoim ostatnim opowiadaniu Wiek biblijny i śmierć określa mianem „mojej żony archiwistki”. Marta Herling zaś, znająca język polski, zdaniem Borysiak stanowiła gwarancję, że to archiwum zostanie przechowane, otoczone troską i uporządkowane. To właśnie Marta Herling jest opiekunem zasobu, który do 2018 roku znajdował się w gabinecie Herlinga w willi Ruffo. W 2010 roku została podpisana umowa między Biblioteką Narodową w Warszawie a Instytutem im. Benedetta Crocego. Prace rozpoczęły się w 2010 roku i trwały do 2017 roku, z okresami 2-3 miesięcy pracy. Archiwum zostało zdigitalizowane i uporządkowane, a zajmowała się tym niewielka grupa czterech osób. Kuratorka wystawy podczas prezentacji nie koncentrowała się na samym archiwum, ponieważ w tym roku wydano jego katalog. Archiwum jest bardzo interesujące, zwłaszcza korespondencja, która stanowi około trzech czwartych zbioru. Elektroniczna wersja archiwum jest dostępna w Bibliotece Narodowej w Warszawie. Tytuł wystawy, Gustaw Herling – portret neapolitański, wyraźnie nawiązuje do Portretu weneckiego, za który Herling otrzymał prestiżową nagrodę Vittorini. Pierwsza gablota poświęcona jest Crocemu i Sorrento, a zobaczyć w niej można rękopis przekładu eseju Crocego o Kleiście, sporządzonego przez Herlinga latem 1939 roku. Druga część ekspozycji przedstawia Willę Ruffo w latach 50. XX wieku, kiedy osiedlili się tam Lidia i Gustaw Herling, czego świadectwem jest niedawno opublikowany Dziennik 1957-1958. Trzecia gablota jest poświęcona Neapolowi oraz Dziennikowi pisanemu nocą, zawiera także kilka rękopisów opowiadań. W dużej gablocie umieszczonej przy wejściu, przygotowanej we współpracy z włoską prasą – od „Tempo presente” do „Corriere della Sera”, od „Il Giornale” do „Il Mattino” – umieszczono pamiątki w postaci wyboru artykułów i fotografii Herlinga.

Następnie głos zabrała Titti Marrone, neapolitańska dziennikarka, która wyznała: „Pewnego razu, gdy oglądaliśmy neapolitańską wystawę poświęconą Riberze, Gustaw wypowiedział zdanie, które mnie zaskoczyło. To był jego typowy sposób nawiązywania kontaktu, dyskutowania, poprzez wstrząs, którym chciał sprawdzić twoją reakcję. Powiedział mi: «Jestem przekonany, że komuniści naprawdę zjadali dzieci». Wyjaśnił, że w porewolucyjnej Rosji chłopi mieszkający we wsiach byli tak biedni i tak wycieńczeni, że gdy czasami w rodzinach umierali najmłodsi, to te małe ciała wykorzystywano, by zaspokoić głód. A potem dodał: «Jestem przekonany, że ludzi nigdy nie należy osądzać na podstawie ich reakcji w nieludzkich warunkach»”. „To była jedna z tych sytuacji – kontynuowała dziennikarka – kiedy zrozumiałam, że mam do czynienia z wyjątkową postacią, z niesamowitą forma mentis, z człowiekiem zdolnym świadczyć o wydarzeniach, które przeżył, stawiającym w centrum refleksji temat zła, który stanowił główną oś jego pisarstwa.[…] Spotkałam Gustawa krótko po śmierci mojego męża, kiedy wydawnictwo Feltrinelli opublikowało Dziennik pisany nocą. W trakcie naszych spotkań, które dotyczyły takich tematów, jak postkomunizm, Wałęsa czy rosyjscy pisarze – Cwietajewa, Szałamow, Gorki itd., podczas tych wszystkich spotkań zawsze dochodził do głosu ten jego silny impuls ludzkiej uwagi, który stanowił owoc naszej bardzo głębokiej przyjaźni intelektualnej”. Titti Marrone przyznała, że jej wcześniejsza formacja była marksistowska, jako młoda osoba bardzo angażowała się w ruchy studenckie, była trockistką, przekonaną o tym, że degenerację sowiecką należy traktować jako formę ideologiczną nadal aktualną i ważną. Tymczasem doświadczenie Herlinga i sprawy, którymi się z nią dzielił podważyły resztki jej przekonań. Wraz z Herlingiem dziennikarka zaczęła dyskutować i zastanawiać się nad zagadnieniami postkomunizmu. Jego ciągła krytyczna refleksja polegała na tym, że nie uważał się on za antyfaszystę: „Kiedy zapytałam go, czy można go zaklasyfikować jako pisarza prawicowego, odparł: «Kategorycznie bym się temu przeciwstawił. Zawsze chciałem siebie widzieć jako pisarza spoza jakiegokolwiek zaszeregowania politycznego. Miałem i nadal mam sympatie lewicowe, ale one nigdy nie miały wpływu na mnie i na to, co piszę, zatem nadal odrzucam wszelkie klasyfikacje polityczne, a już tym bardziej prawicowe». Spędził ponad czterdzieści lat we Włoszech i nikt go nie zaangażował w jakiekolwiek wydarzenia edycyjne i intelektualne. To dowodzi jego niezwykłej niezależności intelektualnej, jego całkowitego przylgnięcia do owej idei religii wolności, która doń dotarła począwszy od pierwszego zetknięcia się z Crocem”.

Po Titti Marrone nadeszła kolej na reżysera teatralnego, Józefa Opalskiego, który mógł poznać Herlinga i stać się jego przyjacielem, kiedy przyjechał do Neapolu jako lektor ministerialny języka polskiego na Uniwersytet L’Orientale w Neapolu, a był to czas stanu wojennego, wprowadzonego przez generała Jaruzelskiego. Opalski stał się dla Herlingiem pomostem między Neapolem a Polską. Reżyser wspominał: „Mój Neapol to Neapol Herlinga, Marty, Lidii. Wymyśliłem tradycję obiadów czwartkowych, idąc za przykładem jednego z naszych królów, bowiem jeśli tylko Gustaw był w Neapolu, szedłem do niego na obiad”. W tym miejscu Opalski opowiedział anegdoty związane z obiadami w Willi Ruffo: „Nieraz opisywałem w polskich gazetach fantastyczną kuchnię Lidii Croce, która polegała na serwowaniu smacznej szynki parmeńskiej. Gustaw tłumaczył Lidii moje artykuły, a ona cieszyła się z tego obrazu dobrej gospodyni”. Reżyser stwierdził, że to cudowne móc widzieć na festiwalu tylu młodych, tak utalentowanych i zdolnych tłumaczyć Herlinga, ale za jego czasów studentom nie wolno było przychodzić na via Crispi, ponieważ mogło to oznaczać utratę polskiego stypendium. Opalski opowiedział, że przybył do Neapolu jako bardzo młody człowiek w roku 1980, tuż przed trzęsieniem ziemi, które nawiedziło Kampanię. Zadzwonił do Herlinga, będąc w posiadaniu listów polecających Sławomira Mrożka i Jana Błońskiego. Herling przyjął go i urządził mu prawdziwe przesłuchanie. Zapalił lampę na biurku i wymierzył ją prosto w oczy młodemu Opalskiemu, a potem zaczął go przepytywać. Dopiero później młody reżyser pojął przyczynę tego przesłuchania, ale jako młody żółtodziób obraził się. Musiało jednak być w nim coś, co spodobało się Herlingowi, bo dwa dni później zaprosił go na kawę. Tak rozpoczęła się owa przyjaźń, trwająca wiele lat. A kiedy Herling mógł wrócić do Polski, był goszczony w domu Opalskiego. „To fantastyczne, że dzisiaj określa się go mianem pisarza polsko-neapolitańskiego. Gdy pytają mnie: jaki był naprawdę ten Herling?, mogę powiedzieć, jaki był mój Herling. Jeśli miałbym opisać Herlinga w Neapolu, użyłbym tylko jednego słowa: samotność. Nie tylko w Polsce nie chciano mówić o Herlingu, ale także w Neapolu”. Opalski zorganizował w kawiarni Gambrinus spotkanie ze studentami i polski pisarz był szczęśliwy, ponieważ mógł z nimi rozmawiać po polsku. „Wiele się mówi o sztuce w twórczości Herlinga. Dla mnie to niezapomniane chwile, gdyż byłem z nim na Capodimonte wiele razy. Nigdy nie zapomnę tego, że Herling mógł stać trzy godziny przed Ukrzyżowaniem Massaccia i opowiadać o tym obrazie”. Opalski zauważył, że niewiele mówi się natomiast o związku Herlinga z muzyką. Pisarz uwielbiał szczególnie symfonię koncertującą Mozarta. Słuchali jej razem godzinami i reżyser wspominał, że pewnego razu w Teatrze San Carlo miał się odbyć koncert Krystiana Zimermana. Mimo znajomości Opalskiego z Zimermanem, która mogłaby zaowocować znalezieniem dwóch biletów, Herling uparł się i zmusił przyjaciela do odstania trzech godzin w kolejce na deszczu w celu zakupu biletów. A te oczywiście się skończyły i w rezultacie nie poszli na koncert. Herling przyjechał do Krakowa, żeby zobaczyć jedno z przedstawień Opalskiego. Kiedy artyści z Piwnicy pod Baranami pojechali do Londynu, przywieźli do Polski obrazy pierwszej żony Herlinga, Krystyny i została zorganizowana wystawa w galerii „Inny świat”. A pewne fragmenty Dziennika zostały wówczas odczytane przez jednego z największych pisarzy i aktorów ówczesnego czasu, Tadeusza Konwickiego. Zjawiła się wtedy policja, ponieważ nie wolno było wciąż jeszcze czytać publicznie Herlinga. Ten ostatni był zaś bardzo wdzięczny Konwickiemu i kiedy Polonia australijska zbojkotowała Konwickiego jako członka PZPR, Opalski zadzwonił do Gustawa z prośbą o interwencję za pośrednictwem „Kultury” paryskiej i odwołanie tego bojkotu, co Herling bardzo chętnie uczynił. „Ja jestem człowiekiem teatru i wiele razy rozmawiałem z Gustawem o teatrze, za którym bardzo tęsknił. Pośród włoskich spektakli, które uwielbiał, było Boże Narodzenie w domu Cupiello Eduarda de Filippo. Przywiozłem kasety z Polski z nagraniem Wyzwolenia Wyspiańskiego w reżyserii Konrada Swinarskiego. Pojechaliśmy do Formii do mojej przyjaciółki. Jedliśmy owoce morza, oglądając przedstawienie i popijając wódkę. Gustaw był taki szczęśliwy. Podczas obiadów czwartkowych zawsze było takie a takie wino. Pewnego razu zaś podano młode wino, całkiem niezłe, więc zapytałem, co to za wino? On mi na to: «idiota z ciebie, to jest wino produkcji przemysłowej, a ja ci dawałem wino zrobione przeze mnie w Dragonei»”.

Silvio Perrella wspominał swoje pierwsze spotkanie z Herlingiem w jego gabinecie. Włoski pisarz tak je opisywał: „Gabinet Herlinga był miejscem nieco sekretnym i przekroczenie jego progu oznaczało wejście w polski wymiar; był on tak polski, że pokój spowijała ciemność, panował w nim półcień i rozedrgane światło z zewnątrz nie przenikało do środka. Nie otwierano okien, książki zalegały jedne na drugich, i stały tam dwa fotele, rzekłbyś jakby spod pędzla włoskiego malarza Alberta Savinia, które wyłaniały się z tego zakurzonego wymiaru. To było pomieszczenie, które mógł zamieszkiwać jedynie on i gdzie tylko czasem ktoś inny wchodził”. Powodowany młodzieńczą ciekawością, Perrella postanowił spotkać się z Herlingiem. Stanął na jego progu, porywając się na tę wizytę, mimo że wcale go nie znał. Jedyną książką po włosku, jaką wtedy Herling mógł mu dać, były Skrzydła ołtarza, w przygotowaniu zaś było wydanie Cudu nakładem Scheiwillera, które później neapolitański pisarz zrecenzował w dzienniku „Il Mattino”. Perrella chciał jednak przeczytać Inny świat po włosku i Herling pożyczył mu egzemplarz, stanowczo nakazując mu zwrot po dwóch tygodniach. Pożyczył mu drugie wydanie, opublikowane przez wydawnictwo Rizzoli w latach 60. Perrella przeczytał zatem Inny świat dokładnie tak, jak czytano go w Polsce, przekazując sobie potajemnie książkę i wyznaczając czas na oddanie. Herling był szalenie trudną osobą, więc niedotrzymanie terminu oznaczało utratę jego zaufania. I tak Perrella, sterroryzowany ewentualną reakcją Herlinga, odniósł mu książkę, mimo że nie zdążył jej doczytać. Gdy umawiali się na spacer po wybrzeżu – Herling był po zawale i lekarz zalecił mu codzienny spacer – Gustaw oczywiście zawsze wykonywał to w rytualny sposób, zatrzymując się w tych samych miejscach. Kiedy Perrella przychodził spóźniony, wiedział doskonale, że Herling ruszył już w inne miejsce: „Wiedziałem, gdzie był, goniłem go, a on po paru minutach przyjmował moje towarzystwo, czasem mówił okropne rzeczy, opowiadał mi najstraszliwsze wieści tego dnia, aby wpędzić mnie w zakłopotanie”.

Pisarz i krytyk literacki Wojciech Karpiński, zabierając głos, rzekł, że faktycznie pewnego dnia Gustaw Herling wyznał mu, że archiwum miało ulec zniszczeniu. „Mówiła mi Lidia, a potem powtórzyła to także Marta, że wszystkie te zapiski, całe to archiwum należało ocalić, bowiem Lidia chciała zachować coś dla swoich dzieci i to jest największa zasługa Lidii i Marty”. Herling był młodym człowiekiem, który nie mógł wrócić do ojczyzny, musiał zatem odtworzyć tę ojczyznę w sobie poprzez swoje pisarstwo. Dzięki Lidii Croce zdołał stworzyć swoją bibliotekę, założyć gabinet, skąd jego literatura promieniowała na całą Europę. Kiedy wielka pisarka Maria Dąbrowska opuściła Polskę i najpierw udała się do Jerzego Stempowskiego do Berna, a następnie do Maisons-Laffitte do Jerzego Giedroycia, w końcu przyjechała do Neapolu do Gustawa Herlinga, bowiem w Neapolu znajdowało się jedno z najważniejszych dla Polski miejsc. Mimo żelaznej kurtyny w pojałtańskiej Europie, mimo podziałów politycznych, które istniały wówczas, dom przy via Francesco Crispi stanowił punkt odniesienia dla polskiej kultury. Był to z pewnością symboliczny moment o wielkim znaczeniu, gdy trzej prezydenci trzech państw spotkali się, aby uhonorować jednego z największych polskich pisarzy, intelektualistę europejskiego i światowego. „Poznałem Herlinga-Grudzińskiego, jak wielu innych, poprzez lekturę jego książek. Osobiście spotkałem go w domu «Kultury» w Maisons-Laffitte pod koniec lat 60. Dwa momenty są ważne dla mojego poznania Herlinga w Neapolu. Pierwszy z nich przypada na lata 70., kiedy był on pisarzem samotnikiem, i później, na lata 80. i 90. Kolejny zaś to czas ten, gdy pisarz już nie żył, ale dzięki Lidii Croce miałem możliwość pracować w jego gabinecie, w tym tak ważnym miejscu dla kultury europejskiej. Mieszkałem naprzeciw willi Ruffo w Instytucie Francuskim. Za dnia chodziłem po muzeach, jeździłem do Paestum, na Capri, a wieczorami szedłem do Marty na kolację i później mogłem zostać w tym wspaniałym gabinecie”. Karpiński zakończył swoje wystąpienie życzeniem, by gabinet Herlinga mógł odrodzić się w Neapolu jako jeden ze skarbów europejskiej kultury. 

Zdzisław Kudelski rozpoczął współpracę z Herlingiem-Grudzińskim, kiedy był jeszcze doktorantem, choć poznał jego twórczość znacznie wcześniej, pod koniec lat 70. To, co najbardziej fascynowało Kudelskiego w Herlingu to był nie tyle fakt, że był on pisarzem walczącym, ile to, że był pisarzem wrażliwym na tajemnicę. Kudelski napisał pracę magisterską o Dzienniku pisanym nocą w 1985 roku. Jako że nie mógł jej obronić oficjalnie, gdyż uległaby konfiskacie, należało przeprowadzić postępowanie w ukryciu. Jego promotor, profesor Stefan Sawicki zapytał go, czy nie myślał o publikacji Herlinga-Grudzińskiego w Polsce. Oczywiście Kudelski niezwłocznie napisał do ojca Marcina Babraja OP, ówczesnego redaktora miesięcznika „W drodze” w Poznaniu, kierującego wydawnictwem o tej samej nazwie. Po stanie wojennym ukazały się niektóre teksty Herlinga. W tym czasie tylko czasopisma katolickie mogły sobie pozwolić na publikację tekstów Herlingowskich i było to prawdziwe wydarzenie. Żadne oficjalnie działające wydawnictwo nie śmiałoby wydać tekstów „zdrajcy”. Ojciec Marcin zareagował entuzjastycznie, zadając pytanie, jak to możliwe, że nie pomyśleli o tym wcześniej. Dzięki stypendium ufundowanemu przez ojca Paolo Morawskiego, Stanisława Augusta Morawskiego z Fundacji Rzymskiej im. Margrabiny J. S. Umiastowskiej Kudelski mógł wyruszyć do Włoch. Stanisław Morawski zadzwonił do Herlinga, by zapytać go, czy chciałby się spotkać z doktorantem Kudelskim. Pierwsza odpowiedź Herlinga była odmowna, ale zaraz potem zadeklarował Morawskiemu, że może mu poświęcić półtorej godziny. Kudelski przyjechał do Neapolu i Herling wyszedł po niego na dworzec przy piazza Amedeo, jak zawsze z egzemplarzem „Tygodnika Powszechnego” w ręce. Uczony wspominał: „Herling był człowiekiem trudnym, ale zaakceptował mnie. Był wspaniałym przewodnikiem po Neapolu, przyjaznym, niezrównanym rozmówcą, uwielbiał opowiadać dowcipy, na zdjęciach trudno jest dostrzec Herlinga uśmiechającego się, ale ja poznałem Herlinga uśmiechniętego i tak zostałem awansowany na kuratora wydania dzieł Herlinga w Polsce. Owo półtorej godziny zamieniło się w 12 lat bardzo intensywnej współpracy, w ramach której opublikowałem 23 tomy, w tym trzy moje monografie i bardzo szeroką antologię dzieł Herlinga. Czasami spieraliśmy się o przecinki czy o teksty, których nie chciał puścić. Pisarz mawiał: «Zdzisław, ty musisz zrozumieć, że moja proza ma swój rytm, ty nie możesz przestawiać przecinków, jak ci się podoba»”.

Tłumaczka Vera Verdiani odczytała list francuskiej pisarki Édith de la Héronnière, która nie mogła przyjechać na festiwal. Pisarka pracuje nad interesującym studium o Herlingu i o włoskim pisarzu Sciasci w Paryżu. Jej wystąpienie nosi tytuł: Una cosa tira l’altra [Jedna rzecz wypływa z drugiej]. W 1993 roku pisarka natknęła się na tekst, który do głębi ją poruszył, a był to Cmentarz Południa Gustawa Herlinga, polskiego autora, którego nie znała. Skontaktowała się zatem z francuską tłumaczką Herlinga, która zachęciła ją do odwiedzin autora Innego świata w Neapolu. De la Héronnière w tym czasie jeździła z pewną regularnością do Rzymu do przyjaciela, fotografa Artura Pattena. Z Rzymu zadzwoniła zatem do Herlinga i umówili się o 14 na obiad. W umówionym dniu i godzinie francuska pisarka zadzwoniła do drzwi willi Ruffo. „Uderzyła mnie literacka kultura, ale także odwaga i siła woli tego człowieka, który przeżył Gułag i który przeciwstawił się swoim oprawcom. A teraz stał tutaj przede mną masywny, mrukliwy, ojcowski i na pewno zaintrygowany tą czytelniczką, która spadała mu z nieba”. De la Héronnière wyliczyła następnie powody jej zainteresowania dziełem Herlinga: „zaciekawił mnie bardzo i nauczył wielu rzeczy. Zrozumiałam, że ten człowiek był niezwykle silny i zdołał powiedzieć «nie» swoim katom u ostatecznego kresu swych sił. Był to człowiek dręczony tajemnicą zła, wszystkie jego pisma noszą ślad tego piętna i nieskończonego zróżnicowania ludzkiego bólu, który zeń płynie – zarówno tego wytworzonego przez zakamarki mózgu, od depresji przez opętanie umysłowe po okrucieństwo i barbarzyństwo, jak i tego, którego przyczyną jest naturalny kataklizm, taki jak trzęsienia ziemi, tak częste na południu Włoch. Od tamtej chwili Herling drążył szczelinę tej tajemnicy w swoich dziennikach i w opowiadaniach”. Ze spotkań i rozmów de la Héronnière i Herlinga powstał wywiad, opublikowany we Francji w 1999 roku i przetłumaczony we Włoszech w roku 2000. „Ta poważna, wyjątkowa twórczość, przesiąknięta człowieczeństwem wolnym od wszelkiego sentymentalizmu, którą odkrywałam stopniowo, wpisywała się we Włochy, które tak kochałam, zwłaszcza w Południe, gdzie mieszkał pisarz, tropiący jego wszystkie aspekty czujnym okiem śledczego i reportera, ale także człowieka zafascynowanego krajem, który w najmniejszym stopniu nie przypominał jego własnego i z którego czerpał inspirację. Uwielbiałam jego sposób przejmowania dawnych kronik czy mówienia o pewnym obrazie włoskiego renesansu, i znajdowania w nich materii dla jednego z najważniejszych swoich opowiadań napisanych metodą „zrębową”, w których historie przeplatają się ze sobą jak rosyjskie matrioszki, aby następnie przeniknąć w głąb czeluści duszy. Uwielbiałam jego wizję Neapolu, tajemnego i ludowego; uwielbiałam filozofię leżącą u podstaw jego pism, ów sposób pozostawiania opowiadań otwartymi, zatrzymywania się zawsze na progu tajemnicy ze skromnością i pokorą, nie narzucając nigdy odpowiedzi czy osądu. Ceniłam bardzo europejski wymiar jego twórczości, ogromną kulturę literacką i filozoficzną, która objawia się we wszystkich jego tekstach, nie dbając o granice. I czytając go nadal, uświadomiłam sobie, jak bardzo Gustaw Herling, Polak, przyjaciel Ignazia Silonego i Nicoli Chiaromontego, wielbiciel Leonarda Sciasci, był również głęboko człowiekiem włoskiego Południa”.  

Anna Bernhardt, członek zarządu Stowarzyszenia Instytutu Literackiego Kultura, opowiedziała o czterdziestu latach współpracy Herlinga z Jerzym Giedroyciem, po której pozostało archiwum, częściowo przechowywane w Maisons-Laffitte. W współpracy z Biblioteką Narodową w Warszawie został przygotowany inwentarz archiwum, dostępny na stronie internetowej Instytutu. W zasobie znajduje się około 400 tekstów związanych z Herlingiem, od korespondencji po zobowiązania finansowe. Jak dotąd ukazał się pierwszy tom korespondencji, wkrótce ukażą się następne. Pierwszy tom listów Herlinga i Giedroycia jest wspaniałym źródłem dla badaczy, ponieważ ci dwaj intelektualiści przyczynili się do narodzin kanonu kultury europejskiej, chcąc przedstawić europejskich pisarzy światu. Wymieniali listy do roku 1948, później nastąpiła przerwa, a w 1957 roku Herling zaproponował Giedroyciowi Księcia Niezłomnego. W 1957 roku Herling pisał do Giedrycia: „Drogi Panie Jerzy, nasze spotkanie było za krótkie. Co do mnie, raz jeszcze podkreślam moją gotowość zapoczątkowania po 1-szym listopada nowej formy współpracy: miesiąc w Paryżu, dwa we Włoszech”. Obaj intelektualiści przeszli na ty po czterdziestu latach znajomości i współpracy. Najcenniejszą rzeczą w archiwum są rękopisy. Tekstem Paula Valéry’ego rozpoczyna się pierwsze wydanie „Kultury”, pisma redagowanego przez Herlinga Grudzińskiego – w rzeczywistości jego nazwisko figuruje tylko na pierwszym numerze.

Fot. Klaudia Warszta

Włosko-polska reżyser Elena de Varda przedstawiła projekt filmowy, zatytułowany „Lidia i Gustaw”. Początkowo wybrano tytuł: „Gustaw: pielgrzym wolności”, jednak w Polsce zamiast tego postanowiono zrobić coś bardziej osobistego. Reżyser natychmiast zafascynowała się postacią Lidii. Jest to bardzo ważny film dla Polski i Włoch, ponieważ opowiada historię XX wieku za pośrednictwem dwóch niezwykłych postaci, przy zachowaniu starania o nadanie uniwersalnego i międzynarodowego charakteru tej historii. Prace zaplanowano na 2020 r. W filmie przeplatać się będą materiały archiwalne z pełną impresji fikcją.

Festiwal zakończył się pokazem pięknego filmu Dziennik pisany pod wulkanem w reżyserii Andrzeja Titkowa. Po tak gęstych trzech dniach zanurzamy się w pajęczynę neapolitańskich zaułków, tętniących życiem, światłem, muzyką, na tle nieba skrzącego się kolorami. A jeśli przystaniemy na chwilę w tych uliczkach, po których przechadzał się niegdyś jeden z największych neapolitańczyków, Giambattista Vico, może przez moment zobaczymy postać Gustawa Herlinga, skupionego na obserwacji świata z perspektywy Południa, które go przyjęło i które nauczyło go patrzeć na wypaczenia Historii, na totalitaryzmy z przeszłości i te, które wciąż się czają, nie zapominając o zagrożeniach, które niesie ze sobą Natura.

Andrea F. De Carlo
tłum. Magdalena Wrana

ANDREA FERNANDO DE CARLO. Od 2006 do 2011 roku był profesorem kontraktowym na Wydziale Języków i Literatury Obcej przy Uniwersytecie Salento w Lecce (Włochy), gdzie prowadził zajęcia z literatury, tłumaczeń i języka polskiego. Od 2011 roku do dzisiaj wykłada literaturę polską na Uniwersytecie L’Orientale w Neapolu. W swojej pracy naukowej koncentruje się głównie na trzech obszarach badawczych: włosko-polskich związkach literackich, tłumaczeniach poetyckich oraz krytyce tekstów. Wyniki swoich badań publikuje w wielu czasopismach i periodykach włoskich i zagranicznych. Autor monografii Dantes maxime mirandus in minimis. Kraszewski e Dante, Orientalia Parthenopea Edizioni, Napoli 2019. Jednym z najnowszych opracowań jest projekt badawczy – analiza przekładu Boskiej Komedii Dantego w wykonaniu Józefa Ignacego Kraszewskiego.


Zobacz także: