HUGO VON HOFMANNSTHAL
Wiersze

Hugo von Hofmannsthal, 1910. fot. Nicola Perscheid. Domena publiczna


HUGO VON HOFMANNSTHAL

Twoje oblicze

Twoje oblicze pełne było snów.
Milcząc patrzyłem w ciebie z lekkim drżeniem.
Jak to porywa! Już w nocach wcześniejszych
Całkiem się oddawałem z upojeniem

I księżycowi, i małej dolinie,
Nazbyt kochanej, gdzie na pustych zboczach
Stały wychudłe drzewa, między skały
Szły szarej mgły obłoki przez urwiska

I poprzez ciszę zawsze srebrnobiałym
I zawsze świeżym, i wciąż obcym wodom
Kazała rzeka wrzeć – jak to porywa!

Jak to porywa! Bo wszystkie te rzeczy
I czar ich mocny – który był jałowy –
Wciągał, moimi igrał tęsknotami,
Jak teraz widok twojej pięknej głowy
I blask pomiędzy twoimi rzęsami!



Ballada zewnętrznego życia

I dzieci rosną o głębokich oczach,
Co nic nie wiedzą, rosną i konają,
I wszyscy ludzie idą swoją drogą.

Cierpkie owoce w słodkie dojrzewają
I w noc jak martwe opadają ptaki,
I leżą krótko, nim się rozpadają.

I wiecznie wieje wiatr, i wciąż jednaki
Czujemy zachwyt i członków znużenie,
I wciąż te same powtarzamy znaki.

I drogi w trawie biegną nieskończenie,
I miejsca pełne pochodni, półcienia,
Stawów i zwiędłe śmiertelnie przestrzenie…

Z jakiego powstawały przeznaczenia?
Każde tak inne? I jest ich tak wiele?
Co miesza śmiech i łzy, i przerażenia?

Do czego służą nam w tym naszym dziele,
W którym jesteśmy samotni i wielcy,
Że niepotrzebne są nam żadne cele?

Po cóż te rzeczy się przed nami plączą?
Wszak wiele mówi ten, co „wieczór” powie,
Słowo, z którego żal się i zaduma,

Jak ciężki miód z pustego plastra, sączą.




Tercyny o znikomości

I

Jeszcze na twarzy odczuwam jej tchnienie:
Jak to być może, by dni ukochane
Znikły, na zawsze już znikły jak mgnienie?

Tego istota nie wymyśli żywa,
To rzecz smutniejsza niż skargi płakane:
Wszystko jest bowiem w ruchu i przepływa;

Moje Ja, niczym nie pohamowane,
Wymknie się z dziecka jak z czarownej kuli,
Niby pies – obce, nieme i nieznane.

I: już od wieków toczą się me losy,
Przodkowie moi w śmiertelnej koszuli
Są mi pokrewni jak me własne włosy.
Są jednym ze mną jak me własne włosy.

tłum. Leopold Lewin




Tak, niektórzy…

Tak, niektórzy muszą umrzeć nisko,
Pod pokładem, ciężkie wznosząc wiosła,
Kiedy inni u steru, wysoko,
Widzą ptaków lot i gwiezdne kraje.

Jedni zawsze leżą ociężali
U korzeni splątanego życia,
Innym za to ustawiono krzesła
Przy sybillach, obok królowych,
Zasiadają tam jak u siebie
Z lekkim czołem, z lekkimi dłońmi.

Ale życie tamtych pada cieniem
Na żywoty siedzących wysoko,
Lekkich w górze i ciężkich na dole
Łączy więź jak z powietrzem i ziemią.

Utrudzenia zapomnianych ludów
Nie potrafię zetrzeć z moich powiek
Ani ustrzec wylęknionej duszy
Od milczenia spadających gwiazd.

Z moim losem wiele losów się splata,
Wszystkie snuje w nieładzie istnienie,
Mam w nim większą część niż tego życia
Smukły płomień albo wąską lirę.

tłum. Paweł Hertz („ZL” 1992 nr 4/40)

HUGO VON HOFMANNSTHAL, ur. 1874, zm. 1929. Pisarz i poeta austriacki. Przytaczamy ulubione wiersze Krzysia Junga.

LEOPOLD LEWIN, ur. 1910, zm. 1995. Poeta oraz tłumacz poezji niemieckiej i rosyjskiej. Przytaczamy jego tłumaczenie wierszy z tomu: Hugo von Hofmannsthal, Liryka, wiersze i dramaty (PIW, Warszawa, 1984).

PAWEŁ HERTZ, ur. 1918, zm. 2001. Poeta, tłumacz, wydawca. Ostatnio ukazały się jego Szkice warszawskie (Muzeum Warszawy), Sposób życia (poszerzone wydanie rozmów z Barbarą Łopieńską, Iskry), dwa tomy korespondencji z Anną i Jarosławem Iwaszkiewiczami (Zeszyty Literackie) oraz wybór esejów Pamięć i ład (PIW).


Zobacz także: