Fernando Pessoa

 
 

    Do Casa Fernando Pessoa przy Ceolho da Roha pod numerem 16 wcale niełatwo trafić. Ze śródmieścia długo jedzie się tramwajem to wspinającym się w górę, to zjeżdżającym w dół w tym amfiteatralnie położonym mieście. Dzwoniąc i klekocząc zabytkowy wagonik przeciska się przez tak wąskie uliczki, że z jego otwartego okna można by zdjąć doniczkę z czyjegoś parapetu. Wysiadam na właściwym przystanku, ale dalej muszę pytać o drogę w kilku sklepach. Nie wszyscy w sąsiedztwie domu-muzeum wielkiego poety wiedzą, o jaki adres chodzi. W Portugalii, jak wielokrotnie zauważyłam, nie ma zwyczaju umieszczania tablic informacyjnych dla turystów, a przecież zabytków klasy światowej jest tam co niemiara. Wreszcie łamaną angielszczyzną otrzymuję wskazówki i po kilku minutach staję przed dwupiętrową białą kamieniczką z fasadą pokrytą napisami — cytatami z dzieł Pessoi. Przypuszczalnie zastosowano tu nową metodę, zwaną freskiem fotograficznym, łatwiejszą do wykonania niż klasyczne al fresco.

    Był to ostatni adres lizbońskiego geniusza, który mieszkał pod tym dachem  piętnaście lat, od 1920 roku do śmierci. Zajmował niewielki pokój na pierwszym piętrze, obecnie magiczny punkt centralny poświęconego mu muzeum, istniejącego od 1993 roku. Miasto odkupiło od właścicieli wszystkie lokale mieszkalne, powierzając projekt włosko-portugalskiej parze architektów. Efekt ich pracy jest olśniewający. Białe ściany wnętrz służą również do czytania, są jak stronice księgi, pokryte odręcznym pismem i licznymi ilustracjami — powiększonymi fotosami z albumu rodzinnego Pessoi, wizerunkami poety pędzla jego przyjaciół i późniejszych czcicieli, karykaturami. Wyburzone ścianki działowe na parterze dają miejsce dwóm salom: z ekspozycją chronologicznie ułożonych zdjęć po lewej i kolekcją książek po prawej stronie. Znajduje się tu prywatna biblioteka poety, złożona z około 1200 woluminów oraz praktycznie wszystkie edycje jego dzieł w oryginale i tłumaczeniach na języki obce, także po polsku. Zgromadzono też wszelkie prace monograficzne poświęcone Pessoi oraz obszerną kolekcję poezji portugalskiej i światowej Muzeum jest przyjazne zwiedzającym, którzy nie tylko wchodzą tu za darmo pięć dni w tygodniu, lecz także mają swobodny do książek na półkach oraz do wszystkich zbiorów, od kilku lat w pełni udostępnionych cyfrowo. Badacze i studenci siedzą przy stolikach wyposażonych w komputery albo ze swoimi laptopami. Ze świetlistego wnętrza roztacza się przez okna widok na ogród poświęcony pamięci poety.

    Na poczesnym miejscu części bibliotecznej, obok pierwszej edycji Przesłania, stoi maszyna do pisania, pochodząca z jednego z biur, gdzie Pessoa pracował jako tłumacz. Napisał na niej większość wierszy, podpisanych heteronimem Álvaro de Campos. Jego obecność odczuwa się jednak najbardziej w pokoju na piętrze, odtworzonej sypialni. Łóżko z rzeźbionym wezgłowiem jest przykryte tradycyjną białą kapą, leży na niej jakby zrzucony pospiesznym gestem czarny kapelusz. Obok stoi drewniany wieszak na ubranie — na białą koszulę narzucona jest czarna marynarka, pod spodem widać czarne sfatygowane buty. Niczym martwa natura rozłożone są na szafce utensylia do codziennej higieny — staroświecka brzytwa, szczotka do włosów, kilka maszynek do strzyżenia wąsów. Ten ubogi teatr codzienności dziwnie porusza. Niepozorna drewniana komoda byłaby zwyczajnym sprzętem, gdyby nie została nobilitowana nocą 8 marca 1914 roku, gdy Pessoa napisał na jej blacie swoje trzy najwspanialsze poematy: Strażnika owiec, Ukośny deszcz i Triumfalną odę. Z ukrytego głośnika rozlega się szum fal, wizg ptaków morskich. Biała firanka wydyma się na wietrze.

    Także na piętrze znajduje się kameralne audytorium, gdzie, jak mnie informują uczynni kuratorzy, odbywają się wieczory autorskie, występy muzyków i aktorów, wykłady, dyskusje poświęcone literaturze. Zadbano również o dzieci, które mają w muzeum swoje niewielkie atelier. Na ostatniej kondygnacji mieszczą się pracownie naukowców zatrudnionych w Casa Fernando Pessoa.

    Chodzę po tym domu-księdze i zastanawiam się, dlaczego Kraków nie zechciał uczcić w ten sposób dwojga swoich wielkich mieszkańców — Miłosza i Szymborskiej. Sienkiewicz otrzymał w podzięce pałacyk w Oblęgorku w 1900 roku, w 25-lecie pracy pisarskiej, a więc na pięć lat przed uhonorowaniem go literacką Nagrodą Nobla. Wyobrażam sobie, że urządzenie w którejś z zabytkowych kamieniczek w pełni nowoczesnego, interaktywnego muzeum poświęconego obojgu polskim noblistom powinno być wspólnym celem i Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, i rady miejskiej Krakowa, i tej części społeczeństwa, która wie, że powinna pilnie strzec powierzonej jej literatury najwyższej próby.

    Po powrocie z muzeum sięgam do swojej podróżnej biblioteczki po Rok śmierci Ricardo Reisa José Saramago. Portugalski laureat Literackiej Nagrody Nobla, mistrz iluzorycznej rzeczywistości, dokonał w tej powieści karkołomnej sztuki: stworzył postać Fernando Pessoi  (dając mu zresztą odmienny życiorys — lekarza-emigranta w Brazylii), który przybywa do Lizbony na wieść o ciężkiej chorobie tytułowego przyjaciela (Reis to jeden z najbardziej znanych heteronimów poety). Mimo że dociera już po jego pogrzebie, zmarły okazuje wkrótce zadziwiającą żywotność. Ich spotkania i rozmowy stanowią hołd złożony przez wielkiego portugalskiego prozaika wielkiemu portugalskiemu poecie, a dla czytelnika — intelektualny labirynt z dodatkiem czarnego humoru.


RENATA GORCZYŃSKA

Fragment większej całości


 

RENATA GORCZYŃSKA

„W DOMU U PESSOI”