TOMAS VENCLOVA „Laudacja”

Kochana Basiu,

chyba pozwolisz zwrócić się do siebie tak poufnie jako bardzo dawnemu przyjacielowi i współpracownikowi. Znamy się jeszcze od lat komuny, kiedy po raz drugi przyjeżdżałem z Litwy do Polski. Wtedy Wiktor Woroszylski zaprowadził mnie do mieszkania Adama Michnika, gdzie wraz z Andrzejem Sewerynem i Bogusławą Blajfer byłaś także i Ty. Odbyliśmy typową „długą nocną rozmowę”, z tych opisywanych jeszcze przez Mickiewicza. Mówiliśmy o wszystkim, na czym nam wtedy zależało, zresztą także o Litwie, na której mi zależało i zależy najbardziej. W godzinach porannych wyłoniła się oczywiście sprawa unii: powiedziałem, że jest to rzecz sporna, w każdym razie królem miałby być Litwin.

Po raz drugi spotkaliśmy się w Madrycie, na konferencji dysydentów poświęconej wprowadzaniu w życie umowy helsińskiej (po kilku latach udało się wprowadzić w życie tę umowę lepiej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać, ale o tym jeszcze nie wiedzieliśmy). Znów mówiliśmy tam o Polsce i Litwie, tym razem publicznie. Poszliśmy potem na corridę. Pamiętam, że powiedziałaś: „Po tych żmudnych zmaganiach z totalitarnym bydłem dobrze jest zobaczyć walkę ze szlachetnymi zwierzętami”.

Trzecie pamiętne spotkanie odbyło się w New Haven. Wtedy wykładałem na Yale, podczas gdy Ty podjęłaś tam studia doktoranckie. Mieszkaliśmy obok siebie i widywaliśmy się często. 13 XII 1981 roku, dowiedziawszy się o przewrocie Jaruzelskiego, niezwłocznie poszedłem do Twojego mieszkania: właśnie pakowałaś walizki, bo za jedyne wyjście honorowe uważałaś natychmiastowy powrót do Polski i przyłączenie się do uwięzionych przyjaciół. Powiedziałem: „Zaczekaj chwilkę. Zaprowadzę Cię do pewnego mądrego Żyda w Nowym Jorku, który niewątpliwie da dobrą radę”. Miałem na myśli Josifa Brodskiego, którego wtedy chyba jeszcze nie znałaś osobiście. „No, więzienie nie jest najlepszym wyjściem — zawyrokował Brodski. — Najlepszym wyjściem, i to w każdej sytuacji, moim zdaniem jest pisanie. Trzeba zrobić to, co zrobił Giedroyc, a przed nim Hercen: założyć dobre czasopismo”. No i tak zostały założone „Zeszyty Literackie”, najlepsze czasopismo pokolenia i jedno z najlepszych polskich czasopism wszech czasów. Wydawałaś je w Paryżu, na rue Tiquetonne, numer czterdzieści i cztery (nie sposób uciec od tych skojarzeń wielkiego litewskiego poety), a później w wolnej już Warszawie. Było na tyle dobrze pomyślane, że przeszło do nowej epoki bez większych wstrząsów i zmian. Istnieje już trzydzieści trzy lata (też liczba jak najbardziej symboliczna) i oby istniało wiecznie.

Od samego początku było to czasopismo nie tylko polskie, ale przede wszystkim wschodnio‑środkowoeuropejskie. Zajmowało i zajmuje się całym naszym obszarem z Rosją włącznie (Brodski i Natalia Gorbaniewska należą do jego założycieli). Od pierwszego numeru dużo miejsca udzielano w nim także Litwie. Sprawdziło się tutaj powiedzonko „słoń a sprawa litewska”: otóż wykwintny, acz mocny słoń „Zeszytów Literackich” robił wszystko, żeby wprowadzić piękną, choć trochę nieśmiałą sprawę litewską do polskich salonów intelektualnych i w ogóle do świadomości dzisiejszych Polaków.

Jest w tym, Basiu, ogromna Twoja zasługa. Zresztą zasłużyłaś w tym nie tylko jako wydawca i redaktor, ale i jako jeden z najlepszych polskich i środkowoeuropejskich eseistów, autor wspaniałych książek: Żywe cienie, Z opowieści wschodnioeuropejskich, Nitka Ariadny, gdzie także mówisz o naszych wspólnych sprawach. Gdybyśmy teraz powrócili do tej dawnej rozmowy w mieszkaniu Adama Michnika, zgodziłbym się mieć nie tylko króla Litwina, ale i królową, nawet Polkę. Tym bardziej taką wdzięczną i mądrą.

TOMAS VENCLOVA

 

Laudacja wygłoszona podczas ceremonii odznaczenia Barbary Toruńczyk Honorową Złotą Gwiazdą Ministerstwa Kultury Republiki Litewskiej „Nieś swoje światło i nie przestawaj wierzyć”. Odznaczenie wręczył wiceminister kultury Republiki Litewskiej Romas Jarockis. Kraków, Międzynarodowe Centrum Kultury, 24 X 2015.