PAWEŁ MURATOW, Rosja i Europa

Naturą nam sądzono stąd
Wyrąbać okno na Europę

 

Przez to wyjście ku Europie, które wskazała Piotrowi Wielkiemu sama natura, przez wyjścia, które zostały dostrzeżone przez jego następców, odbył się wielki rosyjski exodus. Żeby zobaczyć Europę, nie musimy patrzeć na nią z daleka, przez wyrąbane przez genialnych cieśli okienko. Zdawało się, że zmuszono nas do stania się Europejczykami. Ale nie staliśmy się nimi, co widać, gdy weźmie się pod uwagę nie poszczególnych ludzi, ale rosyjską diasporę, to wędrowne, emigranckie plemię, które „trafiło” nad brzegi Łaby, Szprewy czy Sekwany i założyło w europejskich stolicach swoje ustronne miasteczka i wioski, budząc tym niepokój dziejopisów lub znajdując u nich zrozumienie. Rosjanin, nawet zostawszy mieszkańcem Europy, często patrzy na nią przez okno.

Stare zagadnienie „Rosja i Europa” okazuje się więc niewyczerpane, nie do wyplenienia — przeciwnie, być może zajmuje umysły i dręczy serca jak nigdy wcześniej. Porównywanie Rosjanina z Europejczykiem staje się palącą potrzebą, gdyż zmusza nas do tego samo życie, i to na każdym kroku, każdego dnia. To nie temat literacki, to powszednia praktyka. Własną opinię o Europie kształtuje wśród nas każdy, kto umie żyć i pracować z Europejczykami i kto razem z nimi doświadcza smutku i radości istnienia. Tej opinii nie czerpiemy z książek…

Na trudne pytanie, jak zdaniem Europejczyków wyraża się nasza obecność w Europie, odpowiedź nie nastąpi szybko. Nie będziemy w każdym razie niczego orzekać na podstawie głupstw, które pokazują w kinie. Bzdury te głoszone są celowo, czasem nawet przez niegłupich, praktycznych ludzi, mocno przekonanych o tym, że współczesna kinematografia koniecznie musi być głupia. Zarazem niepodobna zaprzeczyć, iż w ostatnim dziesięcioleciu Europejczyk dowiedział się o Rosji mimo wszystko więcej niż kiedyś. Los naszej literatury w Europie zdumiewa nas samych. Od dawna wiedzieliśmy, że na Zachodzie mogą być zrozumiani Turgieniew i Tołstoj. Tkwiliśmy jednak w błędzie, myśląc, że Dostojewski porusza wyłącznie specyficznie rosyjskie problemy. Kto by przypuszczał, że Gogol stanie się tak popularny we Włoszech, że Niemcy będą się zachwycać Leskowem, a sława Czechowa rozleje się szeroko po Anglii i Ameryce? To ostatnie zjawisko jest szczególnie zadziwiające, gdyż wielu z nas uważało, że Czechow jest zanadto „miejscowym” i zanadto „tymczasowym” pisarzem. Żywot jego dzieła okazał się dużo dłuższy, aniżeli przypuszczało pokolenie, które nastąpiło po tym, do którego on sam należał.

W naszych rozważaniach o europejskim losie rosyjskich autorów nieraz się myliliśmy, opieraliśmy się bowiem na fałszywych wyobrażeniach o Europie. Czy rozwiało je nasze obecne europejskie życie? Sądząc po eurazjatyckich inklinacjach czy pokrewnych im głosach negacjonistów, oskarżycieli i tych, co źle życzą Europie, jeszcze nie. Eurazjatyckich skłonności jest na szczęście mało. Ale negacjonistów, oskarżycieli i źle życzących Europie spotykamy często: od najniewinniejszych, nie wiadomo dlaczego święcie przekonanych, że my jedni tylko jesteśmy ludźmi, a wszyscy inni są w porównaniu z nami czymś niższym, do już mniej niewinnych, wyrażających w druku swoje poglądy na temat Europejczyków, choć z żadnym z nich nie zamienili nawet słowa i nie raczyli przeczytać choćby kilku książek w obcym języku. Dziwna to, w rzeczy samej, pycha rosyjska (kto z nas się z nią nie zetknął!), a jeszcze bardziej dziwi to, na czym się opiera. Rosyjski inteligent miał w zwyczaju żywić pogardę wobec zachodnioeuropejskiego „burżujstwa” i jednocześnie wysoko cenił swoje „nieburżujstwo”. Teraz oskarżenie o „burżujstwo” stało się ulubionym orężem bolszewików. Bądźmy jednak sprawiedliwi: to nie bolszewicy puścili w obieg słowo, które dla inteligenta oznacza wszelką nieprawość.

A czy teraz, znalazłszy się wśród „burżuazyjnych” Europejczyków, zrozumiał wreszcie rosyjski inteligent, że istota europejskiej „burżuazyjności” ma swoje źródło w rygorach zachodniego życia, w surowym wychowaniu, w zaciętej rywalizacji, w natężeniu walki o byt? Czy przyznał się przed samym sobą, że bajecznie łatwe było dlań materialne życie w Rosji, bo na równi z ziemianinem i „carskim urzędnikiem” był „wyzyskiwaczem chłopa”, był „panem”, korzystał ze wszystkich szlacheckich przywilejów, nie będąc nawet szlachcicem! U Czechowa, czas to wyznać, nadzwyczaj dokładnie jest przedstawiona owa materialna łatwość rosyjskiego minionego życia, ta dostatnia egzystencja bez wysiłku: „Wystarczy rosyjskiemu aktorowi porządnie zagrać jedną rolę” — a dodajmy do tego studenta, któremu wystarczyło jako tako zdać egzaminy, „beletrystę”, któremu wystarczyło napisać byle jakie opowiadanko, adwokata, któremu wystarczyło wystąpić na jakimś głośnym „społecznym” procesie — i materialne życie tych ludzi było zabezpieczone, zanim zdążyli o tym poważnie pomyśleć. Ba, myślenie o tym nazywano właśnie „burżujstwem”. Pozostawało im zatem szczycić się swoim „nieburżujstwem” i aż do katastrofy nie rozumieć, jak łatwo im przychodziło chlubić się tą urojoną zaletą.

Żaden Rosjanin, który pracuje teraz w Europie i wie z doświadczenia, jak trudno osiąga się wszelkie dobro, nie wysunie pod jej adresem ulubionego niegdyś zarzutu. Przyjrzeliśmy się teraz Europejczykom i rozumiemy, iż w „burżuazyjnym” trybie zachodniego życia mieści się dużo elementarnej przyzwoitości i uczciwości. Europejczyk nie wstydzi się otwarcie cenić i szanować „materialną pomyślność”. I czy to jest gorsze od udawanej obojętności, którą okazywał, bojąc się oskarżenia o „burżujstwo”, rosyjski inteligent, w głębi duszy nie mniej od Europejczyka zainteresowany ziemskimi dobrami? Ach, porzućmy snucie ogólnych rozważań na temat rosyjskiej „szerokiej duszy” i zachodniej małostkowości! Pośród nas było wiele zamaszystych natur, zamaszystych nie tylko z nawyku. Wielu z nas nie lubiło rachować i przewidywać, bo po cóż to czynić, skoro wszystko tak łatwo przychodzi, a pod nogą czuć twardy grunt jakoś samo przez się zabezpieczonego życia! Ale w strasznych warunkach życia sowieckiego coś nie słychać o naszej osławionej szerokiej duszy: czy aby nie za bardzo już zaczął rachować i przewidywać nieszczęsny obywatel sowiecki? W trudnej, ale ludzkiej sytuacji życia na Zachodzie Rosjanin pod omawianym względem także mocno różni się od tego, jakim był wcześniej, dużo się już nauczył od swojego europejskiego sąsiada, a niekiedy, o czym wie każdy z nas, prześcignął go w tych uczuciach, których się kiedyś wstydził…

Jest jednak we wzgardzonym „burżujstwie” coś zasługującego na sympatię: cząstka naiwności, prostoduszności, nawet dziecinności, której tak często nam brakuje. Zdumieni widzimy, jak zwyczajnie i zarazem z całej duszy cieszy się człowiek Zachodu i jak zadowala się małym. Uśmiech, odpoczynek, radość z drobiazgów — nie ma w tym wszystkim niczego złego. Żadna zaś szczególna mądrość nie zawiera się w ponurej nieufności, z którą rosyjski inteligent — znający jakoby „wyższe potrzeby” — podchodził do prostego, świątecznego nastroju europejskiego życia. O, i w Europie, dzięki Bogu istnieli ludzie, którzy stronili od płytkiego nurtu życia. Dni powszednie i święta dopasowane tu były do potrzeb przeciętnego człowieka. Było zaś wielkim nieszczęściem Rosji, że nikt z Rosjan nie chciał być przeciętnym człowiekiem. Zarówno poetom czy myślicielom, jak i kupcom czy urzędnikom zdawało się, że „duszą się w burżuazyjnym środowisku”. Adwokaci, lekarze, inżynierowie, oficerowie zastanawiali się często nad „sensem życia” wskutek lektury książek napisanych nie dla nich i nie rozumieli, że ów sens może się przed nimi objawić w ich własnej pracy. Ani „ludzkość”, ani Rosja niczego nie zyskały wskutek tego mirażu, który rzekomo stoi wyżej od środowiska ludzi przeciętnych.

Niechże wreszcie ten przeciętny Rosjanin przestanie się wstydzić w Europie samego siebie i swojej doli, niech odpocznie od wiecznie ciążącego na nim zarzutu o „burżujstwo”. Przecież nie wiadomo, gdzie wierzch, gdzie środek — i wydawanie o tym sądu nie jest naszą rzeczą. Ludziom Zachodu nadaje godność nie tylko prawo wyboru posłów do parlamentu, ale także ich nieco „ograniczone”, z inteligenckiego punktu widzenia, przeświadczenie, iż ludzkie losy bywają szczęśliwe i nieszczęśliwe, ale nie ma wśród nich raz na zawsze wywyższonych i raz na zawsze poniżonych. Zachodni świat opiera się na hierarchiach zewnętrznych, przy milczącym uznaniu wewnętrznej równości między ludźmi. Obca jest mu idea hierarchii wewnętrznej — źródło bezpodstawnej pychy rosyjskiej inteligencji.

 

Rosja i Europa*

Przeczytałem niedawno artykuł opublikowany w wydawanym w Belgradzie „Russkom Gołosie”. Była w nim mowa o budzącej smutek pobłażliwości Europy wobec bolszewików, o współudziale Europejczyków i Amerykanów w sowieckich prześladowaniach rosyjskiego narodu, o obojętności całego świata na losy Rosji. Autor artykułu zarazem przekonywał, że Rosji nie był niegdyś obojętny los innych krajów europejskich!

Gdy Rosjanie o tym mówią, zwykle mają na myśli ofiarne wypełnienie sojuszniczych zobowiązań wobec Francji na terenie Prus Wschodnich, wyzwolenie Słowian, życzliwą neutralność Aleksandra II umożliwiającą ukształtowanie się niemieckiego imperium, poparcie niepodzielności Stanów Zjednoczonych podczas amerykańskiej wojny domowej, uznanie — przed innymi krajami — młodego królestwa włoskiego…

Gdy Rosjanie o tym mówią, zawsze wynika z tego kwestia „Rosja i Europa”, która nie tylko nie traci na żywotności, ale staje się coraz bardziej żywa. Trzeba otwarcie przyznać, iż wydarzenia ostatnich czternastu lat wpłynęły na pogorszenie stosunku przeciętnego Rosjanina do Europy. Jeśli można mówić o jakiejś zgodności nastroju większości Rosjan żyjących w Związku Sowieckim lub znajdujących się za granicą, to być może w tej właśnie dziedzinie osiągnięto najpełniejszą i najdziwniejszą zgodność. Rosyjski monarchista zarzuca Europie, że pozwoliła na zagładę wszystkiego, co on ceni. Demokrata i socjalista, jeśli jest uczciwy, nie przyznając się do tego przed samym sobą, ma żal do socjalistycznych partii europejskich, że tolerują łamanie w Rosji elementarnych zasad ustroju demokratycznego i sprawiedliwości społecznej. Do pewnego stopnia może być rozczarowany Europą nawet rosyjski komunista, który wsparcie dla swoich działań znajduje nie w rewolucyjnym proletariacie europejskim, ale — wskutek braku takiego wsparcia — w chciwym i obojętnym na wszystko europejskim macherze. Rosjanin „w ogóle”, niemieszczący się w żadnej kategorii politycznej, człowiek przeciętny, „mały” człowiek, czytając o tym, co się dzieje w jego ojczyźnie, szepcze jeszcze z przyzwyczajenia (od czternastu lat!): jakże Europa na to pozwala… Potem popada w zadumę, a jego myśli i życzenia nie są dobre.

O wrogości, jaka panuje w Związku Sowieckim do cudzoziemców, którzy przybyli do Rosji sprzedawać bolszewikom swoją wiedzę i umiejętności za walutę, pisano w naszej prasie emigracyjnej wielokrotnie. Ta wrogość z każdym dniem staje się coraz bardziej powszechna. Jej „fluidy” zarażają nawet tych z nas, którzy doświadczyli wielkodusznej europejskiej gościnności. Europejczyk lub Amerykanin, współpracujący z bolszewikami i odnoszący się do „tubylców” z pogardą lub obojętnością, wyraźnie odróżnia się od Rosjanina. Wśród emigrantów, których widocznie nadal łączą z obrażaną ojczyzną żywe więzy, skutkuje to tym, że Rosjanin zaczyna coraz wyraźniej odróżniać się od Europejczyka.

Pojawia się niezadowolenie, rodzi się złość, budzi się narodowa duma, która raptem staje się wielką, chorobliwą narodową pychą. Człowiek, który niedawno został przeniesiony z sowieckiego piekła w uporządkowane życie zachodnie, raptem przypomina sobie o tych, którzy zostali w Rosji i są zapomniani, porzuceni przez Zachód, i raptem zaczyna nienawidzić porządku i spokoju. Człowiek, który tam we dnie i w nocy przeklinał w duszy bolszewików, raptem zaczyna tu bronić osobliwego rozmachu ich zamysłów. Człowiek, wycieńczony długą obojętnością Europy i Ameryki na diabelską działalność bolszewików, raptem rozsmakowuje się w swoistej złośliwości, zauważając, że Europa i Ameryka zaczynają w końcu patrzeć z trwogą na sowieckie zagrożenie.

Te chorobliwe stany i uczucia emigrantów szerzą się przede wszystkim na prowincji. Tutaj, w Paryżu, w stolicy rosyjskiej emigracji, widzimy także inne kręgi naszej diaspory. Spotykamy tu ludzi całkowicie oderwanych od Rosji, „rosyjskich cudzoziemców”, lecz nie Europejczyków, bo życiowa więź z Europą, idąca w parze z zapomnieniem swojej ojczyzny, nie czyni jeszcze z człowieka Europejczyka. Ci ludzie nie mieszczą się w granicach naszych rozważań choćby z tej prostej przyczyny, że ich główną cechę można określić takimi oto słowy: oni „nawet nie chcą znać jakichś tam rosyjskich gazet”…

Występuje jednak w stolicy rosyjskiej emigracji, w stolicy europejskiego Zachodu, jeszcze jeden krąg rosyjskiej diaspory, ten, który w miarę sił i umiejętności chce wydawać rosyjskie gazety. Istnieje rosyjski Europejczyk, który nie stał się cudzoziemcem, lecz pozostał Rosjaninem. Rosyjski Europejczyk patrzy na dzień dzisiejszy z szerokiej perspektywy. Swoją tożsamość narodową przyjmuje ze spokojem. Nie imają się go porywy nieumiarkowanej pychy i nie włada nim żądza nierozumnego odwetu. Przeszłość Rosji widzi wyraźnie — nie wychwala jej pod niebiosa, nie wstydzi się jej cieni. Przed nikim i za nic nie czuje się winny, wie, że za wszystkie swoje „historyczne grzechy” Rosja odpokutuje strasznym cierpieniem. Nasze rachunki — czy to narodowe, społeczne, czy polityczne — są spłacone. Toteż nasze narodowe, społeczne, polityczne i gospodarcze życie możemy zacząć od początku.

Rosyjski Europejczyk rozmyślający o nowej Rosji powstrzymuje się od regulowania jakichkolwiek rachunków z Europą. Na minione nasze zasługi nie będzie zwracał niczyjej uwagi, przemilczy nasze wady. Jeśli nie wróci już stara Rosja, nie wróci też stara Europa. Żyjąc wspólnie z Europejczykami, przeżywamy razem z nimi wielki przełom historyczny, początek nowej epoki. Nie mamy prawa ganić europejskiego porządku, gdy tonie w chaosie nasza ojczyzna. Stary europejski ład niemal już się obrócił wniwecz, a nowy jeszcze się nie uformował. Życie świata toczy się pokrętnym łożyskiem, jego nowe kształty ledwie widać w wartkim nurcie różnorodnych zjawisk. A my, Rosjanie, otoczeni tutaj, w stolicy Zachodu, przez niszczycielskie i twórcze procesy nowej epoki, wiemy już, że los Europy w jakiś fatalny sposób i nierozerwalnie wiąże się z losem Rosji.

PAWEŁ MURATOW

tłum. Robert Papieski