MICHAŁ BRISTIGER, Śmierć w Palermo

10 marca 1984

…i żeby każdy dzień był w tempo giusto. Jak kadencja za kadencją, mniej czy bardziej rozbudowana, lecz mówiąca przecież jedno i to samo, zawsze to samo: „dobrze”, „dobrze”, „dobrze”. Mieć poczucie życia właśnie takie, poczucie, o którym jakieś pojęcie daje nam chwila, w której darujemy komuś spontanicznie, bez szczególnego powodu, wiązankę kwiatów.

Owo „dobrze” potwierdza nam teraźniejszość. A jeżeli teraźniejszość ma być taka właśnie, wówczas moment naszej śmierci nie powinien być dla Ciebie powodem żadnej szamotaniny. Że nie będzie mojej przyszłości? Pomyślmy: czegośmy nie byli w stanie zrobić dotąd, i tak prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie zrobić i później. Przyszłości nie ma co żałować, bo jej nie ma, przeszłości zaś też nie ma, jeżeli tylko możemy w niej odnaleźć „dobrze” i „dobrze”, i „dobrze”. Są to chwile wieczności możliwej. Twoja pamięć, Twoje wspomnienie podtrzymuje je, tak jak dłonie podtrzymują płomyczek na wietrze, obejmując go sklepione. Momenty dobra dają powód do dalszego działania, jakie zdolne jest przemienić czas pusty albo nijaki w nowe tempo giusto. Śmierć w dobrym życiu może być, jak ono, pogodna albo nawet pogodniejsza od niego, jeśli życie ma być „tylko” poważne. Zaś pogoda muzyki świadczyłaby więc, że ona mówi o śmierci właśnie.

MICHAŁ BRISTIGER

 

 Fragment listu odczytanego przez Grażynę Bristiger podczas uroczystości pogrzebowych Michała Bristigera na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie 29 XII 2016 r.