MICHAŁ BRISTIGER, List do przyjaciół

 

Warszawa, czwartek, 19 listopada 2015

Wielce Szanowny Panie Piotrze i Drogi Alku,

otrzymałem w dniach tegorocznego festiwalu De Musica, a jeszcze dokładniej — w Teatrze Stanisławowskim z XVIII wieku, książkę Sitwella o Domenicu Scarlattim, która została wydana w dwudziestu egzemplarzach, a mój egzemplarz otrzymał numer 11. To wydanie od początku nadało tej książce niewyobrażalną dziś cechę białego kruka, więc radość z niej płynąca prowadziła mnie od razu ku Jej Wydawcy i prowadziła mnie od razu ku Jej Tłumaczowi, a są oni tam razem z tym Trzecim — czyli z Domenikiem. Dziękuję Panu, Piotrze, dziękuję Aleksandrze, pamiętam zawsze o Tobie — Domenico. A moje zaskoczenie wciąż trwa i trwa.

Chętnie zamienię teraz tę trwającą egocentryczną chwilę na inną, w której dołączę się do Was, żebyśmy we trójkę mogli spojrzeć na Domenica, którego mamy w ręku. Sacheverell Sitwell dostrzegł go w początkach XX wieku ze wzgórza — o dziwo! — należącego do Diagilewa, na którym niekiedy przebywał, tak bardzo Domenico był wówczas modernistyczny, powiedzmy może po prostu, że tak bardzo żywy był wówczas w kulturze, a takim pozostał w niej nawet do dzisiaj. Czas się go nie ima. Co w nim takiego?

Sitwell dał nam soczystą biografię, fakty i fakty, miękkie, gdyż włoskie, a niekiedy błyśnie wśród nich nieodwołalna metafora. Przykład? Oto jeden, z Neapolu, mowa jest o neapolitańskiej piosence o sznurku: FuniculìFuniculà. „Kolejna to tarantela — Sitwell pisze — która za temat ma kolejkę linową na Wezuwiusza”. I już jakbyśmy ją słyszeli słuchem Domenica, Neapolitańczyka, a z pochodzenia Sycylijczyka. A ten pierwszy i ten drugi znali się na tym samym, i na muzyce, i na wulkanach. A jeszcze, już tylko czytając Sitwella, możemy powiedzieć, że Domenico znał intymnie wysoką i ludową muzykę włoską, i portugalską, i hiszpańską, a łatwo przyjdzie nam dodać jeszcze to, co wnosili mu Händel (Niemiec i Anglik) i Th. Roseingrave (Anglik, związany też z Irlandią). Słowem, był otwarty na muzykę europejską.

Otóż on ją też tworzył, a nawet można powiedzieć, iż na swój sposób ją stworzył. Jak to rozumieć?

Po tym, co zostało dopiero co powiedziane, trzeba zmienić perspektywę, żeby zobaczyć nasz problem nieco inaczej i móc zadać sobie pytanie, co ogarniał Domenico w swojej wieloletniej twórczości. Komponował muzykę religijną, to znaczy tradycyjną, w tej tradycji wieczną. W swych operach i kantatach, w swych ariach, był jakże współczesny, wręcz „modernistyczny”. W swych ponad pięciuset klawesynowych sonatach, nazwanych skromnie „ćwiczeniami”, stworzył muzykę przyszłości, to znaczy żywą w XVIII wieku, w XIX wieku, XX, XXI. Jak to możliwe, spytać ktoś może. Domenico trwa jak Chopin.

À propos, on jest Chopinem swej epoki, właśnie dzięki swej muzyce fortepianowej, gdyż do muzyki instrumentalnej to on po raz pierwszy wprowadził melodię, co więcej, to jego sonaty przestały być funkcjonalne jak utwory instrumentalne jego epoki związane z ideami tanecznymi; one stały się obszarem nowej inwencji muzycznej, z niekończącymi się możliwościami konstrukcyjnymi oraz ekspresyjnymi, w każdej sonacie innymi. A tę inność usłyszał nie kto inny, jak właśnie Sitwell i opisał ją w swej książeczce. Jest też Domenico jak Chopin, niepodobny do wszystkich innych, dziwny w tej swojej inności, której uwarunkowaniem może być tylko bycie geniuszem. Więc co właściwie stworzył w swojej epoce, co okazało się na setki lat i do dzisiaj jedną z największych wartości muzycznych? Odpowiedź jest jedna: stworzył w muzyce instrumentalnej na klawesynie klasycyzm, jak Chopin stworzył na fortepianie romantyzm. A tymczasem, między nimi, na początku XIX wieku, ta muzyka klasyczna przybrała nazwę muzyki absolutnej.

Otworzyłem Waszą książeczkę Sitwella, drogi Panie Piotrze i drogi Alku, i takie myśli wysypały mi się z niej od razu. Pozbierałem je, jak widzicie, wybaczcie teraz, ale w dniu znaczonym urodzinami samokontrola jest nieco osłabiona. Natomiast w tym samym dniu przesyłane serdeczne podziękowania i pozdrowienia stają się ff, co muzycznie znaczy już nie forte, lecz fortissimo.

MICHAŁ BRISTIGER

oprac. Sylwia Wachowska i Aleksander Laskowski

 

* List do Piotra Kłoczowskiego i Aleksandra Laskowskiego.