JÓZEF CZAPSKI / WITOLD GOMBROWICZ, Korespondencja

Listy Witolda Gombrowicza znajdują się w Archiwum Józefa Czapskiego w Muzeum Narodowym w Krakowie. Tamże przechowywane są listy Józefa Czapskiego z 11 IV 1968, 23 IV 1968, 6 II 1969, które Gombrowicz odesłał nadawcy, prosząc, aby zgodził się na ich publikację w piśmie „Cahiers de L’Herne”, gdzie ukazały się w tłumaczeniu Konstantego A. Jeleńskiego wraz z listem Gombrowicza z lutego 1969 („Cahiers de L’Herne” 1970 nr 14 pod redakcją Dominique de Roux i Konstantego A. Jeleńskiego). W przekładzie listy zostały nieznacznie skrócone.
Na potrzeby publikacji w „L’Herne” Czapski pociął oryginał listu z 6 II 1969, skleił w innej kolejności i częściowo napisał od nowa, o czym poinformował Gombrowicza w liście z 27 II 1969. W Archiwum Czapskiego zachowały się dwa brudnopisy redagowanego listu, ważniejsze wątki w nich pomieszczone, pominięte w wersji ostatecznej, przytaczam w przypisach.
Pozostałe listy Józefa Czapskiego znajdują się w Archiwum Witolda Gombrowicza w Beinecke Library na Yale University. W niniejszej edycji uwspółcześniono interpunkcję i pisownię z zachowaniem zwrotów charakterystycznych dla obu korespondentów.
Wymiana najważniejszych listów jest następstwem opublikowanego w paryskiej „Kulturze” (1968 nr 4) zapisu z dziennika Czapskiego o czytaniu Gombrowicza, dlatego fragment ten ogłaszamy jako uzupełnienie korespondencji.
Mikołaj Nowak-Rogoziński

[Witold Gombrowicz do Józefa Czapskiego]1

30 V 1949

Szanowny i Drogi Panie,

Już od dawna myślałem o napisaniu do Pana, a wizyta mego kuzynaw Paryżu, oraz Pańska książka o Rosji3, która stanowiła ostatnio temat rozmaitych moich rozmyślań, żywo uprzytomniły mi Pańską osobę. Czy był u Pana poeta argentyński Alvarez, któremu dałem list do Pana? Pańska książka jest jedną z najsilniejszych, jakie na te tematy czytałem, a to ze względu, przede wszystkim, na zawarty w niej ładunek „ludzkości”. Ja uchroniłem się od tych doświadczeń tylko na pozór, gdyż w rzeczywistości ciężko przeżyłem wojnę i jej konsekwencje, choć może na innym planie i w innych wymiarach.

Kotkowski zareferował Panu mój kapitalny problem. Od dłuższego czasu walczę o wydanie mojej Ferdydurke po francusku4. Jestem zupełnie pewny na podstawie moich doświadczeń tutaj i w Polsce, że z chwilą, gdy ta książka zostanie przetłumaczona na francuski lub angielski, moja sytuacja literacka ogromnie się wzmocni. Tutaj najlepsi znawcy prorokują Ferd. sukces w skali międzynarodowej. Jest to dla mnie nie tylko kwestia ambicji, ale przede wszystkim sprawa zorganizowania sobie dalszej pracy: tutaj pracuję w banku i nie mogę wydostać się z tych peryferii kultury, póki nie stanę się bardziej znany. Obecnie opublikowałem po hiszpańsku dramat pt. Ślub5, który wywołał tu spore poruszenie w środowisku moich czytelników i przygotowuję nową powieść. Moja bezsilność pochodzi stąd, że nie jestem i nie mogę być człowiekiem żadnej grupy ani nawet „pisarzem polskim” (w trywialnym tego słowa znaczeniu). Mogę liczyć tylko na poparcie jednostek, gdyż reprezentuję świat jednostki.

Otóż nie wiem (biorąc pod uwagę wielką odmienność temperamentów), czy mam w Panu istotnego czytelnika. W każdym razie pragnę Pana prosić o poparcie moich starań na gruncie paryskim. Niestety człowiek, który najwięcej mógłby mi pomóc, Caillois6, wyraził się ujemnie o Ferd. Było to do przewidzenia, gdyż jest to umysłowość biegunowo przeciwna mojej, a poza tym nie mogę wymagać, aby zapracowana i usztywniona rozmaitymi „koncepcjami” francuska wielkość udzieliła kredytu literaturze nieznanego Polaka mającej, na pierwszy rzut oka, wszelkie pozory blagi i bluffu. Niemniej jestem przekonany, że książka, która w ciągu dziesięciu lat — a tak odmienna od normalnej literatury zarówno pod względem swojej filozofii, jak i techniki — nie tylko się utrzymała, ale zyskuje coraz więcej szczerych entuzjastów, musi być z punktu widzenia wydawniczego korzystnym interesem. Wydanie hiszpańskie Ferd.poprzedziłem przedmową, w której w bezpretensjonalny sposób wyjaśniam moje założenia filozoficzne i psychologiczne, co nie tylko ułatwia czytanie, ale i chroni mnie od wielu niemądrych zarzutów, jakie robiono mi w Polsce (anarchizm, blaga, poza etc.); z drugiej strony jednak ta właśnie przedmowa nadaje książce sens bardziej określony.

Czy Pan uważa, że to byłoby do zrobienia? Myślę, iż należałoby ustalić, jakie wydawnictwa mogłyby się zainteresować publikacją Ferdydurke i znaleźć ludzi z nimi związanych, a władających hiszpańskim, którym mógłbym posłać stąd egzemplarze. Jeżeliby Pan mógł mi doradzić jakąś linię postępowania i ze swej strony łaskawie poprzeć moje usiłowania, to byłbym Panu niezmiernie zobowiązany. Obecnie tą sprawą zajmuje się literat, czy też tłumacz francuski Paul Verdevoye(11 ave. Junot, villa n. 10, Montmartre), któremu posłałem kilka egzemplarzy Ferdydurkei dramatu. Czy Pan znalazłby chwilę czasu, żeby z nim to wszystko omówić? Mój kuzyn powtórzył mi Pańską pesymistyczną ocenę obecnych możliwości na rynku wydawniczym, ale wydaje mi się, że Ferd. właśnie ze względu na swoją odrębność miałaby pewne szanse: niech mi Pan wierzy, że to skromne, ale przedsiębiorcze dziełko samo otworzy sobie drzwi, pod warunkiem że do właściwych drzwi i we właściwy sposób zostanie skierowane.

Proszę mi wierzyć, drogi Panie Józefie, że moja reakcja na Pańską Nieludzką ziemię nie jest dyktowana oportunistycznymi względami, ale jest bardzo szczera i istotna. Pomimo dzielących nas różnic wyczuwam w Panu bardzo ludzkiego człowieka i zdaję sobie doskonale sprawę z jakości duchowej, żeby tak się wyrazić, Pańskiej wypowiedzi. Myślę, iż tylko niewielu czytelników zdoła Pana zrozumieć pod tym względem tak jak ja. Liczę więc, że i u Pana znajdę zrozumienie. Łączę serdeczne pozdrowienia

Witold Gombrowicz

[adres nadawcy:]

Venezuela 615, dep. 5, B.[uenos] Aires

 

[Józef Czapski do Witolda Gombrowicza]9

9 VI ’49

Drogi Panie

Ucieszyłem się Pana listem i z krótkiego spotkania z p. Kotkowskim, który mi dał pierwsze informacje o Panu od dawna. Dobrze pamiętam Ferdydurke, której byłem entuzjastą, więc nie potrzebuje Pan mi tłumaczyć, co jest warta. Nie wiem jednak zupełnie, kogo Panu tu polecić. Nie znam nikogo, który by mówił po hiszpańsku. Wśród paru pisarzy mogących tutaj tę książkę ocenić. Jeżeli chodzi o wydawców, widziałbym jedynie Gallimard, ale czy tam jest jakiś specjalista hiszpański, nie mogę zupełnie powiedzieć. Jeżeli się o takim dowiem, to Panu napiszę. Ja sam z moją książką, która jest jedynie „świadectwem”, w znaczeniu literackim najbardziej czytelnym, rok chodziłem po wydawcach i wszyscy mi odmawiali, tłumacząc się stu przyczynami, przede wszystkim kryzysem książki, który jest ogromny. Nareszcie trafiłem na małego wydawcę, który zresztą najfatalniej mi tę książkę kolportuje10.

Bardzo serdecznie dłoń Pana ściskam i zawiadomię Pana, jeżelibym tu odkrył jakąś ścieżkę hiszpańską11.

Józef Czapski

[adres nadawcy]:

Józef Czapski, 174, rue de L’Université, Paris VII

 

[Józef i Maria Czapscy, Zofia i Kazimierz Romanowiczowie, Jerzy Stempowski]12

[8 V 1967]13

Monsieur W. Gombrowicz

36 Place du Grand Jardin

06 Vence (A‑M)

GRATULUJEMY:14

Jerzy Stempowski

Józef Czapski

Maria Czapska

Zofia Romanowicz

K.[azimierz] Romanowicz

[Witold Gombrowicz do Józefa Czapskiego]15

8 IV 1968

Drogi Panie Józefie,

żenuję się, iż nie pamiętam, czy po imieniu jesteśmy, proszę się nie gniewać, bo na starość staję się sklerotykiem (nic przyjemniejszego zresztą). Bardzo byłem zbudowany kawałkiem Pana dziennika (niezwykle interesującego) mnie i Kosmosowi poświęconego16. To zupełnie sprzeczne z moim podejściem (o czym Pan pewnie przekonał się z mojego ostatniego fragmentu w „Kulturze”17), ale to jest ujęcie możliwe, tudzież inteligentne i głębokie. Przychodzi mi do głowy, czyby Pan nie zechciał napisać o mnie coś w tym sensie do numeru „L’Herne”18, który jest w przygotowaniu pod redakcją Jeleńskiego19. Bardzo by to ten nr wzbogaciło. Jeśliby ta idea Panu przypadła do gustu, proszę niech Pan z łaski swojej do niego zatelefonuje — proszę pisać swobodnie, jak Pan wie, ja moich komplikacji seksualnych nie ukrywam. Bardzo bym się ucieszył, gdyby coś z tego wyniknęło. Wiele pozdrowień dla Państwa (jak jesteśmy z Panem po imieniu, proszę wprowadzić stosowne poprawki).

Witold Gombrowicz

Jeśliby to mogło być większe, tym lepiej!

 

[Józef Czapski do Witolda Gombrowicza]20

Maisons‑Laffitte 11 IV 1968

Drogi Panie Witoldzie,

List Pana, zupełnie dla mnie nieoczekiwany, uderzył mnie. Nie widzę, bym mógł o Panu pisać w „L’Herne”, pomijając już stronę czysto praktyczną: wystawa w Londynie w maju i związana z tym dzika harówka i ogłupienie. Jest powód zasadniczy: ciągle jeszcze nie dałem sobie, sobie i dla siebie, rady z Gombrowiczem. Są w Panu warstwy i podwarstwy, są rzeczy, których w Panu nienawidzę, jest poczucie, że Pan konsekwentnie niszczy to, co daje mi sens istnienia jedyny. Jako moralista głosi Pan wolność każdego odruchu (oby był indywidualny, własny, a jednocześnie głosi Pan naszą absolutną współzależność), więc niech żyją wszyscy mordercy i sadyści, każdy ma prawo do swego „kawałka mięsa w zupie” z trupa chłopca przez Pana ukatrupionego, BO NIE MOGĘ UWIERZYĆ, BY PAN BYŁ BRATEM J. J. ROUSSEAU21.

Nie mam narzędzia!, żeby z Panem dyskutować, nie tylko że nie jestem filozofem i nigdy poza dyletanckim skubaniem do tej dziedziny nie podszedłem, a chodzi mi w stosunku do Pana o sprawy najważniejsze, o których Pan wie. Jak podejść do mojego zarzutu zasadniczego, przekonania, że Pan na pewne sprawy jest umyślnie głuchy.

Scena w kościele (Pornografia22), niektóre wypowiedzi w Dzienniku robią, że Pan mi bywa nagle bardzo bliski, jakbyśmy sobie stawiali TE SAME problemy, ale to nie ma nic do czynienia z Gombrowiczem ekwilibrystą, pozerem, Dalím polskiej literatury, świetnym pisarzem i tarantulą.

Jeszcze ciągle Gombrowiczów dla mnie jest paru, ale wiem przecie, że to jest ten sam, jeden jest w piekle, zwyczajnym „katolickim” piekle i pracuje całe życie nad tym, żeby to piekło jakoś zorganizować, żeby było „i owszem” potable23.

Sam Pan starannie zamurowuje wszystkie otwory swojego własnego więzienia.

Simone Weil gdzieś pisze o „piekle”, które człowiek może wyczuwać jako swoje „niebo”24.

I co zostaje? Willa na Południu, światowe sukcesy — dziękuję!

I jeszcze jazgot wyznawców i jazgot wrogów: ci ostatni przestraszyli się (bo sławny) i zamilkli.

Nie umiem dotrzeć, sformułować zarzutów, które wyczuwam i poprzez które widzę w Panu wroga, przecież nie mojego, ale kogoś, który jest, cała reszta to przystawki i faramuszki.

Jestem zupełnie świadomy, jak to, co piszę, zda się Panu mętne jak teatr, podłożone pod te zwykłe klisze, które nie mniej niż Panu mi są nienawistne — i dlatego nie chciałbym pisać do „L’Herne” bez poczucia, że za to, co piszę, całkowicie odpowiadam.

Za list jeszcze raz dziękuję

Serdecznie dłoń ściskam

Józef Czapski

PS. Telefonowałem do Kota [Jeleńskiego], mówi, że mam jeszcze czas tu się namyśleć i napisać. A że już mi pewne myśli po głowie brykają, nie obiecuję Panu i się nie zarzekam.

PS. Pyta mnie Pan, czy jesteśmy na Ty czy na Pan. Jak mamy być na ty, kiedy jesteśmy w samym rdzeniu naszej démarche25 i naszej myśli wrogami?!

 

[Witold Gombrowicz do Józefa Czapskiego]26

17 IV ’68

Drogi Panie Józefie,

Bardzo byłoby szczęśliwie, gdyby Pan napisał do „L’Herne” — najszczerzej i najostrzej — to byłoby przynajmniej starcie dwóch światów, a nie jakieś tam wałkowanie. Bardzo się polecam i czułbym się zaszczycony.

Co do meritum, to jedno mnie dziwi: że Pan jak gdyby nie brał pod uwagę moich dialogów z Roux27, np. ostatniego, o Formie, gdzie przecież i o mojej moralności mowa28. Jeśliby to była „filozofia”, to przecież dość związana z życiem i z praktyką życia.

Nie piszę dłużej, bo dużo by gadać! Jakby Pan przypadkiem w te strony się wybrał, ciekawa byłaby rozmowa, mój telefon Vence 32-13-96 (na wszelki wypadek).

Nisko kłaniam się i pozdrawiam

WG.

[Józef Czapski do Witolda Gombrowicza]29

M. Laffitte 23 IV 1968

Drogi Panie Witoldzie,

Niepotrzebnie mnie Pan namawia, bo sam mam dużą pokusę napisania o Panu, tylko ja naprawdę nie mogę ręczyć:

1) Mam 72 lata (Pan pisze o sklerozie, a co ja!!!).

2) 14 maja wystawa w Londynie30, 56 płócien, miotanie się ponad moje starcze siły.

Takich numerków jeszcze mógłbym uzbierać więcej.

Serdecznie dłoń Pana ściskam

Józef Czapski

To Berl31 gdzieś napisał: „piszę nie na to, żeby powiedzieć — ale żeby wiedzieć”. Coś z tego jest u mnie, nie umiem domyślać bez pisania, więc moja pokusa pisania o Panu to chęć samemu sobie wyjaśnić i coś zrozumieć.

 

[Józef Czapski do Witolda Gombrowicza]32

18 I 1969

Kochany Panie Witoldzie,

Dopiero po wiadomości w „Figaro” o Pańskim ślubie33 dowiedziałem się, że Pan poza astmą, która Pana tak męczy, ciężko chorował na serce. Wczoraj dowiaduję się od Jerzego34, że jest Panu lepiej. Od tak dawna chcę do Pana pisać, wciąż odwlekając dla wtórnych powodów. Chcę Panu dziś tylko powiedzieć, [że] od naszej wymiany listów latem wróciłem do Gombrowicza — i sporo go odczytałem. I od tego czasu „gryzie mnie głos sumienia” i chcę Panu powiedzieć, że z mojej szczerej do Pana wrogości niewiele zostało, chyba nic! To, co Panu zarzucałem i zresztą zarzucam (ale inaczej) to przecie wszystko było, dotykało peryferii. Moje uprzedzenie pierwsze: Pańska u mnie wizyta35 na Filtrowej36, gdzie od początku do końca zdawało mi się, że Pan robi jakieś komedie i mnie chce nabrać, zaważyła na całym moim powierzchownym stosunku do Pana.

Inaczej chyba to rozumiem niż Pan, ale bo tu nie chodziło o tworzenie innej formy przez Pana — ale o istotę samą Pana, o Pana inną formę, która była nie do zniesienia dla mojej formy, którą Pan „zabijał”. Wiele lat później zrozumiałem, że Pana sztuczność, czy to co za sztuczność uważałem — było Pana prawdą, którą Pan uratował przed zagładą. Dziś (zresztą już od dawna) kiedy się spieram z Gombrowiczem, to już mi chodzi o co innego zupełnie niż o grymasy, prowokacje i na przykład znieważenie mojego Luwru37i niech Pan się nie śmieje, myślę o nim jak o człowieku bliskim i właściwie bardzo tragicznym. Ale to jest już duży i inny rozdział.

Chciałem Panu tylko tych parę słów napisać, bo miałem wielką potrzebę Panu powiedzieć, jak myślę o Panu serdecznie i jak bardzo mu życzę zdrowia i jeszcze woli życia woli pisania!

Józef Czapski

[adres nadawcy:] 91 Av. de Poissy, Maisons‑Laffitte

 

[Witold Gombrowicz i Izabela Neyman do Józefa Czapskiego]38

Vence, 22 I ’69

Drogi Panie Józefie,

Pani Iza Neyman39 łask.[awie] mi pomaga w napisaniu tego listu, bo jeszcze jestem w stanie nadwątlonym — ucieszył mnie list Pana, ale i zmartwił, bo wynika z tego, że do „L’Herne” Pan nie będzie pisał. — Czy jednak nie zgodziłby się Pan na zamieszczenie fragmentów z Pana listów (które są bardzo intensywne) wraz z innymi w dziale, który się będzie prawdopodobnie nazywał Gombrowicz vu… par…40

Jeśli Pan chce z podpisem, jeśli anonimowo, to też można. Ograniczam się do tej sprawy praktycznej, bo tamta duchowa wymagałaby dłuższej odpowiedzi, a ja jeszcze ledwie zipię. Chcę tylko powiedzieć, że bardzo dziękuję za ten list Pański.

WG

Łączę wyrazy poważania

Iza Neyman

 

[Józef Czapski do Witolda Gombrowicza]41

M. Laffitte 6 II 1969

Drogi Panie Witoldzie,

Moja starcza impotencja na tym między innymi polega, że piszę listy, których nie kończę i nie wysyłam, rozrastają się i zupełnie powikłane zdają mi się nie do czytania, idą do kosza. Teraz postanowiłem ten wysłać co i jak bym nie napisał.

Zaczynam od interesów.

1. Proponuje mi Pan umieszczenie któregoś z moich listów w „L’Herne”. Ależ ja nie wiem (poza z gruba treścią), co i jak napisałem!

2. Kiedy jest ostatnia data do przesłania tekstu do „L’Herne” i jaką drogą?

3. Może Pan wybierze któryś z listów i mnie go odeśle i z niego coś zrobię?

Ale dziś mam ochotę napisać do Pana „bezinteresownie”, do Pana tylko, żeby trochę wyjaśnić, dlaczego mi tak trudno coś napisać o Panu i jakie wątki chodzą mi po głowie, po pierwsze, ja bym mógł z równym przekonaniem na Pana naurągać, jak Pana uczcić, mój stosunek do Pana coraz bardziej jest nie tylko złożony, pełen sprzeczności, ale się coraz bardziej to przesuwa i zmienia. Odkrywam lekkomyślność, powierzchowność mego czytania w ogóle, poza paru, zaledwie paru autorami. Np. Pornografia znowu wzięta do ręki ubiegłego lata nie tylko podziałała na mnie silniej, ale inaczej. Przy tym przeszkody zewnętrzne i malarstwo moje od miesiąca leży, książka Wyrwane kartki42, obiecana Jerzemu Giedroyciowi, leży, siostra moja43! złamała nogę, skazana jest jeszcze na 2 miesiące leżenia, i to w razie braku komplikacji, jestem za kucharkę i pielęgniarkę przy niej, człowiek nie wie, ile dreptania koło najzwyklejszych usług, które zwykle kobiety przy nas robią!

Piszę z wielkim trudem, chyba coraz większym, chciałbym bardzo, by Pan przeczytał mojego Lechonia z majowej (1968) „Kultury”44. To był miesiąc „tortury” dla mnie (parę kartek!).

Dziś 2 wątki mnie kuszą:

1.Gombrowicz i sztuczność

Gombrowicz, jakim go widziałem w 33 (?)–35 (?) roku. Ileż lat później zrozumiałem, że ta „sztuczność” to było bardzo samotne docieranie do swej formy45, zrywanie pętli cudzych już w Panu umarłych czy prawie umarłych Form, że to było ratowanie siebie, swojej myśli, która się rodziła poprzez karykaturę, deformację drapieżną otoczenia. (To Norwid pisze, że jeżeli obudzisz człowieka, rzucając mu na twarz płatek róży, nawet wtedy będziesz… brutalny!). Każda nie tylko karykatura, ale ostra wizja osobista jest odczuwana jak karykatura i fałsz, wiem coś o tym jako malarz.

Pierwsze spotkanie z Panem u mnie na Filtrowej jakie 35 lat temu zaważyło na całym moim do Pana stosunku.

Wracałem po 7 latach Paryża, odkrywałem najmłodszą polską literaturę: Andrzejewski, Miciński, Rudnicki46 i Gombrowicz. Z pierwszymi trzema zaraz sympatia — więcej, przyjaźń. Liczyłem na podobne odruchowo przyjazne stosunki z Panem. Znałem chyba jeszcze tylko Pana świetne opowiadania fantastyczne47, to było przed Ferdydurke. Przyszedł Pan — i wydał mi się niemożliwie sztuczny, do tego un jeune vieux48, mówił mi, że sztuka wcale go nie interesuje, ale że chciałby Pan mieć 3000 złotych miesięcznie49 (la somme rondelette50 została mi w pamięci), żeby urządzać przyjęcia „five o’clocki”, jak to się wówczas w Warszawie mówiło. I w żaden sposób nie udało mi się z Pana wydobyć naturalnego dźwięku głosu. Robi grymasy? Chce mnie nabić w butelkę, robiąc z siebie un hobereau mondain51? Z tym typem nie mam żadnej ochoty więcej się spotykać.

Drugi wątek można by zacząć od naszego spotkania w „salonie literackim” Anieli Zagórskiej52 tłumaczki Conrada i przyjaciółki. Mebelki w kwiatki, ciasnota, za parawanem miednica i wiadro, Zaleski53 i Sieroszewski54, Savery55, konsul angielski z wybałuszonymi białymi oczami, francuski attaché ambasady arcykulturalny „francuzik iz Bordo56 z brzuszkiem, etc., etc.

Widzę Pana, siedzi Pan jakoś krzywo na kanapce w kwiatki jak u dentysty i z miną lodowatą:

„Niech Pan na nich popatrzy — mówi mi Pan — niech Pan sobie wyobrazi ich wszystkich nagich tu razem zebranych”.

I znowu odczułem wówczas to powiedzenie jak pozę na oryginalność, jak sztuczność, która wtedy dosłownie dyskwalifikowała mi człowieka, ale przecie to był już cały Gombrowicz z jego filozofią od ciała, z jego głodem młodości, niedojrzałości, Gombrowicz w jego prawdzie!

Napisał Pan, że już Pan widzi swoją formę u innych w listach i tekstach, zastanawia się Pan, czy będzie miał Pan jeszcze siły nową formę stworzyć.

I tu moja myśl, że już Pan może mówić o sobie w trzeciej osobie (jak de Gaulle!). Mit Gombrowicza, odbicie jego odbicia zjada Gombrowicza („biedny Gombrowicz, ile małp go oblazło” mówi mi właśnie siostra, czytając jakiś artykuł). Ja chciałbym widzieć dziś, teraz jego, Gombrowicza, nagim, bo może ten Gombrowicz z mitu to już skóra węża, którą wąż porzucił? Dziś Witold po miesiącach choroby, męczony astmą, już nie deptany przez głupców, ale uczczony, którego już żadne krewetki i szampany i nawet Noble nie cieszą. Witold devant le vide57, widzi inny „pejzaż”.

Bo Gombrowicz, ten z Pana tekstów, zdaje mi się człowiekiem, który jakby zamyka wszystkie lufciki, zatyka wszystkie szpary, z których mogłaby płynąć „aura letsza”58, Gombrowicz pozytywistyczny, niedopuszczający jakby możliwości innego wymiaru, Gombrowicz płaski, w piekle oderwany od przeżyć, które w ułamek sekundy mogą przemienić całe widzenie życia i dać nową wolę życia. Ale to już po jakiemuś na przeciwnym biegunie „ja, ja, ja” Gombrowiczowskiego. Tu już muszę przerwać, bo list znowu wyrzucę do kosza, ale Pan zrozumie, po jakich drogach i dnie [zmierza] moja myśl o Panu, którego między innymi rola w literaturze polskiej, jego wpływ na charakter literatury polskiej, zdaje mi się wbrew tysiącom Szubskim59, nieodwracalna60.

Bardzo serdeczny uścisk dłoni

Józef Czapski

[Witold Gombrowicz do Józefa Czapskiego]61

[luty]621969

Drogi Panie Józefie,

Moc czasu straciłem na szukanie Pana listów, które zapodziały się w czeluściach moich niezliczonych teczek. Ale oto są, proszę je przejrzeć i powiedzieć, czy zgodziłby się Pan na ogłoszenie wszystkich trzech w „L’Herne”. Ja myślę, że to nawet lepsze niż ewentualny artykuł, bo bardziej żywe. Wolałbym nic nie zmieniać. Są tam rzeczy b. ciekawe, np. że jedna wizyta moja u Pana zaważyła na całym Pana do mnie stosunku, albo definicja b. szczęśliwa mojej „prozy” jak muru obronnego, za którym wyrabiałem sobie formę. I to b. na gorąco pisana. W każdym razie byłbym wdzięczny za odesłanie tych cennych dla mnie listów. Mam nadzieję, że kłopoty Państwa już się ukończyły, ja jeszcze b. słabowicie kuśtykam i długich listów nie mogę pisać.

Wiele pozdrowień

WGombr

Jeśliby Pan zgodził się na publikację listów, proszę z łaski swojej je odesłać wprost Kotowi Jeleńskiemu.

 

[Józef Czapski do Witolda Gombrowicza]63

27 II ’69

Kochany Panie Witoldzie,

Listy, jak Pan sobie życzył, wysłałem wprost do Kota [Jeleńskiego]. Odczytałem je i zdaje mi się, że wymęczywszy się nie wiadomo ile, nie napisałbym lepiej, bo te listy „na gorąco” z gruba powiedziały to, co chciałbym powiedzieć.

Jeżeli chodzi o wykreślenie, to chyba skrót paru powtórek, a o dodanie — chciałbym dodać parę zdań o pierwszym z Panem u mnie spotkaniu, bo pisząc do Pana — i pisząc jak zwykle, bardzo niewyraźnie przepisałem mój list (który był o wiele dłuższy) i tam pisałem dość zabawnie o tym spotkaniu. W rezultacie cieszę się, jeżeli te moje listy w „L’Herne” się ukażą.

Bardzo serdeczny uścisk dłoni

Pana fotografia z żoną w „Figaro” (z dobrym wywiadem64— ta deska!65) świetna. Zaręczam Panu, że Pan był starszy, kiedy Pan odwiedził mnie na Filtrowej.

To Gide66 gdzieś napisał: „on perd ses rides avec l’âge67 i to nie jest prosty paradoks.

Józef Czapski

 

[Józef Czapski do Witolda Gombrowicza]68

sobota 1 III [1969]

Drogi Panie Witoldzie,

Słowo tylko:

Oddałem listy Kotowi z Pana ostatnim listem, włączywszy opis naszego pierwszego spotkania na Filtrowej.

Najserdeczniej

Józef Czapski

 

[Witold Gombrowicz do Józefa Czapskiego]69

5 III ’69

Drogi Panie Józefie,

Dziękuję za liścik i bardzo się cieszę, że listy Pana ukażą się w „L’Herne”. Radzę niewiele wykreślać, a raczej dodać — to spotkanie np. przed laty.

Niech Pan z łaski swojej wszystko Kotowi prześle, bo on redaktor. Wiele pozdrowień dla obojga Państwa i b. dziękuję.

WG.

JÓZEF CZAPSKI / WITOLD GOMBROWICZ

odczytał i oprac. Mikołaj Nowak‑Rogoziński

PRZYPISY

Maszynopis, jedna strona, odręcznie: podpis, data, adres nadawcy.

Gustaw Kotkowski (1911–1978), kuzyn Witolda Gombrowicza, współpracował nad przekładem Ferdydurke na hiszpański.

Józef Czapski, Na nieludzkiej ziemi, Paryż, Instytut Literacki, 1949.

Francuski przekład Ferdydurke ukazał się w 1958 (tłum. Roland Martin, przedmowa Konstanty A. Jeleński, Paryż, Julliard).

Witold Gombrowicz, El casamiento. Tłum. Witold Gombrowicz, Alejandro Rússovich. Wstęp Witold Gombrowicz. Buenos Aires, Ediciones E. A. M., 1948. Pierwsze polskie wydanie Ślubu (wraz z Trans‑Atlantykiem): Paryż, Instytut Literacki, 1953.

Roger Caillois (1913–1978), filozof i krytyk literacki, w tym czasie w wydawnictwie Gallimard prowadził serię „La Croix du Sud”, w której wydawał literaturę latynoamerykańską.

Witold Gombrowicz, Ferdydurke. Tłum. zbiorowe we współpracy z Witoldem Gombrowiczem pod kierunkiem Virgilia Piñera i Humberta Rodrigueza Tomeu. Buenos Aires, Argos, 1947.

Paul Verdevoye (1912–2001), tłumacz i znawca literatury hispanojęzycznej.

Maszynopis, jedna strona, odręcznie: podpis.

10 Józef Czapski, Terre inhumaine. Tłum. Maria Adela Bohomolec, przedmowa Daniel Halévy. Paryż, Les Iles d’Or, Editions Self, 1949.

11 W 1950 podczas Kongresu Wolności Kultury w Berlinie Czapski rekomendował Gombrowicza wpływowemu intelektualiście, redaktorowi i wydawcy François Bondy (1915–2003), zainteresował się on jednak Gombrowiczem dopiero pod wpływem Konstantego A. Jeleńskiego: „Kot Jeleński przeniósł się z Rzymu do Paryża i dołączył do redakcji «Preuves». To od niego dostałem hiszpańskie tłumaczenie Ferdydurke, które rzuciło mnie na kolana. Wcześniej Józef Czapski opowiadał mi, jaki fantastyczny jest Gombrowicz” (Polska to moje najlepsze wspomnienie z Paryża. Z François Bondym rozmawia Anna Bikont, „Gazeta Wyborcza” 1 X 1993).

12 Kartka pocztowa przedstawiająca pałac i fontannę w Maisons‑Laffitte. Rękopis, własnoręczne podpisy nadawców.

13 Data stempla pocztowego.

14 W maju 1967 Gombrowicz otrzymał międzynarodową nagrodę literacką Prix Formentor za Kosmos (wydanie francuskie: W. Gombrowicz, Cosmos. Tłum. Georges Sédir. Paryż, Denoël, 1966; wydanie polskie: Paryż, Instytut Literacki, 1965).

15 Rękopis, jedna strona.

16 Józef Czapski, Wyrwane strony 1965„Kultura” 1968 nr 4. Gombrowicz ma na myśli zapis z 2 VI 1965 (zob. Józef Czapski, Wyrwane strony, Warszawa, Zeszyty Literackie, 2010, s. 39 oraz s. 69 niniejszego numeru „ZL”).

17 W „Kulturze” 1968 nr 3 ukazał się fragment dziennika z 10 I 1968 oraz rozmowa z Dominique de Roux Dialog o formie.

18 „Cahiers de L’Herne” 1970 nr 14 poświęcony Gombrowiczowi pod redakcją Dominique de Roux i Konstantego A. Jeleńskiego.

19 Konstanty A. Jeleński (1922–1987), eseista, przyjaciel Czapskiego, propagator dzieł Witolda Gombrowicza. Ukazały się jego listy do Czapskiego (Konstanty A. Jeleński, Listy z Korsyki. Do Józefa Czapskiego. Oprac. Wojciech Karpiński. Warszawa, Zeszyty Literackie, 2003) oraz korespondencja z Gombrowiczem (w: Gombrowicz. Walka o sławę. T. II, Kraków, WL, 1998).

20Rękopis, trzy strony.

21Czapski nawiązuje do rozdźwięku między poglądami Jana Jakuba Rousseau (1712–1778) a jego życiem odbiegającym od głoszonych przez niego zasad moralnych i społecznych.

22Witold Gombrowicz, Pornografia, Paryż, Instytut Literacki, 1960. Czapski wspomina scenę z części 1 rozdz. 2.

23Znośne (fr.).

24Simone Weil (1909–1943), filozofka. Czapski wysoko ją cenił i wielokrotnie o niej pisał, pod jego wpływem zainteresował się nią Czesław Miłosz i ogłosił przekład Wyboru pism Simone Weil (Paryż, Instytut Literacki, 1958).

25Tu: sposobu postępowania (fr.).

26Rękopis, jedna strona.

27Dominique de Roux (1935–1977), pisarz i wydawca, ogłosił Rozmowy z Gombrowiczem, Paryż, Instytut Literacki, 1969.

28Zob. przypis nr 17.

29Rękopis, jedna strona.

30Chodzi o wystawę w Grabowski Gallery.

31Emmanuel Berl (1892–1976), francuski pisarz i dziennikarz.

32Rękopis, trzy strony.

33Gombrowicz ożenił się z Ritą Labrosse 28 XII 1968.

34Jerzy Giedroyc (1906–2000), redaktor paryskiej „Kultury”, wydawca Gombrowicza. Zob. Jerzy Giedroyc / Witold Gombrowicz, Listy 1950–1969. Oprac. Andrzej S. Kowalczyk, Warszawa, Czytelnik, 1993.

35Pracownia Czapskiego mieściła się przy ul. Filtrowej 83 m. 9 w Warszawie.

36Dopisek ręką Gombrowicza: „! 1932?”.

37Chodzi o zapis w Dzienniku Gombrowicza z 1963 roku, gdzie opisuje wizytę w Luwrze, który określa jako „jedno z najgłupszych miejsc świata”.

38Rękopis, jedna strona. List dyktowany Izabeli Neyman z odręcznym podpisem Witolda Gombrowicza.

39Izabela Neyman (1904–1992), aktorka, po wojnie mieszkała we Francji.

40Listy Czapskiego ukazały się jako osobna część pt. Gombrowicz en enfer [Gombrowicz w piekle].

41 Rękopis, siedem stron. W Archiwum Józefa Czapskiego zachowały się dwa przekreślone brudnopisy tego listu, ważniejsze wątki pominięte w liście przytaczamy w przypisach.

42 Mowa o Wyrwanych stronach Józefa Czapskiego publikowanych na łamach paryskiej „Kultury” a w l. 80. w „Res Publice” i „Zeszytach Literackich”. Po raz pierwszy ukazały się w tomie zbierającym te publikacje pod tytułem Dzienniki, wspomnienia, relacje (oprac. Joanna Pollakówna, Kraków, Oficyna Literacka, 1986), następnie pod właściwym tytułem Wyrwane strony(oprac. Joanna Pollakówna i Piotr Kłoczowski. Warszawa, Noir sur Blanc, 1993; wyd. II oparte na oryginałach tekstów, poszerzone i zmienione: Warszawa, Zeszyty Literackie, 2010).

43 Maria Czapska (1894–1981), autorka książki Europa w rodzinie (Paryż, Libella, 1970), znawczyni Mickiewicza. Mieszkała wraz z Józefem Czapskim w Maisons‑Laffitte.

44 Józef Czapski, Lechoń i jego dzienniki, „Kultura” 1968 nr 5.

45 W brudnopisie listu zachowanym w Archiwum Józefa Czapskiego ten wątek brzmi nieco inaczej: „docieraniem do formy, tzn. domyśli, dosiebie, że to była reakcja przeciwko pewnemu stylowi, który nie mógł być Pańskim stylem, który tak samo był zupełnie poza Panem — jak styl dworu w Pornografii, którego resztki musiał Pan może w samym sobie zabić. To dało mi wiele do myślenia o morderczych koniecznościach każdej nowej tworzącej się wizji, każdego nowego stosunku do otaczających człowieka istot. Ludzie jak Pan, jak Witkacy (też go omijałem z powodu jego «sztuczności») chyba musieli być tacy, jacy byli —żeby być, żeby nie utonąć w zupie łatwego i wrogiego «my»”.

46 Chodzi o pisarzy: Jerzego Andrzejewskiego (1909–1983), Bolesława Micińskiego (1911–1943) i Adolfa Rudnickiego (1912–1990).

47 Witold Gombrowicz, Pamiętnik z okresu dojrzewania, Warszawa, Rój, 1933.

48 Stary malutki (fr.).

49 Była to znaczna suma — w tym czasie pensja ministra wynosiła ok. 2000 zł a generała brygady ok. 1000 zł.

50 Okrągła suma (fr.).

51 Ziemianin światowiec (fr.).

52 Aniela Zagórska (1881–1943), krewna i tłumaczka Josepha Conrada. O jej warszawskim salonie literackim Czapski pisał w szkicu Kiedy prawdziwi Polacy powstaną, „Orzeł Biały” 1945 nr 38.

53 August Zaleski (1883–1972), dyplomata, minister spraw zagranicznych, prezydent RP na uchodźstwie.

54 Wacław Sieroszewski (1858–1945), pisarz, działacz niepodległościowy, w okresie wspomnianym przez Czapskiego senator RP.

55 Frank Savery, w l. 1919–39 angielski konsul generalny w Warszawie.

56 Zdanie ze sztuki Mądremu biada Aleksandra Gribojedowa.

57 Wobec pustki (fr.).

58 W brudnopisie listu w tym miejscu następuje akapit: „Czy Pan czyta po rosyjsku? Jest przeżycie innego wymiaru choć przez ćwierć ćwierci sekundy przeżyte, które Dostojewski nazwał: Соприкосновение таинственным мирам иным… если ослабевает или ниучтожается в тебе… тогда станеш к жизни равнодушен и возненавидиш ее”. Czapski przytacza cytat z Braci Karamazow Fiodora Dostojewskiego: „łączność z tajemniczymi innymi światami… jeśli słabnie lub ginie w tobie… to zobojętniejesz na życie i nawet znienawidzisz je”. Za pomoc w odczytaniu i ustaleniu źródła rosyjskiego cytatu dziękuję Piotrowi Mitznerowi.

59 Barbara Szubska ogłosiła dwa teksty przeciw Gombrowiczowi na łamach londyńskich „Wiadomości” (1968 nr 37): Atak i Kontr‑kontratak. W tym samym numerze „Wiadomości” znalazła się odpowiedź Gombrowicza. Przedruk całości w: Witold Gombrowicz, Publicystyka. Wywiady. Teksty różne 1963–1969, Kraków, WL, 1997.

60 W brudnopisie ponadto: „Brzozowski 6 miesięcy przed śmiercią pisał w dzienniku «Mój Boże, mój Boże, dlaczego nie mogę pracować, jakbym mógł, zmieniłbym charakter polskiej literatury i byłbym szczęśliwy». Myślę, że Pan zmienia i może zmieni charakter polskiej literatury, to jest rzecz ogromna”.

61 Rękopis, jedna strona. Na liście ręką Czapskiego: „W moim tekście tylko ustępy w czerwonej obwódce — dodam, reszta to listy przez Gombrowicza odesłane”.

62 W wersji opublikowanej w „L’Herne” (dz. cyt.) błędnie podano marzec.

63 Rękopis, dwie strony.

64 Wywiad Claude’a Jannoud Gombrowicz, l’homme du „moi”, „Figaro Littéraire” 24 II–2 III 1969; w tłum. Ireneusza Kani pt. Gombrowicz, piewca „ja” w: Witold Gombrowicz, Publicystyka. Wywiady. Teksty różne 1963–1969, dz. cyt.

65 W wywiadzie z Claude’em Jannoud (dz. cyt.) Gombrowicz mówi: „Współczesna myśl, od Hegla aż po Husserla, Nietzschego, naukę et cetera, stała sięniewrażliwa. Jest, co nader wygodne, mózgowa. Nie odczuwa strachu. To również błąd artystów, którzy pozwolili zdominować się przez sztukę. Spacerować po desce położonej na ziemi jest czymś bardzo łatwym. Niech pan jednak tylko umieści tę samą deskę na wysokości szóstego piętra, a zacznie się pan trząść na jej widok. To było przedtem takie łatwe, a teraz… Otóż właśnie: pojawiło się cierpienie. Bardzo łatwo, a nawet przyjemnie jest organizować losy ludzi i całej ludzkości wedle własnych upodobań i osobistych przeświadczeń, gdy zapominamy, że operujemy na żywej tkance. Całe sedno jest w tym: operujemy na żywej tkance”.

66 André Gide (1869–1951), pisarz, laureat Literackiej Nagrody Nobla, znał się z Józefem Czapskim.

67 Traci się zmarszczki z wiekiem (fr.).

68 Rękopis, jedna strona.

69 Rękopis, jedna strona.