JERZY KRONHOLD „Wiersze”

(„Zeszyty Literackie” nr 132)

Pora storczyków

Pora storczyków chodzenia nad jezioro Ton

do zatopionej marglowni na wędkowanie

i nad jezioro Mond w którym księżyc rozbrzmiewa z

adorującym go dworem płazów tam w pobliżu w nieczynnym

wyrobisku całowałem cię rozbierałem

a ty podarowałaś mi nazwy: podkolan biały

kruszczyk rdzawoczerwony i wyblin jednolistny

 

 

Wykąpałem się w twoim grobie

Wykąpałem się w twoim grobie

i jestem czystszy

jeszcze się potrafię sam zanieść

jak liść morwy daleko za płot

jeszcze jestem kimś kto się

zaciągnął na obłok

kto zdejmuje szyld

z domu

 

Puzzle

Próbuję to ułożyć wiele lat po Szoah

cudem odnaleziony pradziadek Gedalia

nie wiem kiedy się urodził nie wiem co robił

i nie mam pojęcia jak wyglądał

począł córkę Ludwikę moją babcię

(fakt którego się trzymam)

jej fotografie zostały zniszczone

w czasie wojny w Warszawie

żeby nie odkrył ich jakiś szmalcownik

jej dzieci pięć uciążliwych bab (mężczyźni wojowali)

musiały się bać

złego wyglądu a moja mama

typ w każdym calu subnordyczny

nie puściła farby

zawsze dzielna ani mrugnęła

gdy zapytałem czy ojciec był obrzezany

ile musiałaś mamo znieść upokorzeń w rodzinnym domu

piekarza endeka wbrew wszystkim

pokochałaś młodego Żyda w maciejówce

z orzełkiem i uciekłaś z nim do Lublina

a potem dalej na wschód

na koniec świata

 

 

Wysoki protektorat

Przyjdź Duchu Święty śpiewała

siostra Jadwiga

gdy braliśmy ślub

w klasztornej kaplicy Elżbietanek

jej głos owijał się wokół złotego ołtarza

pierścieniem spadając z góry

obmywał nas z kurzu

aż zajaśnieliśmy jak fasada Notre Dame

twoja marszczona suknia jednorazowego

użytku z wyszytymi złotą nicią kwiatami

z secesyjnego zielnika dzieło znanej artystki

nie miała się komu spodobać tak mało

zjechało gości trwał stan wojenny

mieszkaliśmy kątem świat

należał do krasnali w niebieskich mundurach

z Brukseli ktoś przysłał wałówkę

polędwicę w puszce kawę i rodzynki

a przecież

nie głodowaliśmy jak kościotrupy w Erytrei

w proszku do prania przemycały się bibułkowe

egzemplarze paryskiej Kultury kichaliśmy czytając

miałaś krótkie włosy

i wyglądałaś jak święta dziewica z Orleanu

w niemym filmie Dreyera twoja czystość mnie onieśmielała

podglądałem cię w łazience gdy szorowałaś plecy

szczotką na kiju i piersi różową gąbką

obraz jak z Bonnarda

twoim kwiatem był irys i dlatego

przezwałem cię irysową dziewczyną

tyle dni spędziliśmy ze sobą tyle nocy

na Krecie i na wyspie róż Femahrn

w Kazimierzu i w Konstancji nad Jeziorem Bodeńskim

podziwialiśmy malarstwo Purmana rzeźby Oerlinghausena

lecieliśmy awionetką nad Alpami

i wiosłowaliśmy kajakiem

zjedliśmy tysiące ogórków i jeszcze więcej jabłek

zużyliśmy wagon cukru

a Duch święty unosił się nad nami

 

 

Ulotność

To był dzień do zanurzenia się w rzece

tak upalny

szukaliśmy chłodu w parku i grobowca Sybilli

ale chyba coś poplątałem byłaś w żółtej

sukience jak latolistek cytrynek

i żałowałem że nie mam ze sobą siatki

żeby cię złowić na dłużej

piliśmy wodę mineralną przed

i po obiedzie

siedzieliśmy na ławce

przy ruinie pałacu

i ja otworzyłem tomik Czycza który

tu się urodził i przeczytałem okropnego

Szczura i nagle było późno

zaczęliśmy wracać

i wtedy słodka gorycz

na podniebieniu

musnęła nas maciejka

z pokorą istoty

która wie czym jest ulotność

najlepiej

JERZY KRONHOLD