JAKUB ZIGURAS „Sonety Rzymskie”

Wszytko się w nim zmieniło, sam trwa prócz odmiany
Tyber, z piaskiem do morza co bieży zmieszany.
Patrz, co Fortuna broi: to się popsowało,
Co było nieruchome; trwa, co się ruchało.
              Mikołaj Sęp Szarzyński, Epitafium Rzymowi

 

 

I.

Wyspa na Tybrze — skłębione kasztany,

W których, splecionych jak jelenie rogi,

Wiszą błyskotki, sieci, flag łachmany,

Obłaskawiając dawne pogan bogi.

 

Pienista szarża nogi sobie łamie —

Ta nieskończona szarych jeźdźców świta,

Gwardia cesarza śmieci, co strzaskane

Włócznie z bambusu w bezład toni ciska.

 

Tumult marmury w lekki osad kruszy,

W atomy — osad i w nicość — atomy;

Lecz nurt wciąż toczy splamione kartusze,

 

Cudne rozety rzeźbi i rozplata.

Apollo chwyta wąski lok laurowy,

A gwiazda Piołun, sycząc, w mętność spada.

 

IV Giacometti w Villi Borghese

Pienistej Grecji pełnoustym bóstwom —

Bożek pijaństwa z lokami w rumorach

Życia — na przekór stoi, wygłodzona,

Tamta figura-piorunochron, w którą

 

Biją dwa gromy; bezradne ramiona

Wiszą, czekając na wybór: Links oder

Rechts. Tylko pasma pajęczyny wiotkie

Na głowie; szorstki głos, wieża rozgłośna,

Dzwon niezgodliwy. Zgaszona zapałka,

Którą spalono świat, pod rożek strony

Podkłada ogień. Popioły Hadesu

 

Niańczą języki czarcie — tylko one

Umieją wyrzec imię tego śmiałka:

Warty, co strzeże żelaznego wieku.

 

V. „Święty Hieronim piszący”, Caravaggio

Na brzegu stołu czaszka balansuje,

A wskazująca opuszka świętego

— Tak powstrzymując rozpad szwów tej kuli —

Legła na brzytwie: ostrym Biblii brzegu.

 

Ciało ma suche, szczupłe, w fałdach mięsnych,

Których cień kwitnie cielesnym upałem,

A dźwignia łokcia trzyma gestem pewnym

Zrównane dumy i porażki szale.

 

Kostna kopuła oświetlona, jasna.

Czoło zorane jak uprawna ziemia,

W nim czerwie śmierci — nurt ukryty tańczy —

 

Naprzeciw Pisma zwierciadlanej tarczy.

Przed słowem Boga — to ciało z kamienia.

Nie widzi czaszki — lecz czuje, jak wzrasta.

 

VIII. Bazylika Santa Maria Maggiore

W kaplicy Marii rzednący i szary

Tłum otrzymuje chleb i winogrona

(Grupka staruszek w woalkach, zgarbiona),

Lecz większość stoi tu żeby się gapić.

Baldachim ze złotymi „puttinami”

(Ten barokowy chór anielski warto

Nazwać), organy grzmią pieśni wichrami,

Fale złota ciskają zatłoczoną arką.

 

Stoję za bramą; nagle pochylony

Ksiądz — myszowaty jak biegły sądowy

Unosi hostię, nieskończenie małe

Zero, widoczne przez wonnych mgieł welon.

Popioły w urnach nucących goreją,

Zapamiętując niespamiętywalne.

 

X. „Nawrócenie w drodze do Damaszku”, Caravaggio

Kosztuje euro oświecenie Szawła —

Trwająca parę minut epifania,

Chwała, co nowe pod starym odsłania:

W zelocie w zbroi — pokornego Pawła.

 

W cieniach dostrzegasz tylko rozpostarte

Ramiona, krztynę końskiego kopyta

(Bestia o dowód mocniejszy nie pyta)

Stropione twarze; przy krawędzi (prawej)

— Tu przypomina się Nietzsche w Turynie —

Dłoń trzymająca zwierzę przepłoszone

(Co, choć nie ciąży na nim grzechu szczęście,

Tchórzy, gdy w dole piorun w duszę bije,

Przed śmiercią niczym przed strasznym porodem)

Zmienia się w ciemność i ryczącą ziemię.

 

JAKUB ZIGURAS

tłum. Jacek Dehnel