EWA BIEŃKOWSKA, Ostatni dzień Judasza

Amos Oz, „Judasz”. Tłum. Leszek Kwiatkowski. Poznań, Rebis, 2015.

Od razu dowiadujemy się o miejscu i czasie akcji: Jerozolima — przełom lat 1959 i 1960. Deszczowa i wietrzna zima. Bohaterowie o zmroku przemierzają miasto, mijają dzielnice tak niepodobne do siebie, jakby to były inne kraje, dochodzą do zwojów drutu kolczastego, który odgradza od ziemi nieprzyjaciela, napotykają żołnierzy na posterunkach, wygłodniałe koty. Kiedy indziej tkwimy w półmroku domu na skraju miasta, z zamkniętymi okiennicami, osłoniętym szpalerem cyprysów, skąd można zobaczyć linię gór. Trwa przerwa między jedną wojną a drugą. Miasto, poznaczone śladami oblężenia sprzed jedenastu laty, oddycha, chociaż słychać pojedyncze strzały. Jerozolima może się wydawać normalnym miastem, w miarę zamożnym, z uniwersytetem, kinami, archiwami państwowymi. Wiemy, że jest cały czas pod bronią i że po obu stronach granicy panują strach i stężona nienawiść. Ale można nauczyć się żyć w strachu i w zagrożeniu.

Historia zaczyna się jak w staroświeckich książkach. Student Szmuel Asz przeżywa kryzys intelektualny i uczuciowy, przerywa pracę dyplomową, opuszcza wynajmowany pokój i rozgląda się za łatwym zarobkiem. Na studenckiej tablicy ogłoszeń trafia na propozycję dotrzymywania towarzystwa przez kilka godzin dziennie starszemu panu, w zamian za mieszkanie na poddaszu i nieduże wynagrodzenie. Obok starszego pana, kaleki, o wielkiej erudycji i równie dużej potrzebie mówienia, student spotka jego synową, wdowę po żołnierzu — poza tym dom stoi pusty i są drzwi do pokojów, których się nigdy nie otwiera. Tak tworzy się trójkąt żywych: stary uczony, piękna, dojrzała kobieta, dwudziestoczteroletni młodzik niewiedzący, co począć z życiem. Ale żywi są uzupełnieni umarłymi, są z nimi w codziennym związku: syn starego mężczyzny zabity w wojnie 1948 roku i ojciec kobiety, zmarły jako zdrajca, bo był przeciwny planom założenia państwa żydowskiego. Szmuel Asz — skądinąd trockista, tęskniący do socjalistycznego humanizmu, i czytelnik Biblii — zostanie wprowadzony w nowe problemy i uczucia, chociaż opuszczając dom, który wśród sąsiadów ma opinię przynoszącego nieszczęście, nie będzie pokrzepiony, nie nauczy się niczego konkretnego i nie uzbroi się przeciw życiu.

Jedną z wielu zalet powieści Oza jest skupienie na tym, co ważne. Ścieżka opowieści posuwa się prostym ściegiem od zawiązania się akcji do jej zawieszonego w pustce końca. Równocześnie świat, w którym przebywamy, jest gęsty. Przede wszystkim miasto, gdzie w większości mieszkań zobaczymy na ścianach reprodukcje van Gogha, a na stole egzemplarz Doktora Żiwago (świadectwo, że bohaterowie wywodzą się głównie z Europy Środkowej). Fasady są poznaczone śladami pocisków, pozory normalności przekreślane przez stan dławiącego zawieszenia. Podwórko domu, gdzie żyje stary człowiek z synową, to zapuszczony kawałek gruntu, rosną na nim pokurczony figowiec i stary szczep winorośli. Jest też kamienna studnia, której się nie używa, odkąd Brytyjczycy wprowadzili wodociągi, lecz która pozwoliła przetrwać wojnę, gdy nieprzyjaciel zniszczył ujęcia wody; tak jak pozwoliła żyć mieszkańcom miasta przed wiekami. W domu na uboczu poznajemy postacie wyraziście nakreślone, uderzające jako sylwetki psychiczne, skupiające najważniejsze problemy miejsca i czasu, w którym żyją. Szmuel Asz zakochuje się w dwukrotnie starszej Atalii i przywiązuje do starego Walda, naznaczonego żałobą po synu.

W powieści przeplatają się trzy wątki: Szmuel, choć zrezygnował z dysertacji, nadal czyta i rozmyśla „o stosunku Żydów do Jezusa na przestrzeni wieków”. Interesuje go osoba Judasza. Czytając Nowy Testament, doszedł do wniosku, że Judasz został potraktowany niesprawiedliwie, a historia jego zdrady wydaje się całkowicie absurdalna. Według niego mężczyzna z Kariotu był najwierniejszym uczniem Mistrza, najgłębiej go rozumiał. To on namówił Jezusa do wydania się w ręce władzy, przekonany, że wtedy dopiero zabłyśnie wielkością Syna Człowieczego, gdy uwolni się sam z krzyża na oczach Żydów i Rzymian. Jest więc pierwszym i prawdziwym chrześcijaninem, zanim zdumienie, że cud się nie spełnia, popchnie go do samobójstwa. Młody człowiek zerwał ze swoim profesorem, ale nie ze swoim tematem. Jak potoczyłaby się historia, gdyby Żydzi uznali Jezusa za swego? Czy wygnanie i tułaczka, przepędzanie z kraju do kraju stałoby się losem narodu wybranego? Czy antysemityzm byłby niemożliwy? Czy nauki Mistrza ogarnęłyby stopniowo świat i okiełznały okrucieństwo ludzi? I jak się stało, że wokół osoby dobrego rabbi zrodziły się najbardziej mordercze konflikty?

Drugi wątek to wyłaniające się z rozmów z Waldem i Atalią inne spojrzenie na kraj, w którym się urodził (jego dziadek przyjechał z Łotwy). To zachwianie tych oczywistości, których nie tylko nie poddaje się krytyce, lecz o których się nawet nie myśli. Dramat, w który Szmuel zostaje wmieszany, dramat toczący się do dziś bez szans na jego rozwiązanie, rozpoczął się w 1948 roku od decyzji utworzenia państwa żydowskiego. Dowiadujemy się, że ojciec Atalii, który również mieszkał w opuszczonym domu, był przeciwnikiem Ben Guriona. Uważał, że założenie państwa uruchomi niekończący się proces konfrontacji, wykopie między Żydami i Arabami przepaść nienawiści; że należało pomyśleć o wspólnocie dwóch ludów bez aparatu państwowego, który dzieli i odrzuca; że celem powinna być społeczność żyjąca w pokoju, w której dzieci żydowskie i arabskie będą się uczyły obu języków. Abrabanel (w tym nazwisku Szmuel dostrzega ród żyjący w Palestynie od dziewięciu pokoleń) był jedną z głównych postaci syjonizmu, towarzyszem Ben Guriona, znanym z proarabskich sympatii. Jego program miał w sobie coś „jezusowego”: pracować wśród ludności arabskiej, wykorzenić strach przed nowymi mieszkańcami Palestyny, nauczyć się współżycia. Wszystko, tylko nie państwo narodowe, ten bezduszny potwór stworzony do miażdżenia i którego zwykłym trybem działania pozostaje wojna. Państwa, przeszkoda w rozwoju ludzkości, są przeznaczone do zniknięcia — a Żydzi właśnie chcą powołać własne! Zresztą państwo żydowskie to sprzeczność sama w sobie.

Decyzję Ben Guriona skwitował Abrabanel zasadniczym listem, po którym został zmuszony do dymisji. Od tego momentu był zdrajcą, może nawet przekupionym, a jak dowiaduje się były student, list zniknął z archiwum ruchu syjonistycznego. Wkrótce wybucha przewidywalna i przewidziana wojna, na którą zaciąga się i w której ginie mąż jego córki, ofiara — jego zdaniem — własnego fanatyzmu. Sprawdza się to, co odgadywał: po obu stronach nienawiść podniesiona zostaje do rangi systemu. Ostatnie lata spędzi w milczeniu jak człowiek nieżywy, niszcząc dzień po dniu nagromadzone przez lata dokumenty. Jego sprawa jest do tego stopnia przegrana, że trudno nawet powiedzieć, że pozostaje żywa w pamięci córki i starego Walda: zakazują sobie wspomnień. Stary człowiek, rozumiejąc intencje zmarłego przyjaciela, nie wątpi, że jego pomysł był utopijny; zło się już stało, nawet nie warto pytać kiedy, i jest nie do cofnięcia. W tych warunkach decyzja Ben Guriona, który nie łudził się co do tego, że skazuje swój naród na serię morderczych konfliktów, była jedyną możliwą. Wald przyznaje: to być może największy mąż stanu wszystkich czasów. Córka Abrabanela nie może występować jako strażniczka idei ojca. Jej pesymizm rozciąga się na wszystko, Żydów, Arabów, państwo, które wysłało na śmierć jej męża. Ideologie to wynalazek mężczyzn, stworzony do niszczenia życia. Były student gubi po drodze trockistowskie poglądy, ale zachowuje młodzieńcze nieuporządkowanie, skłonność do życia na marginesie, gdzie pragnie wypróbować swoją niezależność. Jedno go różni od równolatków z Ameryki i Europy lat sześćdziesiątych — w Izraelu trudno zachować niezależność, stanąć z boku.

Trzeci wątek to nić miłosna, spełnienia i niespełnienia. Jak zgłodniały student, z którym wcześniej zerwała dziewczyna, może się nie zakochać w Atalii, której niedostępność i prowokacyjny czar są wszechobecne w powieści? Jak dojrzała kobieta, strzegąca swej niezawisłości, może się zgodzić na związek z zagubionym młodzikiem o oczach często napływających łzami? Podobnie jak inni młodzieńcy wcześniej zatrudnieni do tego samego zajęcia, Szmuel jest ostrzeżony: zostanie krótko, kilka miesięcy, i odejdzie. To znaczy sytuacja dojrzeje do odejścia, nawet gdyby się opierał, bo nie podobna wytrzymać dłużej w domu przeszłości i nieszczęścia. Mimo sympatii dla starego człowieka i urzeczenia Atalią i pomimo przyjaźni, jaką oboje go darzą. Prowadzone przez nich dyskusje, ich spojrzenie na kraj, gdzie żyją, będzie bagażem, który wyniesie razem ze swoją podniszczoną walizką, gdy będzie odchodził. Ale to go nigdzie nie poprowadzi. Najwyżej doda jeszcze jeden cień do dręczących spraw, które będą go nękały.

W rozmowach o Izraelu Wald i jego synowa nie tyle przeczuwają katastrofę, ile już nią żyją — nad krajem wisi przekleństwo, jak wisi nad narodem żydowskim; weszło z nim w czas, który liczymy jako nową erę. Co do Judasza, Wald wymienia tych, których traktowano jak zdrajców: od proroka Jeremiasza, przez Lincolna i de Gaulle’a, do Abrabanela i dziadka naszego Szmuela Asza, którego partyzanci żydowscy zabili, ponieważ nosił mundur brytyjski, nieświadomi, że zbierał informacje dla syjonistów. A sprawa Jezusa i Judasza, tak jak widzą ją Żydzi? Amos Oz pomiędzy rozdziałami swej powieści umieszcza historię ostatniego dnia Judasza w Jerozolimie, dnia, kiedy „zostały zabite dobroć i litość”. Czy to sugestia, że wobec wielkiej niewiadomej, jaką są wydarzenia na Golgocie, dla historyków i egzegetów pozostaje tylko literatura? Dziedzina empatii i refleksji pracującej w konkrecie ludzkim i historycznym? Jerozolima sprzed dwu tysięcy lat, Jerozolima w 1960 roku, Jerozolima dzisiaj to ten sam punkt na mapie, miejsce, które dla milionów ludzi pozostaje takie samo. Jego tragiczny balast należy do istoty Jerozolimy.

Szmuel wraca do pomysłu, który miał, zanim zauważył ogłoszenie Atalii. Pojedzie do miasta powstającego na pustyni Negew i będzie strażnikiem na budowie. Przewaga przyszłości nad próżnym roztrząsaniem nieodwracalnych faktów? Ostatnia strona powieści ukazuje pustkowie, zabudowane pospiesznie blokami dla nowych osiedleńców, obraz opuszczenia i braku nadziei. Dla bohatera rozpoczyna się kolejna faza życia, ale już bez wiary, którą wnosili pierwsi syjoniści zmieniający pustynię w ogrody. Decyzja byłego studenta wydaje się kolejną ucieczką od wydarzeń na Golgocie. Stawiając na niewiadome, niewiele oczekuje od przyszłości. Ale zamierza czas wolny od fizycznej pracy poświęcić refleksji, pisaniu. Ziemia, na której żyje, jest wyjątkowo bogata w materię do myślenia.

EWA BIEŃKOWSKA