CLAUDIO MAGRIS, Ryzyko cytowania

Bałkany, powiedział Churchill, produkują więcej historii, niż są w stanie pochłonąć. Mógłby to być dobry początek jakiegoś artykułu. Niewiele rzeczy na równi z cytatem pomaga rozpocząć pisanie, a w każdym razie wzmocnić wymowę naszych słów. Cytat jest rodzajem klucza wiolinowego, nadaje ton wywodowi i przydaje autorytetu słowu pisanemu oraz głoszonym poglądom. Stanowi w dodatku syntezę, która upraszcza i wyraża jasno idee wyłożone w tekście. Jest z nim również związane pewne ryzyko, gdyż przywołuje się go bez skontrolowania jego wiarygodności, pobrzmiewa bowiem w naszej głowie i pamięci na tyle znajomo, że zwalnia nas z obowiązku sprawdzenia, czy jest dokładny; nikt przecież nie czyta na nowo Juliusza Cezara, by się przekonać, czy rzeczywiście powiedział „veni, vidi, vici”. Prasa, a w jeszcze większym stopniu publiczne dyskusje, wraz z wymaganym pośpiechem w wyrażaniu opinii, wzmacniają jeszcze bardziej skłonność do uciekania się do wyrazistego cytatu. W trakcie dyskusji nie sposób przecież zajrzeć do encyklopedii. Pod tym względem cytat jest przeciwieństwem plagiatu: cytuje się, nie przepisując czasami dosłownie, podczas gdy w wypadku plagiatu przepisuje się, nie podając autora skradzionego tekstu i, co więcej, pretendując do ojcostwa tego ostatniego.

Cytat ulega jednak mimowolnemu zafałszowaniu. Autorstwo wielu najsłynniejszych zdań jest uważane za oczywiste, lecz przekonanie to często mija się z prawdą. Wolter nie powiedział nigdy: „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił twojego prawa do ich głoszenia”. Zdanie to oddaje z pewnością wiernie myśl Woltera, lecz wypowiedziała je, a raczej napisała, Evelyn Beatrice Hall, brytyjska pisarka i autorka biografii filozofa z 1906 roku zatytułowanejThe Friends of Voltaire(Przyjaciele Woltera). To nie Goebbels powiedział: „Kiedy słyszę słowo «kultura», odbezpieczam mojego browninga”, lecz Hanns Johst, nazistowski dramaturg. Maria Antonina nie powiedziała: „Skoro nie mają chleba, niech jedzą ciastka”. Zdanie to jest z pewnością wcześniejsze, gdyż znane już było w czasach Jana Jakuba Rousseau, kiedy austriacka arcyksiężna jeszcze się nie urodziła. Anegdota, skąd pochodzi owo zdanie, znajduje się w VI księdze Wyznań, opublikowanych zresztą pośmiertnie. Machiavelli nie powiedział nigdy jednoznacznie: „Cel uświęca środki”, słowa te odzwierciedlają z pewnością jego myśl, nigdy wszakże nie zostały przez niego wymówione.

Przykłady można by mnożyć. Wylicza je, wypominając mi zresztą pewne przeinaczenia w tej materii, Adriano Ausilio, zawzięcie polujący na wszelkie błędy i bezlitosny przede wszystkim w stosunku do niedokładnych atrybucji słynnych zdań. Prawnik z zawodu, Ausilio jest zamiłowanym czytelnikiem i badaczem filozofii, szczególnie myśli Augusta del Noce, genialnego filozofa katolickiego, z którym miałem szczęście się przyjaźnić, wielkiego krytyka ateizmu i społeczeństwa dobrobytu, nieubłaganego — a przecież zafascynowanego nim — przeciwnika marksizmu. Skąd się wziął, pytam go, taki upór w polowaniu na tego właśnie rodzaju błędy? „Ponieważ — odpowiada — wraz z pojawieniem się internetu i mediów społecznościowych rozpowszechniła się nowa tendencja. Niekontrolowany użytek czyniony z cytatów. Bierze się za dobrą monetę słowa i zdania tylko dlatego, że się je gdzieś przeczytało lub usłyszało, i nie troszczy się już o sprawdzenie, czy pochodzą z miarodajnego źródła. Sieć jest pełna wyborów historycznych i literackich cytatów. Tam właśnie gnieździ się błąd, gdyż cytaty nie pochodzą już z bezpośredniej znajomości tekstów, lecz ze skompilowanych zbiorów, niezbyt wiarygodnych. Już Hegel zresztą powiadał, że nie znamy tego, co znajome, właśnie dlatego, że jest znajome. Zdarzyło się panu popełnić tego rodzaju błąd?”. Nie pamiętam, odpowiadam, powiedziałbym raczej, że nie, ale popełniłem inne, na szczęście drobne, chociaż prawdziwe błędy, gdy zacytowałem wiersz Shelleya, przypisując go Tennysonowi, albo kiedy pomyliłem, najpewniej z powodu pisowni, nazwę jednego rosyjskiego miasteczka z innym, będącym skądinąd sceną ważnych wydarzeń historycznych.

Inteligentny, wielkoduszny i miły Ausilio, za sprawą swojego sposobu bycia i mówienia, może zarazić własną pasją rozmówcę i skierować go niczym psa myśliwskiego na trop błędów i niedokładności. Czy nie grozi nam, pytam, mania dokładności, upodobanie do przyłapywania wszystkich na błędzie, choćby był minimalny? Również prawda może się stać źródłem fanatyzmu, popaść w formalizm, który traci z pola widzenia istotę rzeczy, skoro te błędne cytaty nie fałszują myśli autora, przeciwnie, przywołują to, co w niej najważniejsze? (Wolter był wzorem tolerancji, pistolet Johsta w dłoni Goebbelsa oddaje dobrze stosunek nazistów do kultury). Jest też ciężar, autorytet historii, która wieki temu utożsamiła trwale słynne zdanie nie z tym, co trzeba, autorem. Oczywiście, gdyby chodziło o błąd, który fałszuje wymowę dzieła lub autora, na przykład fałszywy cytat z Ewangelii wkładający w usta Chrystusa pochwałę zła, trzeba by taki cytat zdemaskować nawet po tysiącach lat, co nie jest natomiast konieczne, jeśli błąd nie wypacza istoty wypowiedzi. Ciężar historii jest tak wielki, że upieramy się przypisywać dane zdanie komuś, kto nigdy go nie wygłosił, nawet jeśli rzekomy autor sam przeciwko temu protestował: słynna formuła „pesymizm inteligencji, optymizm woli”, nie jest autorstwa Gramsciego, jak wszyscy powtarzamy, lecz Romain Rollanda i sam Gramsci nie pozostawił co do tego żadnej wątpliwości. Ale zdanie poszło w świat jako formuła Gramsciego i wszyscy ją powtarzają, nawet ci, co wiedzą — dzięki Gramsciemu — że jej twórcą jest Rolland.

„Zgadzam się z panem — odpowiada Ausilio — że należy unikać wszelkiej przesady. Jeśli na przykład, przy grze w karty, ktoś powie «ważne jest, by grać, nie zaś, by wygrywać», chce bowiem pocieszyć przegrywających, nie wydaje mi się stosowne pytać go, kto jest autorem tego powiedzenia, a następnie je korygować. Zainterweniowałbym jednak w wypadku instrumentalnego potraktowania cytatu. Któż nie pamięta słynnego zdania: «A jednak się kręci», przypisywanego Galileuszowi, który chciał w ten sposób, jak nam mówiono, odpowiedzieć inkwizytorom na potępienie z ich strony jego naukowych odkryć? Otóż, jak już powszechnie wiadomo, zdania tego nie wypowiedział nigdy Galileusz, lecz wymyślił je włoski pisarz Giuseppe Baretti w 1757 roku, zamierzając powołać do życia obraz Kościoła obskuranckiego, niezdolnego otworzyć się na nowe zdobycze nauki”.

Á propos, mówię mu pod koniec naszej rozmowy, że dowiedziałem się niedawno od Pierre’a Assouline’a, znakomitego francuskiego pisarza i biografa, iż Flaubert nie powiedział nigdy: „Madame Bovary c’est moi, pani Bovary to ja”.

Mam nadzieję, że chociaż Churchill naprawdę wygłosił tamto zdanie o Bałkanach.

CLAUDIO MAGRIS

tłum. Joanna Ugniewska