ADAM SZCZUCIŃSKI „Mapa świata”

Na okładce polskiego wydania Uranii Josifa Brodskiego widnieją przecinające się okręgi, jak orbity, jak szlaki napowietrznych frachtowców. Dla Brodskiego Urania to nie tylko Muza astronomii, ona włada też geografią, przestrzenią, pustką, jest Muzą smutku, co „gardłu każe unikać lamentowania” (Litewski nokturn), Muzą punktu w przestworzach, Muzą gwiazd. Jeśli przestrzeń jest nieobecnością ciała w każdym punkcie (Do Uranii), to staje się jednocześnie miejscem opuszczonym, już niezamieszkanym, odbiciem śmierci. Gdy o tym pamiętamy, łatwiej nam zobaczyć Uranię na ulicach Petersburga, Kowna, Wenecji, jak towarzyszy w podróży duchom. Urania jest starsza od Klio, jak chce Brodski, bo jej cera jest odporna na zmarszczki, jest poza czasem, przed i po. Nieśmiertelna. Jak kwadrat albo linia prosta.

To Urania przywiodła mnie kiedyś do Biblioteki Marciana przy Museo Correr w Wenecji. W bibliotece przechowywana jest piękna XV‑wieczna mapa świata (narysowana na pergaminie w kształcie koła, wystawiana w pozłacanej drewnianej ramie, całość o wymiarach przekraczających dwa na dwa metry; w dolnym lewym rogu — jakby już poza tym światem — scena z rajskiego ogrodu). Pamiętam, jak przyglądałem się przedstawionym na mapie wyspom, kontynentom, próbowałem odczytać liczne inskrypcje, odnaleźć dom, punkt w przestworzach. Zewsząd napierały morskie fale, podmywając lądy, wichry uderzały w żagle lichych statków. Nie pamiętam, czy były tam też zwierzęta, ale chciałbym je tam zobaczyć, te wszystkie hydry, jednorożce, zapomniane poczwary. Odnalezienie domu wśród setek zamków i grodów warownych wcale nie było proste, gdyż mapa zorientowana została inaczej, niż przywykliśmy — przedstawia świat zwrócony w stronę Morza Śródziemnego, Lewantu, oczywiście bez Ameryk czy Australii, i jedynie sterczący w górę obcas italskiego buta ułatwia trochę oswojenie przestrzeni (jakbyśmy odnaleźli nagle znajomą twarz w rwącym tłumie obcych). Mapę stworzył w połowie XV wieku Fra Mauro, zakonnik z weneckiej wyspy San Michele (już w 1212 roku powstał tu erem kamedułów, miejski cmentarz założono na wyspie dopiero w XIX wieku). Do tej pory powtarza się anegdotę o weneckim senatorze, który, gdy ujrzał Mappamondo, nakazał mnichowi powiększyć Wenecję i zmniejszyć świat. Fra Mauro pozostał jednak wierny Uranii. A kilka dekad później znany ludziom świat powiększył się znacznie, jakby na złość weneckim politykom.

Wychodzę na Piazzettę. Przede mną nieśmiertelna akwarela. Na kolumnie św. Teodor z poczwarą, na drugiej — skrzydlate lwiątko. Powietrze kapie błękitem. Żółte krzesła przypominają kapoki unoszące się na wodzie. Uranii wypada z ręki cyrkiel. Urania płacze.

 

ADAM SZCZUCIŃSKI