ALEKSANDER LASKOWSKI, W Galaktyce Bristigera

W Galaktyce Bristigera*

Było słoneczne popołudnie, 30 października 2016 roku. Po kawie i lodach zasiedliśmy do pracy nad materiałami z archiwum profesora Michała Bristigera, które porządkowaliśmy na jego prośbę. Grażyna Bristigerowa, Sylwia Wachowska i ja. Profesor siedział za stołem i bawił się pustą filiżanką, przed nim zaś pojawiały się kolejne pliki papierów przynoszonych z pracowni i biblioteki:

— Widzę, że nie pytasz mnie, dlaczego nie opublikowałem tego wszystkiego.
— Dlaczego? Skoro sam stawiasz takie pytanie.
— Bezczelne?
— Zadziorne. Właśnie dlatego nie pytałem.
— A ja domyśliłem się, dlaczego nie pytasz.

Michał Bristiger odstawił filiżankę i mówił dalej.

— To jest jedna z najpiękniejszych rzeczy w humanistyce, jakie znam. Można nie wiedzieć, po co się to robi, co to będzie, co z tego wyniknie, ale trzeba pisać. Dlatego, że później to, co piszesz, teoretycznie o innych, świadczy o tobie. Jeżeli człowiek wymyśla coś nowego, to już jest bardzo dobrze. I wtedy jest podwójna rzecz — że wymyślał coś z jednej strony w kategoriach absolutnych, z drugiej miarodajnie dla swojego czasu. I staje się wiadomym, co ludzie w owym czasie chwycili. Widzę, że jesteśmy teraz w takiej kopalni myśli, gdzie kopiemy coś. Żeby nie powiedzieć, że chcieliśmy coś wykopać.

Kolejne wykopane w bibliotece kartki zjawiały się na stole.

— W coś wpadł? Co jest dalej? — dopytywał profesor.
— Z dziennika. Zatytułowane O Herbercie.
— Trudno przychodzi ci czytanie mojego rękopisu? Mnie dość trudno, ale przeczytam.

I zaczął czytać. Na głos:

„Ze Zbigniewem Herbertem nigdy nie rozmawiałem, a nawet nie znałem go. Raz jeden byliśmy razem w większym towarzystwie w kawiarni, chyba był tam również Bohdan Czeszko. Oczywiście czytałem jego wiersze i Barbarzyńcę w ogrodzie, jak wszyscy. Ale mogę jeszcze odnotować trzy momenty Herbertowskie, jakie wydarzyły się już tylko mnie samemu, a nie wszystkim. Po pierwsze, jechałem z Rzymu do Palermo w którymś tam roku, ażeby objąć wykłady z muzykologii. Utworzyłem tam również dobrowolnie i poza dziekanatem grupę wolontariuszy, którzy w soboty uczyli się języka polskiego i trochę liznęli kultury polskiej. Te sobotnie zajęcia były wielogodzinne, brali w nich udział studenci muzykologii oraz Cettina, anglistka. Dwie osoby nauczyły się czytać po polsku, zaczęły nawet tłumaczyć i pisać o tym, co czytały. Otóż jadąc pociągiem z Rzymu do Palermo, wziąłem coś do czytania. Między innymi «Kulturę» paryską. I natrafiłem w niej na piękny i niedługi wiersz Herberta. Naukę języka polskiego oparłem na posiadanych gazetach i sprowadzonej z Neapolu gramatyce polskiej, ale zacząłem ją od Langenscheidta. […] Dokonałem wyboru pełnych tekstów do nauczenia się na pamięć i napisałem na pierwszej lekcji «Litwo, ojczyzno moja». I parę dalszych słów. Oraz wiersz Herberta.

Drugi moment: Zygmunt Mycielski podawał mi niedługo przed swą śmiercią rękopis jego pieśni do słów Herberta. Postanowiłem sprawić, żeby te pieśni zostały wykonane koncertowo. Chyba do dzisiaj, 26 sierpnia 2001, nikt ich nie wykonał1. Dziwne, bardzo dziwne. Warum?

Trzeci moment: postanowiliśmy poświęcić kolejne «Atelier»2 Herbertowi. My, to znaczy ja, Piotr Kłoczowski i Małgorzata Dziewulska. Jeżeli dobrze pamiętam, temat wysunąłem jako pierwszy. Ale może to zrobiliśmy «razem»? Ponieważ wszyscy mieliśmy to samo w głowie. Piotr udał się do Herbertów po ewentualną rozmowę itp. Na parę dni przed audycją w «Plus Minus» opublikowano artykuł wspomnienie o Woroszylskim, zawierający to, co było o mnie3. Od razu zdałem sobie sprawę z powagi tego wydarzenia. Artykuł Herberta musi się przecież znaleźć w jego przyszłych pismach zebranych. Dzisiaj wiem to samo. A wiem, że uzyskałem nieśmiertelność. Natychmiast powiadomiłem Małgorzatę i Piotra, iż wycofuję się z audycji. Moi towarzysze z «Atelier» kontynuowali jej redagowanie i wyemitowali audycję o Herbercie”.

Profesor Bristiger odłożył niedoczytaną kartkę z dziennika.

— Przeglądamy dalej? — zapytał. — Wobec tego, że jest dość wesoło, możemy zajrzeć do kolejnych teczek. Spójrzcie tu. Tu jest dużo jakichś papierów. Bardzo dużo.

Przeglądaliśmy je razem przez kolejne dni, profesor Michał Bristiger jednak na głos czytał coraz rzadziej.

ALEKSANDER LASKOWSKI

ALEKSANDER LASKOWSKI pracuje w Instytucie Adama Mickiewicza. W Programie II Polskiego Radia prowadzi wieczory operowe. Ogłosił książkę Lutosławski. Skrywany wulkan (PWM).


* GALAKTYKA BRISTIGERA – stały dział o prof. Michale Bristigerze, autorze i przyjacielu naszego pisma, prowadzony w „ZL” od 2017 roku w numerach 138–141. [Wszystkie przypisy pochodzą od Red. „ZL”].


Zobacz także


Przypisy
1 Zob. cz. VI tomu Głosy Herberta (Warszawa, Zeszyty Literackie, 2008, s. 187–200): Chciałbym opisać światło (oraz nota wydawcy do tego tomu — s. 273). Pieśni Mycielskiego do słów Herberta zostały wykonane na „Wieczorze przyjaciół prof. Michała Bristigera” w Teatrze Wielkim–Operze Narodowej, 23 X 2010.
2 „Atelier” — audycja w Programie II Polskiego Radia z udziałem Michała Bristigera, Małgorzaty Dziewulskiej, Piotra Kłoczowskiego i Grzegorza Michalskiego.
3 Z. Herbert, Wiktor Woroszylski na tle epoki. „Rzeczpospolita” 1996 nr 227 (dodatek „PlusMinus”). Przedruk w: Z. Herbert, „Węzeł gordyjski” oraz inne pisma rozproszone 1948–1998. Red. P. Kądziela. Warszawa, Biblioteka „Więzi”, 2001, s. 547–554. W nocie o tekstach pomieszczonej w tym tomie czytamy: „Dwa tygodnie po publikacji tego wspomnienia w «PlusieMinusie» ukazał się list do redakcji Michała Bristigera”.