EWA BIEŃKOWSKA, Stempowski, podróżnik i strateg

Jerzy Stempowski, fotografia z książki „Listy z ziemi berneńskiej”,
Londyn 1974. Domena publiczna



Stempowski, podróżnik i strateg

W 2018 roku dostaliśmy, staraniem Magdaleny Chabiery, doktorantki na UKSW, dwutomowy wybór pism Jerzego Stempowskiego o Niemczech. Rozciągają się one na dojrzałe lata wielkiego eseisty: od 1923 do 1965, w których cezura – i podział książki na tomy – przypada na początek II wojny. Kiedy pisarz dostaje się do Szwajcarii w roku 1940 od razu podejmuje rozmyślania o zachodnim sąsiedzie – najpierw w listach. Poza pobytem dla studiów uniwersyteckich w roku 1913, który dał mu pierwszy kontakt z przebogatym kulturalnie krajem, jego wyjazdy przypadają już na okresy, gdy Niemcy są po zasadniczym przełomie, po klęsce wojennej i politycznej. Można powiedzieć, że trzy wydarzenia patronujące trzem spojrzeniom Stempowskiego na ten kraj, stają się symbolami jego dwudziestowiecznej historii. 

Pierwsze spojrzenie: poranek w 1913 roku po wyjściu z pociągu w Monachium. W centrum Stempowski widzi biały samochód obwieszony różami, z którego wysiadają piękni młodzieńcy wyczerpani nocną hulanką, jak pisze Autor: ścigający w automobilu nieuchwytny sen o Grecji. Być może poeci, natchnieni duchem Georgego. Miasto wznosi się dookoła z monumentalnymi gmachami, z kamienicami i willami bogatego mieszczaństwa, z pinakoteką pełną arcydzieł dawnego malarstwa. Drugie spojrzenie to zima roku 1945 również w Monachium, podczas podróży po Austrii i Niemczech, przedsięwziętej dla zorientowania się w stanie kraju i jego ludności. Wyprawa niesłychana i bezinteresowna, często w mrozie i śniegu z latarką i śpiworem na plecach, bez przepustek nowych władz okupacyjnych. Jak mędrcy greccy, dla których nawet miska na wodę była zbytecznym luksusem. Wystawia to go na rozdzierające obrazy miasta w ruinach, ludzi w nędzy i poniewierce, domu noclegowego, gdzie przychodzą, chwiejąc się z głodu i gorączki. W tym to czasie monachijczyk Richard Strauss komponował żałobne Metamorfozy, podsumowanie życia, które trwało w poprzek epok: od chwały Pięknej Epoki do zdruzgotania III Rzeszy. Trzecim obrazem symbolicznym może być jedna ze scen z dziennika podróży do Westfalii w roku 1954, kiedy oczom podróżnego odsłaniają się skutki „niemieckiego cudu gospodarczego” w nowej republice federalnej, tempo w jakim rozwija się budownictwo i przemysł, gorliwość i ostrożność ludzi w afirmacji nowego życia.

Uderzający jest u Stempowskiego dar nawiązywania kontaktu z osobami wszelkich stanów, z wykształconymi i robotnikami, z cuchnącymi ludźmi z niezagojoną raną w noclegowni, z wydawcami i księgarzami, którzy opowiadają mu o stratach i o przemianach rynku czytelniczego, z uciekinierami ze Wschodu, którzy obdarzają go opowieściami od jakiego terroru uciekali. Odrębna sprawa to jego przyjaźń z rodzinami przemytników. To będzie materia pisania gęstego od konkretu, od spisanych cudzych przeżyć, od refleksji, która ani na chwilę nie oddala się od rzeczywistości. Postawa Autora jest przede wszystkim postawą historyka, ale czujemy w niej filozoficzną żyłkę prowadzącą od greckich i rzymskich stoików. O ile pisząc dla „Kultury” przyjmuje rolę reportera, każdy jego tekst będzie dawał czytelnikowi znacznie więcej niż zapowiada. On sam wywodzi się ze wschodniej Europy, i chociaż dyskretny w używaniu tego terminu, jest w każdym calu Europejczykiem. Pomaga mu w tym zainteresowanie starożytnością, której ślady odnajdywał nie tylko w postaci zachowanych dzieł sztuki, lecz i w krajobrazie, w obyczajach rolniczych – nawet na Ukrainie, gdzie na niezamieszkałych dziś terenach tropił pozostałości dawnej Rzeczypospolitej w gatunkach roślin sprowadzonych do szlacheckich parków… nie mówiąc o łacińskich inskrypcjach renesansowych i barokowych. Czytanie pejzaży to sztuka, którą gruntownie opanował i przestrzeń odsłania mu zapisany w niej czas – takie niewidzialne dla innych odkrycia pasjonują go przez całe życie. Można się obawiać, że przy takim spojrzeniu uczony oddycha powietrzem Olimpu, skąd sprawy ziemskie, w skali jeden do tysięcy, maleją jak pył czasu. Natomiast u Autora uderza poczucie solidarności, chęć do rozmowy, wymiany pomocnych wskazówek. Zapewne czuje się zanurzony w jednym nurcie czasu, który nie ma początku ani końca, ani celu, ani jakichś sił przewodnich, zagarnia nas we wspólne tragedie, krótkie okresy względnego spokoju. I świadomość Autora, że otrzymał przywilej czytania w historii, rozumienia zjawisk głębszego, nie wynosi go ponad tych, co tej umiejętności są pozbawieni; przeciwnie: budzi braterskie współczucie. Uderza również swobodny stosunek do siebie, zgoda na ryzyko dla zaspokojenia chęci wiedzy: w roku 1945 Stempowski rzuca się w niebezpieczeństwa powojennego chaosu, przechodzi z przemytnikiem przez granie ośnieżonych Alp, skoro dostanie wizy jest w tamtych warunkach niemożliwe. Co świadczy, że jest w nim bakcyl awanturnictwa, tego samego, które pchało w drogę Odyseusza i Kolumba. Bliżej mu do pierwszego: jest samotny, bez towarzyszy, i nie ma na widoku podbojów i bogactw. Wiedzieć, nawiązać między nowym nabytkiem a wiedzą o przeszłości tę nić, która stanowi dla niego rzeczywistą nić Ariadny. 

W obu tomach przedzielonych datą 1939 opis jest inny, oparty na odmiennych zasadach. Pierwszy zawiera sprawozdania publikowane w warszawskiej prasie i ma charakter analizy politycznej. Republika Weimarska przedstawia sobą widowisko nadzwyczajne, niepodobne do otaczających krajów, również podnoszących się ze zniszczeń. Cesarstwo wilhelmińskie z odciętą głową przeobraża się w hydrę, kocioł partii i ruchów politycznych, gdzie bezsilni niemieccy republikanie i liberałowie są stale zagrożeni przez najróżniejsze odcienie nacjonalistów i mścicieli, nie mogą znaleźć wspólnego języka z parlamentem i przedstawicielami gospodarki. Niestabilność kraju wzmaga szalejąca na początku inflacja i niemądra, dziwnie tolerancyjna polityka zwycięzców. Stempowski, w końcu nie będący starym wygą redakcji ani przedpokojów politycznych, ma znakomity węch. Uderza go prawidłowość w stosunkach z zagranicą: ilekroć w Niemczech dochodzą do głosu socjaldemokraci, reprezentujący te nowe Niemcy, których zbudowanie było intencją aliantów – mocarstwa zachodnie wycofują kredyty i pozwalają na zwiększanie biedy i zamętu. Gdy lewica ponosi w wyborach klęskę, pieniądze znajdują się od razu, również na przemysł ciężki i zbrojenia, które były zabronione traktatami. Obserwator tłumaczy tę prawidłowość obsesją rosyjskiej rewolucji, strachem przed jej przeniesieniem się do Niemiec, co faktycznie dało się widzieć w roku 1919. Odium spada na pokojowo nastawionych socjalistów, o których było wiadomo, że są przez bolszewików i obróconych ku wschodowi komunistów znienawidzeni. To tłumaczy ustępliwość wobec reprezentantów najgorszych niemieckich tradycji, aż po zupełne niezrozumienie i miękkość wobec wyborczego zwycięstwa Hitlera i następstw przewrotu. Strach przed Rosją i złudzenie, że Niemcy po klęsce są zmuszone pragnąć pokoju, to bezpośrednia przyczyna pozwolenia nowemu despocie na militaryzację ekonomii i społeczeństwa. W tekstach Stempowskiego z lat dwudziestych i trzydziestych oglądamy brutalne zajścia wokół kolejnych wyborów, bojówki narodowych rewolucjonistów, niekonsekwencje aliantów, karuzelę w obsadzaniu wyższych stanowisk. Autor notuje nazwiska i genealogię osobistości dostających się – chwilowo – do władzy, daje portrety tych, z którymi można było wiązać lepsze nadzieje. Dostajemy znakomite sylwetki ludzi, którzy w innych warunkach mogli byli coś dla swego kraju zrobić, pokazuje ich samobójcze słabości, niedostosowanie do tego czego pragną masy. Postać wielokrotnego weimarskiego ministra spraw zagranicznych Gustawa Stresemanna, chłodnego i praktycznego, po zamordowaniu Waltera Ratenaua przez nacjonalistów najznaczniejszego polityka niemieckiego, wyraźnie intryguje Autora – ten człowiek nadaje się na „organizatora pokoju” ale zależy nie tylko od emocjonalnych nastrojów rodaków, również od postawy mocarstw. Skrupulatny reporter daje nam migawki kraju przed wyborami i tuż po wyborach, analizuje znaczenie kolejnych posunięć, ubolewa nad tymczasowością konfiguracji politycznych, która nie pozwala ludności na oparcie się o jakąś trwałą perspektywę. Cały okres weimarski cechuje przesuwanie się elit coraz bardziej na prawo – ku zadowoleniu mocarstw, pisze Stempowski. 

W nową republikę nikt nie wierzy (czy może za wyjątkiem jej spóźnionego herolda Tomasza Manna?) i znikoma część społeczeństwa naprawdę jej chce. Pierwszy tom wyboru Magdaleny Chabiery zamyka studium Europa w 1938-1939 opublikowane wiosną 39 roku. Mówi o kontynencie zakrzepłym w oczekiwaniu po szeregu ustępstw wobec Hitlera. Politycy krajów ościennych już wiedzą, że będzie wojna; mają już za sobą hańbę układów monachijskich. Autor podkreśla odpowiedzialność Zachodu, uderza go brak woli obrony porządku europejskiego – demonstrowany pacyfizm jest po prostu nazwą dla bierności z jaką w jaką Europejczycy patrzą w przyszłość. Zauważa również „zrodzony z wypadków ostatnich 20 lat ahistoryzm, pogardę dla przeszłości i tradycji europejskiej” – chociaż zakłada, że jest to zjawisko przejściowe bez większego znaczenia. W czym się myli, to już wiemy po prawie stuleciu od tamtych wypadków.

W tomie drugim, powojennym, uderza najpierw różnica tonu i sposobu narracji. Tekst centralny, dla Autora i dla czytelników, to Dziennik podróży do Austrii i Niemiec, z listopada i grudnia 1945 roku, wydany przez „Kulturę” jeszcze w Rzymie. Można się zastanawiać czy nie jest to utwór literacko najważniejszy w spuściźnie pisarza. Tutaj się też znajduje stronica o szumach rzek, rozróżnialnych dla wędrowca. Widoki spustoszonych miast, Innsbrucka, Salzburga, Monachium, Frankfurtu, tłumy bezdomnych, do których chwilowo on sam należy, noce w gruzach i noclegowniach, poszukiwanie przyjaciół, których domy są najczęściej zamienione w rumowisko. Czytelnik mocno odczuwa odmienność stylu, nastawienie na konkretnych ludzi, na ich wojenną czy powojenną historię, na nieszczęście uciekinierów ze wschodu, odstawianych do sowieckiej strefy okupacyjnej. Klamrą spinającą jest koncepcja dziennika, materią są wysłuchane opowieści: wielkie przemieszczanie się ludności prącej na zachód – duszne powietrze oczekiwania i niewiary. Ludzie w większości spodziewają się nowej wojny. Dalej otrzymujemy ponowne podróże, notowanie szybkich zmian gospodarczych przy stałej nieufności ludzi, prognozy rosyjskiej napaści. Parokrotnie w końcu lat 1940. sytuacja jest bliska paroksyzmu, jedyną osłoną są Amerykanie. Tak docieramy do momentu utworzenia dwóch niezależnych państw niemieckich i do napięć, które ustaną dopiero po upadku Muru berlińskiego. Tego wydarzenia Autor nie dożył. 

Stempowski oddaje się nawiązywaniu i odnawianiu kontaktów, dociera do intelektualistów, z którymi można pracować nad zaczątkiem polsko-niemieckiego dialogu, rozpoczynając od dyskusji o nowej granicy wschodniej. Buduje z trudem numer niemiecki „Kultury”, który wyjdzie długo po jego śmierci. Teren Niemiec staje się najważniejszym obserwatorium politycznym w Europie. Autor widział już w latach 1920. – losy kontynentu będą zależały od Niemiec, od ich wewnętrznej ewolucji i wpisania się we wspólną przyszłość. Wydaje się to nam oczywistością, lecz nasz pisarz nie tylko odkrył to wcześnie, lecz i stworzył tekę załączników na poparcie swego twierdzenia. Załączniki te dostaliśmy dzisiaj w postaci dwóch ofiarowanych nam tomów, gdzie temat niemiecki jest zapisany w esejach, dziennikach, fragmentach listów. W jednym z listów z roku 1954, opisując szybkie postępy w odbudowie Monachium i po wizycie w Pinakotece rzuca uwagę, która pozostaje nam w pamięci: „Istotnie, kontrast między zawartością tego muzeum i miastem jest straszliwy. Nic nie uświadamia być może w równej mierze sprzeczności, z jakich składa się dzisiejsza schizofreniczna cywilizacja Europy…”

EWA BIEŃKOWSKA

EWA BIEŃKOWSKA autorka książek o Nietzschem, Michale Aniele, Tomaszu Mannie, Miłoszu, wspomnieniowej książki o swojej rodzinie oraz powieści Dane odebrane. Nakładem Zeszytów Literackich ogłosiła tomy Pisarz i los. O twórczości Gustawa Herlinga‑Grudzińskiego; Spacery po Rzymie, a ostatnio Historie florenckie, za które otrzymała Nagrodę Magellana i Nagrodę im. Leopolda Staffa.


Jerzy Stempowski „Niemcy. Teksty z lat 1923-1965”. Tomy I i II. Wybór, opracowanie i wstęp Magdalena Chabiera. Wydawnictwo Naukowe UKSW, Warszawa, 2018.


Zobacz także
JERZY STEMPOWSKI, Socjalizm po wypadkach majowych