TOMASZ RÓŻYCKI, o książce: Leonid Cypkin, „Lato w Baden”

Leonid Cypkin, „Lato w Baden”. tłum. Robert Papieski. Warszawa, Zeszyty Literackie, 2015

Bardzo się cieszę, że książka Leonida Cypkina Lato w Baden, ze wszech miar zasługująca na wydanie, wreszcie ukazała się po polsku. Napisana w latach siedemdziesiątych do szuflady przez nikomu nieznanego rosyjskiego autora, niezwykłym zbiegiem okoliczności przeszmuglowana za granicę, dostrzeżona i rekomendowana do publikacji przez Susan Sontag, której zawdzięcza swoje powtórne narodziny, tym razem już w aurze arcydzieła. Wartość jej jest nie do przecenienia: mamy do czynienia ze zbeletryzowaną opowieścią o rosyjskiej literaturze, której głównymi bohaterami są Fiodor Dostojewski i jego żona Anna, a zaraz obok nich Puszkin i Gonczarow, Sołżenicyn i Cwietajewa, Sacharow i Turgieniew. Opowieść o życiu małżeńskim Dostojewskich, a przede wszystkim o ich wyjeździe do Europy Zachodniej (Drezno, Berlin, Baden, Bazylea, Genewa) przeplata się z historią poszczególnych książek Dostojewskiego i stworzonych przez niego postaci. Narrator zaczyna swoją opowieść w pociągu ruszającym z Moskwy do Leningradu, dokąd zmierza odbyć już tradycyjną pielgrzymkę śladami wielkiego pisarza. Po drodze czyta Wspomnienia Anny Dostojewskiej i mijany zimowy krajobraz moskiewski, nowogródzki i leningradzki, a w nich miejsca związane z życiem i twórczością pisarza znajdują przedziwne odbicie w opisywanej przez niego równocześnie podróży Dostojewskich do Baden w samym środku lata. Rzeczywistość Rosji i Niemiec czasów Dostojewskiego i Rosji z lat siedemdziesiątych XX wieku nadają ostrości tej prozie, a niezwykły, hipnotyczny styl Cypkina sprawia, że książka jest niesłychanie oryginalna: w swej przedmowie, dołączonej do tłumaczenia (bardzo dobrego) Roberta Papieskiego, Susan Sontag pisząca o Lecie w Baden porównuje ten styl — bardzo słusznie — do dokonań W. G. Sebalda czy Thomasa Bernharda, co moim zdaniem jest świetną rekomendacją. Z przedmowy można się dowiedzieć także o dramatycznych losach Leonida Cypkina, autora tylko tej jednej opublikowanej tuż przed śmiercią książki.

Nie ma co ukrywać: ten styl jest mroczny, tak jak mroczna jest Rosja widziana z pociągu w czasie zimowej podróży. Gdzieś w tym mroku, jak na seansie psychoanalizy rozpisywanym w książce Cypkina na słowa, zdania i sekwencje, czai się wciąż to samo, odwieczne zło (jak chce rosyjska literatura: uniwersalne zło). Czasem tylko widać światło i czasem tylko czuć przez chwilę ciepło innych, ale to raczej zimno i mrok są normą, a światło i ciepło mogą się okazać tylko zdradziecką i zwodniczą ułudą. Ale mimo to żeby przeżyć, trzeba komuś jednak zaufać. To poszukiwanie drugiego, bliźniego, człowieka jest ukrytym tematem książki. Bardzo interesujący wątek stanowi próba zadania sobie przez narratora pytania o związki fascynacji Dostojewskim (znanym ze swoich prymitywnych antysemickich poglądów i pism) z żydowskim pochodzeniem samego narratora (a i autora). Odpowiedź na to pytanie mogłaby także zainteresować polskiego czytelnika, szczególnie, tak jak Cypkin, miłośnika twórczości Dostojewskiego — znanego przecież dobrze także i z prymitywnie antypolskiego nastawienia.

Wydawałoby się, że nie ma nic bardziej pretensjonalnego niż pisanie o własnej fascynacji literaturą i nadpisywanie własnych impresji i emocji na stronach wybitnej literatury — zwłaszcza że pisarstwo Dostojewskiego nigdy nie potrzebowało już żadnego dopełnienia, żadnych dopisków na marginesie. A jednak znów styl jest odpowiedzią na ten zarzut, a sam temat także przekracza dyskretnie skromnie zamierzone ramy opowieści. Narrator jest mistrzem taktu: to nie jest historia grafomańskiej histerii na punkcie literatury ani pretekst do odmalowania siebie: to coś o wiele większego, przemyconego niemal niepostrzeżenie. Dwie podróże opisane w Lecie w Baden — zimowa przez Rosję Cypkina i letnia wzdłuż Renu Dostojewskich — przede wszystkim służą do ukazania związku Anny i Fiodora w całym skomplikowaniu psychologicznym związanym z chorobą pisarza, jego potężnym kłębem kompleksów i uzależnieniem od hazardu — od początków ich znajomości aż do przejmującej sceny jego śmierci. Przy czym właśnie styl Cypkina sprawia, że te epizody stają się literaturą, poruszającą i prawdziwą, opowieścią o miłości, poświęceniu i oddaniu dla drugiego; tak z pewnością można by tę krótką książkę spróbować streszczać — gdyby to było możliwe. A ponieważ nie jest — polecam ją przeczytać w całości. Rzuca ona bowiem dziwne światło nie tylko na literaturę Dostojewskiego — znane już wcześniej jego powieści — lecz także na całość rosyjskiej kultury, w której wezwanie do wielkości i poczucie misji zmagają się wciąż ze strachem przed samą sobą i przeświadczeniem o nieuchronności zła, posiadającego niemal wyłączną siłę sprawczą w historii i codzienności rodzaju ludzkiego. Co paradoksalne, to właśnie przeczucie czy świadomość wewnętrznego zła przenikające tę literaturę wyzwala ją jednak spod władzy historii — która jest wciąż i wciąż głównym jej zleceniodawcą — i przenosi w konteksty uniwersalne.

I wreszcie — zapiski Cypkina rzucają nieoczekiwane światło także na możliwe wpływy książek Dostojewskiego na polskich wielkich pisarzy dwudziestolecia: przede wszystkim Gombrowicza (scena z krzesłem w muzeum), lecz również Witkiewicza — a pewnie i dalej: na austriackiego Bernharda. Kto wie, czy i śladami Cypkina nie wyruszy ktoś kiedyś w mroczną podróż.



TOMASZ RÓŻYCKI

TOMASZ RÓŻYCKI ur. 1970. Przekłady jego wierszy ukazały się w USA, Niemczech, we Włoszech. Laureat Nagrody „Zeszytów Literackich” im. Josifa Brodskiego w dziedzinie poezji. Ostatnio ogłosił tom szkiców Tomi. Notatki z miejsca postoju (Zeszyty Literackie, 2013) i wierszy Litery (a5, 2016). Członek zespołu redakcyjnego „ZL”.


Zobacz także