EWA KURYLUK, o książce: „Akme znaczy szczyt. (…)”

Osip Mandelsztam. Domena publiczna

„Akme znaczy szczyt. Gumilow, Achmatowa, Mandelsztam w przekładach Leopolda Lewina”. Warszawa, Czytelnik, 1986 [wydanie dwujęzyczne].

Ścieżki Gumilowa, Achmatowej i Mandelsztama krzyżują się w życiu i w wierszach. Ta trójka zaprzyjaźnionych ze sobą poetów, od wczesnej młodości świadoma swojego powołania i podobnie uwrażliwiona na tragizm życia, patrzy na nie ze „szczytu” (po grecku akme), aspirując do wyżyn poetyckiego kunsztu. Na pytanie Achmatowej, czym jest akmeizm, Mandelsztam odparł: „Tęsknotą za kulturą światową”.

Apokalipsa i akme to dwie cechy przewodnie poetyckiej i artystycznej awangardy sprzed I wojny światowej, tej belle époque — mistrzyni pięknej fasady — która jawi się nam niesłusznie jako sielankowa, choć trudno się temu wrażeniu oprzeć, wiedząc, co było potem, gdy nadszedł „nie kalendarzowy, lecz prawdziwy Dwudziesty Wiek”. To cytat z wiersza Poemat bez bohatera, napisanego przez Achmatową (1889–1966) w 1941 roku, prawdopodobnie po jej niespodziewanej ewakuacji z Leningradu (bo, powiadają, była ulubioną poetką córki Stalina?), gdy na początku września zaczęła się tam blokada. Ale „prawdziwy Dwudziesty Wiek” zaczął się dla Achmatowej już dwie dekady wcześniej, kiedy Czeka zamordowała jej pierwszego męża Mikołaja Gumilowa (1886–1921), twórcę akmeizmu i redaktora czasopisma „Apołłon”. Ich syn Lew Gumilow (1912–1992) trafił do Gułagu po raz pierwszy w 1935 roku. Trzy lata potem aresztowano w obecności Achmatowej jej przyjaciela Osipa Mandelsztama (1891–1938), który zmarł w drodze do obozu.

Wiersze wybrane i wspaniale przełożone przez Leopolda Lewina (1910–1995) prowadzą ze sobą rozmowę niezwykłą. Brzmi chwilami, szczególnie w wierszach najwcześniejszych, jak rozpisane na trzy głosy trio. Dziś, inaczej niż w Nowym Jorku, gdy ten prezent urodzinowy od mamy czytałam po raz pierwszy, uderza mnie wizja apokalipsy u Gumilowa, który na początku wieku wiele podróżował, w odniesieniu do Afryki, Sudanu i Somalii. I ta ostatnia strofa wiersza o Saharze:

Gdy u brzegów ziemskiego globu w rannej porze

Pojazdów Marsjan pojawi się chmara,

Ujrzą złotego piasku nieprzebrane morze

I nadadzą mu imię: Sahara.

Dawno zapomniałam, że trzydzieści lat temu miałam w dwóch miejscach zastrzeżenia do przekładów ulubionych wierszy Mandelsztama i przetłumaczyłam je ponownie z rosyjskiego sama. Na przykład:

Już rano. Zielonym telegrafem szumią sady.

Do Rembrandta przyszedł z wizytą Rafael.

Proszę sprawdzić, czy wolą Państwo ten przekład czy Leopolda Lewina (s. 413), sięgając po tę nieśmiertelną książkę. Jej nakład wynosił 20 230 egzemplarzy, więc chyba znajdą się jeszcze jakieś w bibliotece czy internecie? Polecam!

EWA KURYLUK

EWA KURYLUK malarka, autorka instalacji, członek redakcji „Zeszytów Literackich”. Ostatnio ogłosiła tom rozmów Manhattan i Mała Wenecja (wraz z Agnieszką Drotkiewicz, ZL, Nagroda Warszawskiej Premiery Literackiej). W maju 2019 w Galerii Artemis w Krakowie odbyła się jej wystawa monograficzna „Moje żółte lata 2000˗2009”. Mieszka w Paryżu.
Więcej: www.kuryluk.art.pl


Zobacz także