EWA MODZELEWSKA, Pożegnanie Ojca

Karol Modzelewski z córką Ewą. Archiwum prywatne Ewy Modzelewskiej


Drodzy Państwo,

Tak wiele osób przybyło tu dziś, by pożegnać mojego ojca – jego przyjaciele, ci którzy wraz z nim walczyli, pracowali, uczyli się od niego, szanowali go i podziwiali. Chciałabym dołączyć do ich głosów i powiedzieć kilka słów w imieniu rodziny, która była dla niego miejscem prywatnym. Oczywiście, od razu pojawia się wątpliwość, czy w ogóle pojęcie prywatności może odnosić się do historyka, który za życia wciąż przechodził do historii i tylko czasami wracał z niej do domu.

Podzielę się z państwem kilkoma wspomnieniami o ojcu. Wspomnienia nie muszą, na szczęście, zostać poddane rygorystycznej analizie historycznej, która rozstrzygnęłaby o ich statusie. Należą bowiem do świata wewnętrznego, tj. świata, w którym ojciec będzie żył dalej.

Pamiętam, że tata odwoził mnie do przedszkola autobusem. Pewnego dnia, gdy siedzieliśmy już w środku, powstało spore zamieszanie; okazało się, że autobus nie może odjechać, ponieważ na zderzaku usiadł pijany człowiek, który się awanturuje i nie chce sobie pójść. Nikt nie ma odwagi z nim dyskutować. Na pewno wszyscy się domyślają, co było dalej. Mój tata powiedział, że mam się nigdzie nie ruszać i grzecznie czekać, aż wróci i wyszedł na zewnątrz, by – jak to sobie wyobraziłam – walczyć z kimś bardzo groźnym, kogo wszyscy się bali. I ja również bardzo się bałam. Po jakimś czasie, który musiał mi się wydać wiecznością, tata wrócił i pojechaliśmy.

W psychoanalizie takie wspomnienie nazywa się przesłonowym. Za nim kryje się cały szereg zagęszczonych znaczeń, większych i daleko bardziej traumatycznych zdarzeń. W czasie, który potem nastąpił, miejsce pijanego awanturnika zajęli groźniejsi przeciwnicy, a rozłąki stały się znacznie dłuższe.

W jednym z pierwszych listów, które przyszły z więzienia po marcu 68, opatrzonym dobrze mi potem znaną pieczątką: ,,ocenzurowano”, ojciec pisał: „Pamiętasz? Jak wychodziłem z domu, mówiłem ci, że wrócę za dwa dni albo znacznie później; niestety, wyszło na to, że znacznie później”.

W tej sytuacji pozostawało czekanie i wspominanie różnych zabawnych i heroicznych historii, w których pojawiał się tata i jego dzielni przyjaciele. Na przykład, historii o choince, która w dniu Wigilii zapaliła się od świeczek. Tata pobiegł do kuchni po imbryk z herbatą, którą zaraz wylał na choinkę wraz z fusami, a Adam Michnik dokończył dzieła, dzielnie tłumiąc ogień poduszką. I już było po strachu.

Te małe historie pomagały jakoś przetrwać. W każdej bowiem, nawet największej historii jest gdzieś jakieś dziecko, które czeka i jakaś żona, która wozi paczki do więzienia.

A stamtąd przychodziły listy od ojca. Przeczytałam je teraz po raz kolejny. Niezwykłe jest, jak poważnie traktował mnie – dziecko: starał się komentować i wyjaśniać zło, które się działo, nadając swoim komentarzom formę bajek i w ten sposób omijając cenzurę. Np. inwazja na Czechosłowację pojawiła się w liście z 9 września 1968 r. (to dzień moich urodzin) jako bajka o kotce którą pogryzły paskudne psy. Opatrzona została następującym komentarzem: „gdyby kot Pirat i wszystkie dziewięć okolicznych kotów broniły jej, to na pewno nie doszłoby do tego. Koty są mniejsze, ale mają pazury. Pewnie każdy łaził osobno własnymi drogami, jak to kot, i dlatego to wszystko. W przeciwnym razie obroniłyby się i wyglądałoby to mniej więcej tak: (tu następował rysunek, wyobrażający zwartą grupę kotów, które pazurami przeganiają groźne psy; tata bardzo dobrze rysował. A dalej pisał) albo jeszcze inaczej: jeżeli ludzie psa nie szczują na inne zwierzęta, albo, jeszcze lepiej, chowają szczeniaka i kotka razem, to później, nawet jak są dorosłe, jedzą z jednego talerza, przyjaźnią się i wcale się nie gryzą”.

I tak, na moje dziewiąte urodziny dostałam od ojca w prezencie to uniwersalne przesłanie, wciąż aktualne. 

Pragnę bardzo podziękować wszystkim, którzy zabrali głos, by pożegnać mego ojca, a także wszystkim tym którzy są obecni, a głosu nie zabrali. Myślę tu o wszystkich najdawniejszych przyjaciołach z opozycji, którzy pozostają w mojej pamięci jako młodzi, piękni ludzie o nieco osobliwych obyczajach: nie do końca rozumiałam czemu, gdy się spotykali, to zamiast rozmawiać, pisali do siebie na kartkach, które potem starannie palili na popiół w łazience. O podsłuchach jeszcze wtedy nie wiedziałam…

I myślę też oczywiście o wszystkich przyjaciołach z Solidarności, która była o czym wielokrotnie mówił ojciec, bodaj najważniejszym doświadczeniem jego życia. Dziękuję wszystkim tym, którzy z nim to doświadczenie budowali i razem przeżywali.

W imieniu rodziny i własnym dziękuję wszystkim, którzy przyszli dziś pożegnać mojego ojca.

Na zakończenie przeczytam krótki fragment jednego z wierszy Bułata Okudżawy. Ojciec cytował cały tekst z pamięci. Przeczytam go po rosyjsku, myślę, że ojcu byłoby przyjemnie usłyszeć tu również ten język, język jego dzieciństwa:

Прощание с новогодной елкой
(…)

Нет бы собраться им, время унять, 
нет бы им всем расстараться. 
Но начинают колеса стучать: 
как тяжело расставаться. 
Но начинается вновь суета. 
Время по-своему судит. 
И в суете тебя сняли с креста, 
и воскресенья не будет. 
Ель, моя ель – уходящий олень, 
зря ты, наверно, старалась: 
женщины той осторожная тень 
в хвое твоей затерялась. 
Ель моя, ель! Словно Спас на крови 
твой силуэт отдаленный, 
будто бы след удивленной любви, 
вспыхнувшей, неутоленной.

Булат Окуджава / Bułat Okudżawa

EWA MODZELEWSKA

EWA MODZELEWSKA psychoanalityk szkoleniowy, członek Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego. Pracuje jako terapeuta z dorosłymi, młodzieżą oraz z dziećmi. W kręgu jej zainteresowań znajduje się m.in. psychoanalityczna interpretacja tekstów kultury.


Zobacz także
ADAM BODNAR, Pożegnanie prof. Karola Modzelewskiego