LEON WIESELTIER, Stare–nowe słowa Jehudy Amichaja*

Legenda Jehudy Amichaja głosi, że przejął on za jednym zamachem władzę nad językiem oficjalnym i nieoficjalnym, że zdetronizował publiczne style i górnolotne kadencje swoich literackich poprzedników, a na ich miejsce wprowadził rządy zwykłych słów i codziennych doświadczeń. Jego rewolucja w poezji hebrajskiej, jak mówi obiegowa opinia, była rewolucją potoczności. Na przykład, w słynnym wierszu z początkowego okresu twórczości Amichaj nie spowija miłości kochanków w poświatę księżyca czy łunę ogniska, lecz w światło lodówki. W języku tak pełnym starożytnych ech, jak hebrajski, tak łatwo popadającym w liryzm i mistycyzm, była to propozycja ożywcza — emancypacja od nieproszonych skojarzeń i lirycznej sztuczności.

Kiedy zajmowałem się badaniem niepublikowanej spuścizny literackiej Amichaja, cennych okruchów wierszy, które zachowały się w jego archiwum, uderzyła mnie jednostronność tej legendy. Amichaj nie był nigdy wyłącznie plebejski, „dla każdego”. Jego uparcie świecką poezję żywi język i obrazy tradycji żydowskiej. W lodówce poety, jak się okazuje, znajdowała się również hebrajska Biblia i hebrajski modlitewnik. Ostatnia książka Amichaja, Patuach sagur patuach, to w istocie długi humanistyczny midrasz o olbrzymiej różnorodności, nawiązujący do fragmentów tekstów biblijnych i liturgicznych. (Kiedyś przyglądałem się ze zdumieniem, jak w księgarni komentowało ten tom dwóch chasydów; ze szczególną uciechą wspominam chwilę, gdy jeden z nich, gładząc się po pejsach, w ferworze dyskusji zrzucił z półki dzieło pewnego wielkiego pogańskiego poety połowy XX wieku). Intensywne uwikłanie Amichaja w stylistyczno-leksykalne i symboliczne bogactwo klasycznego judaizmu ujawnia się we wszystkich jego książkach — na żarty i na serio, raz z czułością, raz z gniewem. Był on bowiem nie tylko wielkim poetą hebrajskim, lecz także wielkim poetą żydowskim. […]

Poniżej podaję pięć wierszy z archiwum Amichaja w Beinecke Library Uniwersytetu Yale. Z rękopisów przepisała je Chana Amichaj, z paleograficznym i interpretacyjnym wyczuciem zrodzonym z budowanej przez całe życie bliskości, ja zaś następnie przetłumaczyłem je na angielski. Nie wiemy, gdzie i kiedy powstały te wersy, i nie sposób ustalić, na ile są skończone. Dość oczywiste jest, że kilka z nich to jedynie fragmenty. Równie oczywiste jednak jest to, że wyszły spod ręki Amichaja. Oto więc nowe teksty Amichaja, tak wiele lat po jego śmierci — niespodziewane błogosławieństwo.

LEON WIESELTIER

LEON WIESELTIER ur. 1952. Studiował filozofię w Columbia University i w Oksfordzie; kieruje działem kultury „The New Republic”. W „Zeszytach Literackich” drukowaliśmy jego szkice o Czesławie Miłoszu i Jehudzie Amichaju.



JEHUDA AMICHAJ

PIĘĆ FRAGMENTÓW

*  *  *

Obujcie z powrotem stopy,
to miejsce nie jest już święte.
Przestaliście tu kochać.
Odtąd
zmieńcie swoje życie w przewodnik
z opisami miejsc
nazwami gór i hoteli
i długością dróg.

*  *  *

Gdy Mojżesz siedział na wysokości koło Boga
i pisał,
zachowując dla potomnych Jego prawo,
ja siedziałem na uboczu w klasie,
marzyłem i rysowałem,
aż kilka kartek pokryły
rysunki twarzy i kwiatów
i twoje imię twoje imię twoje imię.
Teraz schodzę na ziemię i znoszę to wszystko ze sobą,
a ciebie już nie ma.
Nie słuchajcie Jego nakazów. Nie bądźcie posłuszni.
Zostawcie mnie w spokoju.

*  *  *

Prawdziwa synagoga
to ta w której już nikt się nie modli
przetacza się po tobie śmiech
przetaczają się łzy
jest teraz pusta
żywej duszy
modlę się

Pierwsza miłość

Byłem na ciebie ślepy, gdy mnie kochałaś dawno temu.
Zamieniłem cię na inną, jak Izaak,
dla zapachu, dla smaku, i by nie czuć już głodu,
dla ciepła, i domu, i pachnącego ogrodu.
Zapomniałem słowa
jedynego listu, jaki do ciebie napisałem.
Pamiętam tylko smak kleju ze znaczka
na języku.
Los, który o nas przesądził, tak naprawdę nie był
przeznaczeniem,
był jednak mocny i pewny jak palec skrzypaczki,
przesądzający o losie nuty,
choć i on jest ostateczny i kategoryczny
jak śmierć.

*  *  *

Sytuacja jest niebezpieczna,
bardzo niebezpieczna.
Stać ich na to, by stworzyć nową religię.
Mamy dość.
Ktoś zauważy kilkoro dziwnie ubranych młodych ludzi
i wokół nich powstanie nowa religia.
Mamy dość.
Każde wzniesienie rąk
każde tłumaczenie na inne języki
może wydać nową religię.
Każde zejście w białej szacie po kamiennych schodach
może wydać nową religię.
Mamy dość.
Każda melodia w jaskini
każde westchnienie w alkowie
każda zapałka zapalona w ciemności —
wszystko to mogą zmienić w nową religię
w tym mieście.
Ta perspektywa jest niebezpieczna.
Sytuacja jest niebezpieczna.

JEHUDA AMICHAJ
tłum. Agnieszka Pokojska


JEHUDA AMICHAJ ur. 1924 w Würzburgu, zm. 2000 w Jerozolimie. W 1935 wyjechał do Palestyny. Walczył w II wojnie światowej i wojnie o niepodległość Izraela, 1948. Debiut poetycki, 1940. W tłumaczeniu TOMASZA KORZENIOWSKIEGO ukazał się tom jego wierszy Koniec sezonu pomarańczy (Świat Literacki). Poświęciliśmy mu numer 97 „Zeszytów Literackich”. Jehuda Amichaj to przybrane nazwisko poety, prawdziwe to Ludwig Pfeuffer.

AGNIESZKA POKOJSKA ur. 1975. Tłumaczka literatury anglojęzycznej, m.in. Zadie Smith, Rachel Cusk, Alice Munro, a ostatnio eseje W. H. Audena Szekspirowskie miasto (słowo obraz / terytoria). W jej opracowaniu ukazało się dwujęzyczne wydanie poematów W. H. Audena w przekładzie Stanisława Barańczaka Tym czasom. Dwa poematy.


* Fragment komentarza autora do wierszy odnalezionych w archiwum Jehudy Amichaja, Beinecke Library, USA. Wiersze z angielskiego tłum. Agnieszka Pokojska. W oryginale pisane po hebrajsku, tłum. na angielski przez autora z pomocą wdowy po Amichaju – Chany Amichaj (przyp. red. „ZL”).


Zobacz także