PAWEŁ BEM, Ten uroczy Ukrainiec Boraczok

Obecny na większości fotografii ścisłej grupy Komitetu Paryskiego. Unika pierwszego rzędu, stoi przeważnie w ostatnim. Często poważny, w przeciwieństwie do uśmiechniętego na ogół Cybisa. Ale jest. Zawsze jest. I choć znamy twórczość i losy reszty artystów z tych samych zdjęć — o nim wiemy dziś niewiele, prawie nic.

Boraczok? Boraczuk? Borczek? Buraczok? Historia sztuki nie jest pewna. Żongluje też miejscem i datą urodzin artysty. Malował pejzaże, wnętrza i martwą naturę — tyle zapamiętała. Prawda, zostawił po sobie mało śladów. Rozproszone płótna, pojedyncze listy. Trudno łączy się tę dokumentalną drobnicę. Najobfitszy w świadectwa jego życia i dzieła zdaje się okres paryski, kiedy w gronie kapistów walczy o utrzymanie na powierzchni.

Po raz pierwszy publikowane tu wspomnienie Józefa Czapskiego o Sewerynie Boraczoku (tak sygnował swoje dzieła) jest dokumentem ciekawym z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze — zawiera nieobecne w innych źródłach fakty dotyczące życia ukraińskiego malarza, po wtóre — jest opowieścią niedopowiedzianą.

W 1954 roku Boraczok razem z innym ukraińskim artystą rzeźbiarzem Grzegorzem Krukiem wystawiał w paryskiej Galerie Simone Badinier. Czapski recenzował wówczas to wydarzenie w „Kulturze”. Przybliżając czytelnikowi biografię malarza, tłumaczył: „W notatce tej nie da się pomieścić tego, co przeżyli obaj w okresie wojennym. Trudno jest w czasach wstrząsów i kataklizmów kochać się… w sztuce, nie mieć żadnych pasji politycznych i nie umieć nienawidzić”. W zapisanym po śmierci Boraczoka wspomnieniu Czapski odnotowuje: „Wojna — na wiele lat straciliśmy się z oczu zupełnie”, po czym następuje kilka enigmatycznych słów o klęskach i emigracjach. Czas wojny w życiorysie Boraczoka jest dla Czapskiego nietykalny. Wie, ale nie mówi. Nie trzeba być poszukiwaczem sensacji, aby chcieć przeniknąć tę dyskrecję, która może niepokoić.

Na początku lat trzydziestych Boraczok ożenił się z Niemką Dixi Hinmighoffen. Często wówczas wizytowali jej rodzinę w Monachium, która zapewniała młodej parze wikt, pokrywała też koszty podróży. Przy odrobinie wysiłku można się dziś dowiedzieć, głównie z amerykańskich archiwów ukraińskiej diaspory, że w czasie II wojny światowej Boraczok nosił niemiecki mundur i ścierał się w nim z Rosjanami na froncie wschodnim. Czy kolor wyszywanej na mundurze flagi nakazuje Czapskiemu to znamienne przemilczenie?

Wbrew temu, co może sugerować poetyka pośmiertnego wspomnienia, w tym zgranym falansterze malarzy musiały istnieć podskórne napięcia narodowościowe. Pojęcie o nich daje list Boraczoka do Jana Cybisa z 1933 roku: „Byłem całkiem zdziwiony Twoim poglądem na mnie. […] Opierać się z Twej strony na moich niewinnych, tak mówiąc, ukraińskich gęsiach, które przed chwilą były zastąpione kozakiem czy koniem, i posądzać mnie jako zdrajcę sztuki naprawdę mnie to ukłuło, bo wierzyłem w Ciebie jako kolegę artystę, który mnie zrozumie, tłumaczę się tym, że ten kozak, pomimo ukraińskiego tematu, zadał mi tyle trudności w rozwiązaniu koloru czerwonego na spodniach, iż zmuszony byłem ubliżyć narodowemu ukraińskiemu malarstwu i zastąpić gęsią, które po długich walkach czysto malarskich wypłynęły na pierwszy plan obrazu, i to aż przed płótno. O mój Boże! Przecież być aniołem w malarstwie nie tak łatwo, lecz posądzić mnie o diabła jest dla mnie niespodzianką. Swojej matce zawsze przebaczałem uwagi malarskiej krytyki, lecz z Twojej strony?! Józek [Jarema] zadrasnął mnie głęboko niesprawiedliwie, że wystawiłem we Lwowie jako ukraiński malarz, a nie w Krakowie. Podkreślam kłamstwo. Żaden mój obrazek we Lwowie nie nosi tematu ukraińskiego, a nawet gdybym malował tylko kozaków, to widzielibyście tylko moje potniejące wysiłki malarskie. Sądzić tak nie możecie mnie. Jako malarz się czuję, poza tym możecie mnie traktować jak Murzyna, jeżeli mam krew murzyńską, jeżeli wasze nosy zatkane watą polską, przez którą smród ukraiński wydaje zapach gazu niemieckiego, lecz proszę Was bardzo, odrzućcie watę, a zobaczycie, że i gówno zalicza się też do zapachu, i że sam kiedyś byłeś Murzynem i nie wszystko co żółte jest złoto, na to jest się kulturalnym, żeby to rozróżnić. Bardzo mnie bolałoby, gdybyś krew mego ojca nie odróżnił od błota […]. Są lachy w Polsce, są hajdamacy w Ukrainie, są też bosze w Niemczech, lecz białych Murzynów niestety nie ma chyba pomiędzy malarzami? Popierajcie polski pejzaż! Ratujcie Ukraińców przed zgubą! Co Moskal to świnia. Co Niemiec to bosz, co nie ukraińskie to polskie albo Rusińskie, co grekokatolik to nie katolik (Józka twierdzenia) […]. Zyga [Waliszewski] ostrzega mnie publicznie, żebym hamował swe nerwy i nie rżnął lachów. Józio Czapski nie podaje mi ręki ze wstydu, że ukraińskich chłopów bili w dupę w Galicji, Jan Cybis przemawia do mnie, żebym wziął poważnie La Paix do serca i rady Perebyjnisa nie słuchać. — Jan! Ja! Co za poniżenie dla mnie byłoby, gdybym naprawdę wziął to poważnie?! Kiedy przejeżdżałem przez Kraków, wasz główny Redaktor Polskiej sztuki «Głosu Plastyków», Pan Gotlib, zauważył mi, że ja jako Ukrainiec nie mogę liczyć na krytykę, bo gazeta popiera lojalistów. Naprawdę w Glinianach czułem się spokojnie jak Murzyn wśród małp (fałszywe pojęcia Józka Jaremy)”.

Nie sposób dziś odpowiedzialnie mówić o sztuce Boraczoka, przyglądając się jedynemu najpewniej zachowanemu w Polsce obrazowi: Krajobraz wiejski (Muzeum Narodowe w Warszawie). Dzieło potwierdza ulubione kolory artysty, wiemy o nich skądinąd — zielonkawo‑żółty i kobaltowy błękit. Widać też wyraźnie, że nieobojętna była mu barwa światła. Warto pamiętać, że to nie Czapski i nie Jarema, lecz właśnie Boraczok, razem z Nachtem, Cybisem, Strzałeckim i Waliszewskim, zdobył w 1929 roku nagrodę w konkursie ogłoszonym przez ambasadora Polski i Związek Polskich Artystów w Paryżu. Dzieła kapistów wystawiono wówczas w pracowni prezesa związku — Augusta Zamoyskiego.

Seweryn Boraczok urodził się w 1898 roku w Sorocku niedaleko Trembowli, zmarł w 1975 w Richmond w stanie Maine (USA). Zakończywszy pobyt z kapistami w Paryżu, zamieszkał w Glinianach koło Lwowa. Po wojnie osiadł w Bawarii, gdzie zaczął tworzyć mozaiki ze szkła i drobnych kamieni. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Wystawiał z powodzeniem m.in. w Genewie, Londynie, Regensburgu, Nowym Jorku, Filadelfii. W swojej sztuce wykorzystywał różne techniki: akwareli, tempery, drzeworytu. Używał też cegły, granitu, tłuczonych talerzy. W czerwcu tego roku, na jednej z amerykańskich aukcji, wystawiono jego olej pt. Scena wiejska. Dom aukcyjny prognozował cenę 1500–2000 złotych. Obraz nie znalazł kupca. W grudniu 2014 roku Kwiaty w kielichu Cybisa sprzedano za 50 000 złotych.

PAWEŁ BEM

PAWEŁ BEM ur. 1985. Pracuje w IBL PAN. Laureat Nagrody Archiwum Emigracji za pracę o Konstantym A. Jeleńskim. Ostatnio ogłosił tom Dynamika wariantu. Miłosz tekstologicznie (IBL PAN) oraz opracował korespondencję Czesława Miłosza z Ireną i Tadeuszem Byrskimi (IBL PAN).


Zobacz także